Forum forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UzytkownicyUzytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj si, by sprawdzi wiadomo禼iZaloguj si, by sprawdzi wiadomo禼i   ZalogujZaloguj 
[Strona Glowna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy 艁ad
Id do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum forum.drachenfels.pl Strona Glowna -> Przyjaciel czy Wr贸g?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz nast阷ny temat  
Autor Wiadomo舵
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Do潮czy: 18 Sty 2005
Posty: 3943
Sk眃: Brama wymiar贸w p贸艂nocnego bieguna:)

PostWys砤ny: Nie Cze 13, 2021 19:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Gustav zwin膮艂 si臋 z targu i tyle go widzia艂e艣. Zagadn膮艂e艣 wi臋c jakiego艣 oprycha na ulicy o kobiet臋 i towarzystwo w jakim si臋 obraca.>
-艁adna jest co nie? Kim jest, pewnie jego na艂o偶nic膮, mo偶e 偶on膮. Wsz臋dzie z nim chodzi jak ten pies przy nodze. Nie odzywa si臋, mo偶e niemowa, a mo偶e tak wytresowana. Ten w kubraku handluje winem, Umberto si臋 nazywa czy jako艣 tak. Nie ma nic wsp贸lnego z kobiet膮. Lepiej uwa偶aj 偶eby ci oczu nie wyd艂ubali. Kilku si臋 ju偶 do niej 艣lini艂o i sko艅czyli w rynsztoku z poder偶ni臋tym gard艂em... Dorg si臋 nie pie艣ci jak mu si臋 kto艣 nie spodoba.

<Niczego wi臋cej si臋 nie dowiedzia艂e艣 poniewa偶 oprych nagle odszed艂 jakby sobie o czym艣 przypomnia艂. Wszed艂e艣 do gospody za grubasem. Od razu wida膰, 偶e sobie tutaj drogo licz膮. Wystr贸j jest bardziej pod eleganck膮 klientel臋. Okr膮g艂e stoliki nakryte obrusami, kwiaty na ka偶dym stoliku, a z sufitu zwisaj膮 ozdobne 艣wieczniki. Gdyby nie to, 偶e ludzie z ci臋偶k膮 sakiewk膮 przebywaj膮 tu ze swoj膮 ochron膮 od razu rzuca艂by艣 si臋 w oczy. Osiem stolik贸w w g艂贸wnej sali jest zaj臋tych po brzegi. Przy jednym z nich siedzi interesuj膮cy ci臋 cz艂owiek razem z kobiet膮, drugim kupcem i szpetnym ochroniarzem. Pos艂ugaczka w艂a艣nie nalewa im wino do puchark贸w. Nie wida膰 tu tych dw贸ch kt贸rzy znikn臋li ci w t艂umie na ulicy. Przy szynkwasie jest kilka wolnych miejsc ale i tam jest do艣膰 t艂oczno. Karczma nie ma pi臋tra a przynajmniej nie do dyspozycji go艣ci. Poza wyj艣ciem do kuchni jest droga do wychodka i g艂贸wne wej艣cie.>


<Elbereth>

<Po powrocie do zaj臋tego przez was domu urz膮dzi艂a艣 sobie pogaw臋dk臋 z Jordim aby pozna膰 jego motywy. O dziwo krasnolud przekona艂 ci臋 do sprzeda偶y a raczej do wymiany za inny, po偶膮dany przez ciebie przedmiot. Pozosta艂o tylko czeka膰 twojego powrotu z kolejnej wyprawy i dokona膰 wymiany. Krasnolud opu艣ci艂 twoje domostwo, a ty napi艂a艣 si臋 wina razem z Beltherionem. Riv poda艂 ci leki na b贸l. R贸偶yczka usiad艂a w fotelu obok przysuwaj膮c si臋 do ciebie najbli偶ej jak si臋 da艂o, ujmuj膮c twoje ch艂odnie d艂onie w swoje ciep艂o r臋ce. >

-Musz臋 ci co艣 wyzna膰 Elbereth. Ale nie przy nich. Jak sobie p贸jd膮 lub usn膮.

-El skarbie. Opowiesz nam co艣 wi臋cej o twoim towarzyszu, poza tym 偶e jest medykiem? To tw贸j nowy kochanek? <Elf spojrza艂 na ciebie rado艣nie jednocze艣nie posy艂aj膮c przeszywaj膮ce spojrzenie Rivanathowi.>
- Mam powody do zazdro艣ci? Powinienem udusi膰 go we 艣nie? <Zachichota艂>- Ciekaw jestem jakich to nowych k艂opot贸w narobi艂a艣 sobie przez te kilka dni kiedy ci臋 nie by艂o.
<Beltherion przykucn膮艂 przed tob膮 chwyci艂 ci臋 za szyj臋 i ostentacyjnie poca艂owa艂 ci臋 gryz膮c lekko twoje wargi.>

-Z rozmowy z krasnoludem wywnioskowa艂em, 偶e zn贸w gdzie艣 wyruszasz i masz zamiar nas zostawi膰. Dok膮d, na jak d艂ugo? Mamy tu na ciebie dalej czeka膰 czy te偶 masz kolejny chytry plan? 艁贸偶ko jest gotowe je艣li chcesz odpoczywa膰...

<Czu艂a艣 jak mimo alkoholu i lek贸w twoje cia艂o ci臋 nienawidzi wi臋c spo偶yli艣cie wszyscy razem ciep艂y, lekki posi艂ek, zamieni艂a艣 z Beltherionem, R贸偶yczk膮 i Rivem kilka s艂贸w po czym pad艂a艣 ze zm臋czenia. Gdy obudzi艂a艣 si臋 nasta艂 kolejny dzie艅. R贸偶yczka spa艂a razem z tob膮 przytulaj膮c si臋 do ciebie. Ciep艂o jej cia艂a nawet przez koszul臋 noc膮 by艂o bardzo koj膮ce. Beltherion razem z Rivanathem czuwali nad wami obserwuj膮c si臋 wzajemnie. Nadal czu艂a艣 si臋 niczym wrak statku rozbity na ska艂ach, lecz 艣wiadomo艣膰 i偶 jeste艣 w艣r贸d bliskich zdawa艂a si臋 przyspiesza膰 gojenie ran.>

-Elbereth, Pani. Je艣li chcesz wyruszy膰 dzi艣, b臋dziesz potrzebowa艂a tego przedmiotu.
<Znachor otworzy艂 swoj膮 d艂o艅 ukazuj膮c na niej kryszta艂owy przedmiot w kszta艂cie ostros艂upa o czterech, g艂adkich identycznych 艣cianach. > - Kiedy b臋dziesz gotowa, aktywuj臋 go i zabierze ci臋 do jedynej osoby jak膮 znam, kt贸ra mo偶e pom贸c z naszym problemem.


<Ecoliono>

<Gdy Tellan i Iruyh odpoczywali ty przygotowywa艂e艣 艣wi膮tynie do obrz膮dku. Zapad艂 zmrok, kobieta i m臋偶czyzna przybyli do 艣wi膮tyni przynosz膮c ze sob膮 ogromny miecz kt贸rym Tellan walczy艂a przez wi臋kszo艣膰 czasu odk膮d j膮 pierwszy raz spotka艂e艣. Bro艅 by艂a zbyt ci臋偶ka dla ciebie wi臋c to rycerz po艂o偶y艂 j膮 na o艂tarzu. Pob艂ogos艂awi艂e艣 par臋 ma艂偶e艅sk膮 i w oparach kadzid艂a przyst膮pili艣cie do mod艂贸w. Czas mija艂 klepsydra za klepsydr膮, nie przynosz膮c 偶adnych rezultat贸w. Dopiero gdy ptaki na zewn膮trz zacz臋艂y obwieszcza膰 nastanie nowego dnia poczu艂e艣 obecno艣膰 duch贸w naprzykrzaj膮cych si臋 Tellan. Kilka chwil p贸藕niej kobieta zacz臋艂a krzycze膰 na ca艂e gard艂o by potem ton膮膰 w 艂zach, szlochaj膮c i tul膮c si臋 do Iruyha. Wygl膮da艂o na to, i偶 wspomnienia kt贸re Pan Sn贸w zes艂a艂 na rycerk臋 nie by艂y ani radosne, ani przyjemne. Kobieta zdawa艂a si臋 by膰 wyra藕nie przera偶ona. Gdy pierwsze promienie s艂o艅ca zacz臋艂y wpada膰 przez ma艂e okna w 艣cianach 艣wi膮tyni, duchy odesz艂y. Nadszed艂 czas porannych mod艂贸w gdy偶 bracia w wierze zacz臋li schodzi膰 si臋 zajmuj膮c miejsca przed o艂tarzem. Iruyh zabra艂 miecz z o艂tarza skin膮艂 w podzi臋kowaniu g艂ow膮 po czym razem z Tellan opu艣cili 艣wi膮tynie Morra. Mog艂e艣 uzna膰 i偶 cho膰 w jakiej艣 cz臋艣ci rytua艂 odni贸s艂 skutek.>


<Rhunar>

<W pewnym sensie przyj膮艂e艣 z ulg膮 to i偶 Kurt ze swoimi dziewczynami szybko opu艣cili skryptorium. Przypatruj膮c si臋 bibliotekarzowi rozmy艣la艂e艣 nad jego istot膮. Studiuj膮c teologi臋 natkn膮艂e艣 si臋 na kilka wzmianek o tym i偶 niekiedy kap艂ani w ramach zas艂ug lub kary zostawali zatrzymani w swoich pozbawionych 偶ycia cia艂ach aby przez dalsze stulecia pe艂ni膰 s艂u偶b臋 lub stra偶 w miejscach kultu, zgodnie lub wbrew w艂asnej woli. Bibliotekarz na pewno by艂 kiedy艣 kap艂anem a teraz tworem magicznych rytua艂贸w. Nie by艂e艣 tylko pewien czy zosta艂 przemieniony przez b贸stwo czy przez ludzi. Jego ko艣ciane oczodo艂y 艣wieci艂y b艂臋kitn膮 iskr膮 w臋druj膮c膮 w jaki艣 uporz膮dkowany spos贸b. Inteligencja bibliotekarza nie podlega艂a w膮tpliwo艣ci, wi臋c nie by艂 te偶 zwyczajnym o偶ywionym trupem. Nie spieszy艂 si臋 z odpowiedzi膮 jakby mia艂 ca艂y czas 艣wiata.>

-Witaj Rhunarze Ragnisonie, Kowalu Run. Jak zauwa偶y艂e艣 jestem tu bibliotekarzem. Moje imi臋 nie ma znaczenia, ale twoje pytania tak. Runy na murach to prosta rzecz. To co艣 czego mog臋 nauczy膰 ci臋 tu i teraz. O ile jeste艣 wystarczaj膮co m膮dry krasnoludzie. Zaraz si臋 przekonamy.

<呕ywy trup zbli偶y si臋 do ciebie i poczu艂e艣 jak ca艂e twoje cia艂o t臋偶eje z niepokoju. Bibliotekarz po艂o偶y艂 ci swoj膮 ko艣cian膮 d艂o艅 na twarzy zaciskaj膮c drobne palce na twojej twarzoczaszce jakby chcia艂 j膮 co najmniej zmia偶d偶y膰. Nadnaturalny 偶ar smaga艂 przez chwil臋 twoj膮 sk贸r臋, a przed oczami przewin臋艂y ci si臋 setki zapisanych stronnic, w uszach rozbrzmia艂y s艂owa krasnoludzkich m臋drc贸w. Sta艂e艣 d艂ug膮 chwil臋 w ot臋pieniu kiedy by艂o ju偶 po wszystkim. Kap艂an zabra艂 d艂o艅 z twojej twarzy i stan膮艂 przy jednym z pulpit贸w opieraj膮c na nim ko艣ciane d艂onie.>

-To ju偶 ci pomog艂em, mo偶esz odej艣膰. Jedna rzecz na jedn膮 osob臋... <Zamilk艂 na d艂u偶sz膮 chwil臋 sprawdzaj膮c twoj膮 determinacj臋>
- Chocia偶 zada艂e艣 bardzo ciekawe pytania, wi臋c naprowadz臋 ci臋 troch臋, a reszt臋 wiedzy musisz zdoby膰 gdzie indziej.

<Bibliotekarz przesun膮艂 palcami po pulpicie jakby dotyka艂 kochank臋 lub czyta艂 pisma dla niewidomych.> - Je艣li chcesz naprawi膰 zas艂on臋 potrzebujesz znale藕膰 odpowiedniego krawca. Reszta to ju偶 kwestia rozmiaru i mocy jakiej potrzeba w danym miejscu...
<Ponownie zapad艂a d艂uga cisza i zw膮tpi艂e艣 czy rozmowa dobieg艂a ju偶 ko艅ca czy te偶 nie.>
-M贸wisz bramy do domeny chaosu. Jest ich tak wiele, 偶e niestarczy ci 偶ycia aby zamkn膮膰 je wszystkie. Poza tym niekt贸re z nich same si臋 zamykaj膮.
<Bibliotekarz przespacerowa艂 si臋 leniwie do kolejnego pulpitu g艂adz膮c jego kraw臋dzie ko艣cianymi palcami.>
-Chcesz naprawi膰 obeliski? Te kt贸re zosta艂y zniszczone nie mog膮 by膰 naprawione r臋k膮 偶ywych. Lecz te jak je nazwa艂e艣 spaczone, maj膮 teraz zwyczajnie odwrotn膮 funkcj臋. Trzeba je na powr贸t przestawi膰 by odprowadza艂y moce magiczne zamiast je zasysa膰.

<Na s艂owa Kryszta艂 Niesko艅czono艣ci kap艂an za艣mia艂 si臋 jak dobrego 偶artu.>

-Tak to teraz nazywaj膮? Kiedy艣 by艂o ich osiem, ale to czas tak odleg艂y, 偶e nawet ja nie jestem pewien co si臋 ze wszystkimi sta艂o. Jeden kawa艂ek macie tutaj. Je艣li chcesz zdoby膰 wszystkie to niemo偶liwe. Je艣li b臋dziesz wystarczaj膮co sprytny mo偶e zdob臋dziesz dwa. To od艂amki zwyk艂ego kryszta艂u, kt贸ry w jednej chwili sta艂 si臋 niezwyk艂y by moment p贸藕niej rozpa艣膰 si臋 na kawa艂ki. R贸偶ne historie z r贸偶nych 藕r贸de艂, trudno wszystko pogodzi膰. Jednego mo偶esz by膰 pewien. Mimo swojego lichego wygl膮du to nie zabawka. O pewnych rzeczach nie powinno si臋 m贸wi膰, jak na przyk艂ad o twojej szmaragdowej runie.

<Bibliotekarz przeszed艂 kilka krok贸w, siadaj膮c za biurkiem tu偶 przy wej艣ciu do biblioteki. By艂e艣 pewien tego i偶 wiedzia艂 znacznie wi臋cej ni偶 ci m贸wi艂.>

-Kobieta o kt贸rej m贸wisz to najbardziej nudny temat z tych, kt贸re poruszy艂e艣. Rytualne ofiary jak to nazwa艂e艣, to tylko waluta. Co艣 na wymian臋. Zabierzcie jej to co dosta艂a w zamian i b臋dzie taka jak wcze艣niej. Nie ma istot niepodatnych na magi臋. Trzeba si臋gn膮膰 po odpowiedni膮 magi臋. Przedmioty mo偶na zniszczy膰, zakl臋cia rozproszy膰, rytua艂y prze艂ama膰. Lecz pakty demoniczne s膮 wa偶ne tak d艂ugo jak uzgodni艂 dany demon ze swoj膮 ofiar膮 losu. Je艣li poznasz warunki paktu, dowiesz si臋 jak go obej艣膰. To wszystko co mam tobie do powiedzenia Rhunarze.

<Tym razem zapad艂a d艂uga cisza, chyba rzeczywi艣cie ostateczna. >


<Kurt>

<Opu艣ci艂e艣 bibliotek臋 zmieszany i rozczarowany. Bibliotekarz nie wygl膮da艂 na towarzyskiego, a do tego m贸wi艂 zagadkami. Da艂e艣 Anice i Etelce kilka monet i kaza艂e艣 im zatrudni膰 krzykacza aby zwo艂a艂 wszystkich zainteresowanych sformowaniem oddzia艂u. Sam uda艂e艣 si臋 do Templariusza Blassa. Po kr贸tkiej rozmowie Morryta zapewni艂 ci臋 i偶 jutro rano na placu 膰wiczebnym b臋dzie na ciebie i twoich rekrut贸w czeka艂 w贸z pe艂en wyposa偶enia. Na jeden dzie艅 wypo偶ycz膮 ci nawet kilka woz贸w do przewozu siana, chocia偶 ten z twoich pomys艂贸w wyda艂 si臋 Blassowi co najmniej dziwny. Reszta dnia min臋艂a ci ca艂kiem pracowicie w karczmie gdy偶 poza pilnowaniem porz膮dku rzeczywi艣cie musia艂em odpowiada膰 na pytania co znaczy to ca艂e zamieszanie z formowaniem oddzia艂u. Ludzie pytali czy to na powa偶nie, czy to twoja prywata czy te偶 zorganizowana akcja i co z tego ka偶dy b臋dzie mia艂. Gdy k艂ad艂e艣 si臋 do 艂贸偶ka mog膮c obj膮膰 i przytuli膰 dwie 艣liczne m艂ode kobiety, by艂e艣 rad z tego co posiadasz i z plan贸w na przysz艂o艣膰. Noc min臋艂a spokojnie i z samego rana uda艂e艣 si臋 na plac 膰wiczebny. Templariusz dotrzyma艂 s艂owa obdarowuj膮c ci臋 wozem pe艂nym mieczy, topor贸w i tarcz. Nie by艂o tam niestety 偶adnej broni strzeleckiej. Cztery puste fury sta艂y obok bez zaprz臋g贸w. Powoli zacz臋li schodzi膰 si臋 ludzie i gdy s艂o艅ce by艂o ju偶 nad horyzontem doliczy艂e艣 si臋 trzydziestu ch艂opa. Sami ludzie, ani jednego krasnoluda. Trudno by艂o oceni膰 na pierwszy rzut oka kto co i jak gdy偶 z odzienia wszyscy wygl膮dali na prosty plebs ze wsi lub miejskiej ulicy.>

_________________
Jestem mieczem i zbroj膮. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekle艅stwo Wzg贸rz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email
Ariena
Mod Bog贸w
Mod Bog贸w


Do潮czy: 30 Gru 2004
Posty: 1620

PostWys砤ny: Pia Cze 18, 2021 22:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Usiad艂am do rozmowy z Jordim. Pocz膮tkowo z uprzejmo艣ci, ale w jej trakcie zacz臋艂am rozwa偶a膰 inne mo偶liwo艣ci. Mog艂am wykorzysta膰 klejnot osobi艣cie i zdepta膰 wszystko na mojej drodze, ale do tego potrzebowa艂am czasu oraz spokoju, kt贸rych mi brakowa艂o. Mog艂am te偶 wymieni膰 klejnot na przedmiot, kt贸ry da艂by mi o wiele ciekawsze mo偶liwo艣ci. Waha艂am si臋. W ko艅cu jednak zdecydowa艂am si臋 dobi膰 targu z krasnoludzkim in偶ynierem. Kamie艅, kt贸ry mia艂 mu zapewni膰 chwa艂臋 i legend臋 jeszcze za 偶ycia w zamian za runiczn膮 bro艅 godn膮 moich przeciwnik贸w. Zadowolona u艣cisn臋艂am jego d艂o艅 potwierdzaj膮 zawarcie naszego porozumienia. Po偶egna艂am go obiecuj膮c, i偶 przed opuszczeniem Twierdzy poinformuj臋 go jakich run oczekuj臋 w zamian.>

- S膮dzi艂am, 偶e Ingwar by艂 jedynym krasnoludem, z kt贸rym by艂am w stanie si臋 dogada膰, a tu takie mi艂e zaskoczenie.

<Skwitowa艂am, gdy drzwi wej艣ciowe zamkn臋艂y si臋 za naszym go艣ciem. Zamilk艂am s膮cz膮c wino. W ko艅cu mog艂am nieco odpocz膮膰 i na moment zapomnie膰 o konwenansach. Odetchn臋艂am z ulg膮 i spojrza艂am na R贸偶臋 艣ciskaj膮c delikatnie jej d艂o艅.>

- Oczywi艣cie m贸j kwiatuszku. <Powiedzia艂am 艂agodnie.> Bolej臋, i偶 ostatnio nie mam dla Was zbyt wiele czasu, ale zawsze znajd臋 chwil臋 by Ci臋 wys艂ucha膰. Przegoni臋 ich po kolacji i porozmawiamy w spokoju. Tylko Ty i ja. <Mrugn臋艂am do niej porozumiewawczo.> O.. dzi臋kuj臋 Riv. <Wzi臋艂am leki popijaj膮c je winem i licz膮c, 偶e z艂agodz膮 nieco b贸l.> Ale teraz pozw贸l R贸偶yczko, 偶e wyja艣ni臋 par臋 spraw nim pewien elf posunie si臋 do r臋koczyn贸w.

<Zachichota艂am rozbawiona spogl膮daj膮c na Beltheriona.>

-Ty? Zazdrosny? <Unios艂am d艂o艅 delikatnie k艂ad膮c na jego policzku i odwzajemni艂am poca艂unek, cho膰 zdawa艂am sobie spraw臋, i偶 czyni艂 to na pokaz.> Ale lepiej usi膮d藕 m贸j drogi.

<Ton mojego g艂osu spowa偶nia艂, tak samo, jak ja.> Powiem ile mog臋, ale nie zdradz臋 ani gdzie by艂am ani co robi艂am dla mojej Pani. Nie b臋dziesz te偶 przepytywa艂 w tej sprawie Riva, gdy opuszcz臋 Twierdz臋. <Popi艂am spokojnie pozwalaj膮c by ostatnie zdanie wybrzmia艂o.> Obecny tu cz艂owiek dwukrotnie ocali艂 mi 偶ycie, cho膰 zdecydowanie wi臋cej by zyska艂, gdyby tego nie uczyni艂. Zamiast wykona膰 polecenie i mnie zabi膰 postanowi艂 mnie chroni膰. Podpisa艂 na siebie wyrok 艣mierci, wi臋c postanowi艂am si臋 zrewan偶owa膰. Zabra艂am go ze sob膮. Oficjalnie przyj臋艂am na s艂u偶b臋 zgodnie z panuj膮cymi zwyczajami i 偶eby unikn膮膰 niepotrzebnych komplikacji uczyni艂am moj膮 w艂asno艣ci膮. Nosi m贸j herb i tak samo, jak Carras nale偶y do mnie. Rivanath jest moim osobistym medykiem, a moje dobre samopoczucie jest jego jedynym zmartwieniem.

<Moje usta drgn臋艂y w lekkim u艣miechu. Popi艂am, po czym spojrza艂am na m臋偶czyzn臋.>

-Riv poznaj moj膮 podopieczn膮, Ksi臋偶niczk臋 Jili臋 Underwood Decay z rodu Blight贸w. <Spojrza艂am z czu艂o艣ci膮 na dziewczyn臋 siedz膮c膮 w fotelu obok.> M贸j promyczek ja艣niej膮cy w mroku. <Uj臋艂am jej d艂o艅.> Tylko nieliczni tu obecni znaj膮 jej prawdziw膮 to偶samo艣膰 i pami臋taj by tak zosta艂o. Zwracaj si臋 do niej zawsze imieniem R贸偶a i nie zdradzaj z jej tytu艂em oraz pochodzeniem. Nie ufam nawet morrytom, cho膰 sam Mistrz akurat jest poinformowany. Ludzie mogliby chcie膰 wykorzysta膰 jej obecno艣膰. Obieca艂am jej bratu, 偶e pod moj膮 opiek膮 w艂os jej z g艂owy nie spadnie i zamierzam dotrzyma膰 danego s艂owa. Ta wojna jej nie dotyczy. <Unios艂am jej d艂o艅 i uca艂owa艂owa艂am delikatnie.> Za艣 jej obieca艂am, 偶e ocal臋 dla niej jej 艣wiat i przywr贸c臋 to co Wietrznica zabra艂a. <U艣miechn臋艂am si臋 do niej.> Za to ten zabijaj膮cy Ci臋 wzrokiem elf to Beltherion. Poznali艣my si臋 jedena艣cie lat temu, gdy pr贸bowa艂 przegoni膰 mnie z mojej ulubionej pla偶y. Bezczelny, arogancki…Jakby gro藕by mog艂y mnie przekona膰 do czegokolwiek. <Pokr臋ci艂am g艂ow膮 wydymaj膮c nieco usta, po czym spojrza艂am na mojego partnera w zbrodni.> Ufam mu bezgranicznie i kocham bezwarunkowo, cho膰 czasem doprowadza mnie do bia艂ej gor膮czki. Jest moj膮 przystani膮, ostoj膮 oraz zdrowym rozs膮dkiem. Zab贸jczy, dla ka偶dego kto spr贸buje mnie skrzywdzi膰. I wie, 偶e ja zabij臋 ka偶dego kto zagrozi jemu. <U艣miechn臋艂am si臋.> Z czasem poznacie si臋 lepiej, ale s膮dz臋, 偶e anonsowanie mog臋 zako艅czy膰. Mo偶e zasi膮dziemy do kolacji?

<Wzi臋艂am g艂臋bszy oddech. Leki oraz wino nieco pomaga艂y, ale b贸l wcale nie ust臋powa艂. Rany nieust臋pliwie pulsowa艂y nie daj膮c mi wytchnienia. Przymkn臋艂am na moment oczy milkn膮c. Potrzebowa艂am chwili. “- We藕 si臋 w gar艣膰… we藕 si臋 w gar艣膰..-” Powt贸rzy艂am w my艣lach kilka razy niczym mantr臋, kt贸ra mog艂aby mi pom贸c. Poprosi艂am Beltheriona by mi pom贸g艂 i do艂膮czy艂am do kolacji. Zacz臋艂am je艣膰 pyszny posi艂ek, kt贸ry przyjemnie zacz膮艂 rozgrzewa膰 mnie od 艣rodka.>

-Wracaj膮c do reszty Twoich pyta艅 Beltherionie. <Stara艂am si臋 zachowa膰 lekki ton, jakbym referowa艂a zakupy.> Gdy mnie nie by艂o Carras zosta艂a zaatakowana. Dzielnie stawi艂a czo艂a zagro偶eniu, ale jako jej Pani to ja odpowiadam za jej czyny, wi臋c Najwy偶sza Kap艂anka Zakonu Paj臋czej Kr贸lowej za偶膮da艂a mojej 艣mierci. Moja Pani nie wyrazi艂a aprobaty na takie 偶膮danie, wi臋c w wyniku eskalacji tego nieporozumienia jeste艣my w stanie wojny. <Popi艂am.> Stra偶nik Bram Morra nieopatrznie podzieli艂 si臋 ze mn膮 informacj臋, i偶 moja Pani do艂膮czy do mnie za par臋 dni. Dlatego musz臋 rusza膰 natychmiast zamiast zosta膰 z Wami przez par臋 dni. Musz臋 znale藕膰 cz艂owieka, kt贸ry mo偶e temu zapobiec…<A偶 zabola艂o mnie serce na sam膮 my艣l, 偶e mam tak niewiele czasu.> Za艂atwi臋 spraw臋. Tak, jak m贸wi艂am w Kaplicy. Najp贸藕niej za o艣miodzie艅… mo偶e dziesi臋膰 dni. <Sama dola艂am sobie wina i wypi艂am p贸艂 kielicha na raz.> Na razie Twierdza jest dla waszej czw贸rki najbezpieczniejszym miejscem. Carras oraz Riv zostan膮 tutaj przynajmniej do czasu a偶 nie opanujemy sytuacji w Tal Ystin Khaine. Mamy zaj膮膰 si臋 tym bez anga偶owania ca艂ego miasta. <Zacisn臋艂am d艂o艅 na kielich a偶 pobiela艂y mi k艂ykcie. Mia艂am ochot臋 urwa膰 g艂ow臋 suce, kt贸ra 艣mia艂a zak艂贸ci膰 spok贸j Shasuuviel.> Wietrznica przesta艂a by膰 najwi臋kszym zagro偶eniem...Poza tym reszta bez zmian. Po艂owa Imperium wci膮偶 chce mojej g艂owy. <Wzruszy艂am ramionami natychmiast 偶a艂uj膮c tego gestu. Sykn臋艂am z b贸lu kul膮c si臋 nieco. Zamilk艂am. Ogarnia艂o mnie zm臋czenie i nie mia艂am si艂y wdawa膰 si臋 w dalsze szczeg贸艂y. Im mniej wiedzieli tym bezpieczniejsi byli. W ko艅cu przed spaniem pogoni艂am pan贸w i zamkn臋艂am si臋 z R贸偶膮 w sypialni. Po艂o偶y艂am si臋 z ni膮 w 艂贸偶ku przytulaj膮c j膮 do siebie czule.>

-Jestem teraz ca艂a Twoja m贸j kwiatuszku. Opowiadaj…

<Powiedzia艂am 艂agodnie i skupiaj膮c tylko na niej, cho膰 mia艂am podejrzenie co do wyznania, kt贸re chcia艂a mi zdradzi膰. Po rozmowie w ko艅cu zasn臋艂am wyko艅czona wydarzeniami ca艂ego dnia. Nie wypu艣ci艂am z obj臋膰 dziewczyny czuj膮c przyjemne ciep艂o oraz blisko艣膰.
Obudzi艂am si臋 rano. Sen odszed艂, a przeszywaj膮cy b贸l przypomnia艂 o wydarzeniach poprzedniego dnia. Widz膮c dw贸jk臋 m臋偶czyzn nad sob膮 sapn臋艂am.>

-Rozumiem, 偶e jak Carras wr贸ci do zdrowia to ka偶dego ranka b臋d臋 budzi艂a si臋 z ca艂膮 wasz膮 tr贸jk膮 nad g艂ow膮? Mo偶e i pocz膮tkowo b臋dzie to ca艂kiem zabawne, ale w ko艅cu zaczniecie mnie irytowa膰.<Usiad艂am powoli.> Zamiast przeszywa膰 si臋 wzrokiem lepiej pom贸偶cie mi przygotowa膰 si臋 do drogi. <Skin臋艂am Rivowi.> Najpierw udam si臋 z Beltherionem do Jordiego by przekaza膰 czego dok艂adnie oczekuj臋 w zamian za klejnot. Rusz臋, gdy tylko od niego wr贸cimy. A teraz… prosz臋 daj mi co艣 na b贸l.

<Przy ich pomocy doprowadzi艂am si臋 do porz膮dku i przygotowa艂am do drogi, kt贸ra mnie czeka艂a po powrocie od in偶yniera. W艂o偶y艂am mithrilow膮 zbroj臋. Gotowa uj臋艂am Beltheriona pod rami臋 u uda艂am si臋 na spotkanie z krasnoludem rozmawiaj膮c po drodze z ukochanym.>

-Dzie艅 dobry Mistrzu Jordi. Mam nadziej臋, 偶e nie przeszkadzam. <Skin臋艂am g艂ow膮 na powitanie.> Czas mnie troch臋 goni, ale zdecydowa艂am czego chc臋 dok艂adnie.<U艣miechn臋艂am si臋 i gdy in偶ynier wyrazi艂 ochot臋 na rozmow臋 przesz艂am od razu do rzeczy.> Ty b臋dziesz mial sw贸j legendarny projekt, wi臋c ja chc臋 legendarnego ostrza. Miecza z run膮, kt贸ra sprawi, i偶 nawet najmniejsze dra艣ni臋cie b臋dzie powodowa艂o ucieczk臋 偶ycia wraz z wyp艂ywaj膮c膮 krwi膮. Nie przepadam za d艂ugimi pojedynkami, wi臋c niech moi wrogowie umieraj膮 szybciej. Niech ka偶da rana ku temu prowadzi. Za艣 druga runa… <U艣miechn臋艂am si臋.> ...niech rozprasza ka偶dy jeden czar rzucony w moim kierunku, kt贸ry m贸g艂by wyrz膮dzi膰 mi jak膮kolwiek krzywd臋. Mam na g艂owie 艣cigaj膮c膮 mnie Wietrznic膮, legendarnego nekromant臋 i przynajmniej jednego demona. Niech runa poch艂ania, rozprasza lub odbija w przeciwnika czary bez wzgl臋du na ich moc, czy rodzaj magii. Nie musz膮 by膰 gotowe zaraz po moim powrocie. Przeka偶emy sobie przedmioty, gdy b臋dziesz got贸w. Je艣li do tego czasu z takiego, czy innego powodu umr臋 dokonaj wymiany z Beltherionem. To jemu przeka偶臋 klejnot.

<Przedstawi艂am pokr贸tce, po czym po偶egna艂am si臋 z in偶ynierem by wr贸ci膰 do domu. Po drodze poinformowa艂am telepatycznie Melis臋, i偶 lada moment opuszczam Twierdz臋.
Przed wyruszeniem upewni艂am si臋, 偶e mam bro艅, spakowane najwa偶niejsze rzeczy oraz przekaza艂am amulet ze smokiem Belowi.>
-Pilnuj go. Tylko Jordi i my wiemy, 偶e go masz.
<Mrugn臋艂am do niego. Wypyta艂am jeszcze Riva czego oczekiwa膰, gdzie mo偶e przenie艣膰 mnie przedmiot i tego co istotne, czyli z kim i czym b臋de mia艂a do czynienia. Nast臋pnie po偶egna艂am si臋 ze wszystkimi i u偶y艂am kryszta艂owego przedmiotu znikaj膮c.>
_________________
Poeta to kto艣, kto pragnie w jasny dzie艅 pokaza膰 艣wiat艂o ksi臋偶yca
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email MSN Messenger
Orthan
Skrzyd艂owy
Skrzyd艂owy


Do潮czy: 17 Lip 2014
Posty: 185

PostWys砤ny: Sob Cze 19, 2021 17:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skine艂em tylko g艂ow膮 Rycerzowi, wiedzia艂em 偶e
Tellan by艂a w dobrych r臋kach i mia艂em nadziej臋 偶e upora si臋 z tym co z w艂asnym wspomnieniami.

Widz膮c wchodz膮cych do swiatyni wsp贸艂braci, kt贸rzy przybyli na poranne mod艂y tak偶e do mich do艂膮czy艂em.

Po modlitwie uda艂em si臋 co艣 zje艣膰 i by troch臋 odpocz膮膰 sen powinien przynie艣膰 spok贸j. Zreszt膮 musia艂em jeszcze zaj膮膰 si臋 ch艂opcem i porozmawia膰 z Mistrzem Run. Dodatkowo warto by艂o dowiedzie膰 co dzia艂o si臋 w Altdorfie, mia艂em nadziej臋 偶e moja rodzina ma si臋 dobrze.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wr贸g
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Do潮czy: 18 Sty 2005
Posty: 3943
Sk眃: Brama wymiar贸w p贸艂nocnego bieguna:)

PostWys砤ny: Sob Cze 19, 2021 22:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Jak przez mg艂臋 pami臋ta艂a艣, i偶 Beltherion ze spokojem przyj膮艂 twoje nowe rewelacje. Obieca艂 nie wypytywa膰 i nie zn臋ca膰 si臋 nad medykiem, kt贸ry dwa razy uratowa艂 ci 偶ycie. Za to elf by艂 mu bardzo wdzi臋czny. Rivanath r贸wnie偶 ca艂kiem dobrze przyj膮艂 fakty na temat twojego ukochanego. Dosz艂a艣 do wniosku i偶 mo偶esz zostawi膰 ich na jaki艣 czas samych i nic z艂ego si臋 nie wydarzy. Gdy opowiedzia艂a艣 Beltherionowi o konflikcie mi臋dzy Shasuuviel i Najwy偶sz膮 Kap艂ank膮 Paj臋czej Kr贸lowej, elf z uznaniem przyzna艂 ,偶e rzeczywi艣cie wysun臋艂a艣 si臋 na prowadzenie w robieniu sobie powa偶nych wrog贸w i powinna艣 od tej chwili uwa偶a膰 na ka偶dego mrocznego elfa jakiego spotkasz. W ko艅cu wieczorem mog艂a艣 odpocz膮膰 k艂ad膮c si臋 do 艂贸偶ka, wys艂uchuj膮c R贸偶yczki.>
<Dziewczyna wtuli艂a si臋 w ciebie mocno i szepta艂a. >
-Elbereth, zrobi艂am co艣...strasznego. <Policzki dziewczyny zap艂on臋艂y rumie艅cem.> - Poca艂owa艂am Beltheriona... <Zamilk艂a na chwil臋 jakby mia艂a jej si臋 zwali膰 na g艂ow臋 burza z piorunami.> - To nie koniec... On rzuci艂 si臋 na mnie... Zasypa艂 mnie poca艂unkami... pr贸bowa艂am si臋 broni膰 ale on jest taki silny. Podda艂am si臋... wtedy on mnie posiad艂...

<Dziewczyna zacz臋艂a m贸wi膰 szybko jakby chcia艂a przebrn膮膰 przez to jak najszybciej. >
- Na pocz膮tku troch臋 bola艂o... ale potem by艂o bardzo przyjemnie. <Policzki twojej podopiecznej zrobi艂y si臋 jeszcze bardziej r贸偶owe.>
-Nie mia艂am si艂y go powstrzyma膰, nie chcia艂am... Najstraszniejsze jest to i偶 zakocha艂am si臋 w nim jeszcze bardziej... i chc臋 wi臋cej. Chce 偶eby rzuci艂 si臋 na mnie kolejny raz. Sama my艣l o tym sprawia, 偶e jest mi gor膮co. <R贸偶yczka spojrza艂a na ciebie ma艣lanymi oczami niczym ma艂e ciel膮tko.>

-Prosz臋 wybacz mi Elbereth. Jestem tak膮 straszn膮 osob膮...

<Podlotek z ulg膮 przyj臋艂a twoj膮 nad wyraz 艂agodn膮 reakcj臋 na jej wyznanie. Obie dzi臋ki temu mia艂y艣cie spokojn膮 i koj膮c膮 noc. Rankiem dosta艂a艣 od medyka kolejn膮 porcj臋 medykament贸w co pomog艂o ci funkcjonowa膰. Beltherion od razu skomentowa艂 twoj膮 uwag臋 na temat budzenia si臋 w ich towarzystwie.>

-Jak tylko wyzdrowiejesz nie b臋d臋 sta艂 nad tob膮 ka偶dego ranka gdy si臋 obudzisz. Zamiast tego b臋d臋 na tobie moja kochana... <Zachichota艂>

<We dwoje udali艣cie si臋 do Mistrza Gildii in偶ynier贸w Jordiego. Jak tylko weszli艣cie do cz臋艣ci miasta zaj臋tej przez krasnoludy atmosfera zrobi艂a si臋 g臋sta niczym smo艂a. Brodaci bracia ostrzyli na was topory obserwuj膮c ka偶dy wasz krok. Jordi wyszed艂 do was przed sw贸j poka藕ny warsztat, w kt贸rym s膮dz膮c po odg艂osach praca toczy艂a si臋 na ca艂ego.>

-Mi艂o was widzie膰, wybaczcie podejrzliwo艣膰 mego narodu lecz nie doznali艣my niczego dobrego od mrocznych elf贸w...
<Krasnoludzki in偶ynier wys艂ucha艂 ci臋 po czym odpar艂.>
-Pierwsz膮 run臋 da si臋 wykona膰. Druga... Nie znam nikogo kto cho膰by wspomnia艂 i偶 co艣 takiego jest mo偶liwe. Na to si臋 nie zgodz臋, poniewa偶 w moim mniemaniu jest to niewykonalne. Mo偶emy spr贸bowa膰 czego艣 podobnego ale nigdy nie s艂ysza艂em o ca艂kowitej odporno艣ci na ataki magiczne. Zastan贸w si臋 co chcesz w zamian i wtedy to wykonamy, b臋dzie to zapewne na innym przedmiocie ni偶 miecz. Zgoda <Doda艂> Je艣li co艣 ci si臋 przytrafi uczyni臋 jak m贸wisz.

<Wr贸ci艂a艣 z Beltherionem do domu i odda艂a艣 mu amulet na przechowanie.> -Nikt go nie dostanie bez twojej zgody skarbie. <Elf poca艂owa艂 ci臋 czule.>
<Spakowa艂a艣 najpotrzebniejsze rzeczy wypytuj膮c przed wyruszeniem Rivanatha dok膮d tak naprawd臋 si臋 udajesz.>

-Nie wiem dok膮d dok艂adnie pani. Mog臋 powiedzie膰 tylko i偶 do miejsca w kt贸rym przebywa Mistrz. To on nauczy艂 mnie wszystkiego co umiem. Jest do艣膰 wymagaj膮cy. Mo偶e by膰 troch臋 zaskoczony twoj膮 wizyt膮 ale nie powinno si臋 nic sta膰. Nie widzia艂em go od lat. Jednak je艣li ktokolwiek mo偶e nam pom贸c to w艂a艣nie on.

<Po偶egna艂a艣 si臋 z Beltherionem, R贸偶膮, Rivanathem i przyjmuj膮c co medyka aktywowany ostros艂up z kryszta艂u ruszy艂a艣 w podr贸偶. Ku twemu zaskoczeniu przedmiot nie dzia艂a艂 jak kamie艅 kt贸ry ofiarowa艂a ci twoja pani. Otoczona ba艅k膮 艣wiat艂a widzia艂a艣 z lotu ptaka jak 艣wiat przewija ci si臋 pod nogami najpierw powoli a potem coraz pr臋dzej i pr臋dzej, by w ko艅cu rozmaza膰 si臋 w smugi 艣wiat艂a. Podr贸偶 trwa艂a kilka chwil i zako艅czy艂a si臋 mi臋kkim l膮dowaniem w przedsionku jakiego艣 eleganckiego domostwa. Zamkni臋ta w czterech 艣cianach pokrytych mozaik膮 ze szlifowanych kamieni, ruszy艂a艣 ku jedynym drzwiom jakie dostrzeg艂a艣. Grube, ci臋偶kie skrzyd艂o wr贸t ledwo da艂o ci si臋 otworzy膰 w twoim stanie zdrowia. Przest膮pi艂a艣 pr贸g wchodz膮c do okr膮g艂ej komnaty kt贸rej sklepienie stanowi艂a kopu艂a. Zar贸wno 艣ciany jak i sufit tak jak w przedsionku wy艂o偶one by艂y mozaik膮 szlifowanych kamieni wszelakiej ma艣ci. Pod艂og臋 stanowi艂a jednolita, czarna, b艂yszcz膮ca tafla niczym ze szk艂a. Mimo braku okien i lamp, izba by艂a pe艂na 艣wiat艂a niczym dzie艅 panuj膮cy na zewn膮trz gdy wyrusza艂a艣. Pomieszczenie by艂o kompletnie puste pomijaj膮c ciebie i posta膰 zakut膮 w pancerz, kt贸ry ze wzgl臋du na swoje rozmiary nie nadawa艂 si臋 do noszenia przez normalne istoty. Zamiast he艂mu g艂ow臋 os艂ania艂a kopu艂a z karmazynowego szk艂a pozwalaj膮c ujrze膰 po drugiej stronie twarz m臋偶czyzny. Posta膰 przypomina艂a bardziej o偶ywiony konstrukt ni偶 ludzk膮 istot臋, poruszaj膮c si臋 niezgrabnie i wolno. G艂os kt贸ry wydoby艂 si臋 z wewn膮trz by艂 zniekszta艂cony lecz s艂owa rozumia艂a艣 doskonale.>

-Nie jeste艣 Rivanathem a jednak u偶y艂a艣 jego kryszta艂u. Nosisz si臋 niczym mroczny elf ale masz dziwnie morski kolor sk贸ry. Kim jeste艣, czego chcesz i jak wesz艂a艣 w posiadanie kryszta艂u, kt贸ry ci臋 tu sprowadzi艂?

_________________
Jestem mieczem i zbroj膮. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekle艅stwo Wzg贸rz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email
harry
Chor膮偶y
Chor膮偶y


Do潮czy: 05 Mar 2012
Posty: 714

PostWys砤ny: Nie Cze 20, 2021 02:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Dawnio si臋 tyle nie nagada艂em” Wspomnia艂 Kurt wczorajszy dzie艅 gdy si臋 obudzi艂 rano. „Mam nadziej臋 偶e dzi艣 si臋 nakrzycz臋.” Pomy艣la艂 sznuruj膮c portki. Wczoraj posz艂o ca艂kiem nie藕le. Spisa艂y dziewczyny, krzykacze i nawet nie mia艂 zastrze偶e艅 do Blessa. Klepn膮 Etelk臋 w ty艂ek. Dziewczyna zrobi艂a naburmuszon膮 min臋 jednocze艣nie przeci膮gaj膮c si臋 prezentuj膮c kszta艂tne piersi. Kurt pokr臋ci艂 g艂ow膮 u艣miechaj膮c si臋.

- Powczasujcie si臋 jeszcze ale pami臋tajcie, dzi艣 mam robot臋. Wi臋c dzisiaj z wami si臋 nie powyginam ani wam nie pomog臋. Przyjd臋 na gotowe nie wcze艣niej jak ko艂o obiadu.

Etelka zrobi艂a teatralnie smutn膮 min臋 i unios艂a w艂osy ods艂aniaj膮c delikatn膮 szyj臋. Kurt poczu艂 偶e za ciasno zawi膮za艂 spodnie. „Dobrze 偶e obudzi艂em jedn膮 a nie dwie bo bym chyba jednak nie wylaz艂 na czas”. Kurt chwyci艂 dziewczyn臋 za stop臋 nachyli艂 si臋 i ugryz艂 w du偶y palec.

- Potem. Naprawd臋. – doda艂 mi臋kko.

Mimo 偶e na placu by艂 pierwszy zd膮偶y艂 wst膮pi膰 do 艣wi膮tyni na kr贸tk膮 modlitw臋. Wozy czeka艂y tak jak obieca艂. Zaj偶a艂 pod plandek臋 wozu z broni膮 i a偶 gwizdn膮 z zadowolenia. Templariusze pozostawili mu ca艂kiem niez艂膮 do fortun臋 do dyspozycji w sprz臋cie. Przez chwil臋 rozwa偶a艂 korzy艣ci jakie z tego mog膮 wynikn膮膰 oraz jaki procent z tego mog膮 Morrycy za偶膮da膰 z czasem ale to mia艂a by膰 pie艣艅 przysz艂o艣ci, niepewnej przysz艂o艣ci. Zatem nie by艂o si臋 czym martwi膰 skoro mia艂 wp艂yw tylko na tu i teraz.

W ko艅cu zacz臋li si臋 powoli schodzi膰.

„Dzi艣 dostan膮 taryf臋 ulgow膮. Od jutra b臋d膮 musieli si臋 stawia膰 punktualnie i mam pomys艂 jak to zrobi膰.” U艣miechn膮艂 si臋 w duchu na sw贸j przebieg艂y plan.
Pozwoli艂 ludziom ma swobodne rozmowy, zerwa艂 nawet plandek臋 aby ludzie mogli napa艣膰 oczy broni膮. Ca艂y czas obserwowa艂 ludzi. Pr贸buj膮c wy艂apa膰 co ciekawszych ludzi oraz pod艂apa膰 imiona. Poniewa偶 schodzili si臋 pojedynczo lub ma艂ymi grupkami m贸g艂 ich powoli sobie uk艂ada膰 w g艂owie. Przynajmniej po艂owa przewin臋艂a si臋 wczoraj przez Pantofelka. Zgodnie z przewidywaniem nie uda艂o mu si臋 wy艂oni膰 potencjalnych dziesi臋tnik贸w ale na to mia艂 osobne zadanie. W ko艅cu uzna艂 偶e koniec czekania. Trzy dziesi膮tki i tak nie藕le. Gwizdn膮 na palcach a偶 echo ponios艂o.

- Panowie! Zbi贸rka. Nazywam si臋 Kurt. Kurt K膮sacz. Dla tych kt贸rzy jeszcze nie wiedz膮. Do dzisiaj jestem dla was Kapitanem Kurtem. A wy zostali艣cie rekrutami. Zrozumiano?
- Tak. - odezwali si臋 niemrawo co poniekt贸rzy.
- Co?! Nie s艂ysz臋.
- Tak. – Odezwali si臋 wszyscy cho膰 nie do艣膰 d艂o艣no.
- Nadal s艂abo!
- Tak! – odezwali si臋 ra藕niej i jak by z u艣miechem.
- Dobrze. Odliczy膰 do trzech.
Gdy sko艅czyli kaza艂 im si臋 ustawi膰 w trzy rz臋dy.
- Panowie, zapami臋ta膰 swoje numery. Nasi gospodarze udost臋pnili mi plac do 膰wicze艅 wi臋c go wykorzystamy. Musimy go sobie teraz tylko uprz膮tn膮膰. Jedynki bior膮 pierwszy w贸z, Dw贸jki drugi, Tr贸jki trzeci w贸z. Musimy je przepchn膮膰 o… tam. - Wskaza艂 odleg艂y koniec placu. - Wykona膰!

„No to teraz zobaczymy kto z czego je ulepiony”

Zacz膮艂 obserwowa膰 poczynanie rekrut贸w. Przepchni臋cie na tak膮 odleg艂o艣膰 mo偶e nie wymaga艂o a偶 dziesi臋ciu ludzi ale wymaga艂o pewnej organizacji 偶eby sobie nie przeszkadza膰. Wi臋c zadanie powinno wymusi膰 wy艂onienie naturalnego przyw贸dcy ka偶dej z grup. Kogo艣 kto zacznie dyrygowa膰 pozosta艂膮 dziewi膮tk膮, wyznaczy miejsca lub chocia偶 rytm pracy.
Gdy upewni艂 si臋 co do obserwacji sam chwyci艂 za dyszel czwartego pustego wozu i korzystaj膮c z odzyskanej si艂y samemu przepchn膮 艣cigaj膮c swoich podkomendnych.

Gdy wszyscy dotarli na wskazane miejsce zwr贸ci艂 si臋 do trzech wybranych rekrut贸w.
- Johan, Stuart, Gabo. W艂a艣nie awansowali艣cie na dziesi臋tnik贸w. Gratulacje. Od teraz Ja wydaj臋 polecenia wam a wy swoim ludziom. Ka偶dy reprezentuje swoj膮 dziesi膮tk臋. W tr贸jszeregu zbi贸rka. R贸wnym krokiem marsz!

Poprowadzi艂 swoich ludzi do wozu z broni膮. Poleci艂 roz艂o偶y膰 plandek臋 i roz艂o偶y膰 na niej bron i tarcz臋. Ka偶da z dziesi膮tek mia艂a za zadanie wyszuka膰 inny rodzaj or臋偶a. Jedynki miecze, dw贸jki topory, tr贸jki tarcze. Przy uk艂adaniu skupi艂 si臋 na broni. Co dok艂adnie templariusze im udost臋pnili. Gdy sko艅czyli zn贸w ustawi艂 ich w szeregu.
- Kto walczy艂 mieczem, wyst膮p. Po kolei Pobra膰 bro艅.
- Kto walczy艂 toporem, wyst膮p. Po kolei pobra膰 bro艅
- Kto walczy艂 inn膮 broni膮 wyst膮p. Pobra膰 bro艅.
- Reszta. Po kolei pobra膰 bro艅.

Przypatrywa艂 si臋 kto, co i jak wybiera. W g艂owie ju偶 uk艂ada艂 planu sparingowe. Nim jednak pozwoli im na walk臋 ze sob膮 b臋dzie zaprawa.
- Ustawi膰 si臋 szeroko tak 偶eby ka偶dy mnie widzia艂. B臋dziecie powtarza膰 moje ruchy.
- Postawa! Cios! Zas艂ona!
– Zademonstrowa艂 dla lepszego efektu dzier偶膮c k膮sacza w jednej r臋ce niczym szabl臋. - Teraz razem. Postawa! Cios! Zas艂ona!

Swoje ruchy powtarza艂 automatycznie obserwuj膮c swoich uczni贸w. W g艂owie notowa艂 kto jak sobie radzi. Planowa艂 szlifowa膰 umiej臋tno艣ci tych kt贸rzy sobie radz膮 oraz wzi膮膰 si臋 za tych kt贸ry mieli bro艅 pierwszy raz.
- Teraz Postawa, Cios 2, Zas艂ona 2 – zmieni艂 膰wiczenie.
Na dzisiaj zaplanowa艂 prze膰wiczy膰 3 ci臋cia p艂askie i dwa sko艣ne, odpowiadaj膮ce im zas艂ony.
Gdy wszyscy mniej wi臋cej potrafili powt贸rzy膰 zadane figury ustawi艂 ich w parach i rozkaza艂 pozorowa膰 walk臋 w zwolnionym tempie.
- Wasze r臋ce i nogi musz膮 zapami臋ta膰 ruchy. Tak by miecz i tarcza sta艂y si臋 przed艂u偶eniem waszych r膮k. A ciosy by艂y zadawane bez udzia艂u g艂owy. Tak by w gor膮czce walki was nie zawiod艂y.

Gdy prze膰wiczy艂 podstawy zosta艂 im ju偶 tylko sparing przez pierwszych kilka dni zaplanowa艂 zmierzy膰 si臋 z ka偶dym by wyrobi膰 sobie pe艂ne zdanie o ich umiej臋tno艣ciach i potencjale.
Zebra艂 ludzi w kole.
- S膮 trzy klucze do nauki, 膯wiczenia, do艣wiadczenia, i obserwacja. Teraz czas na ten ostatni. Obserwuj膮c lepszych mo偶na pod艂apa膰 nowe ruchy, kombinacje. Obserwuj膮c s艂abszych mo偶na dostrzec b艂臋dy kt贸rych nale偶y unika膰. Patrze膰, zapami臋ta膰, my艣le膰.
Wybra艂 pi臋ciu. Najpierw zmierzy艂 si臋 z nimi po kolei. A nast臋pnie przeciw dw贸m a na ko艅cu przeciw trzem. Po ka偶dej potyczce W dwu zdaniach om贸wi艂 co i jak.
- Agrit nie doceni艂 zasi臋gu jaki daje mi miecz dwur臋czny, dobra obrona ale nie m贸g艂 si臋 zbli偶y膰.
Po drugiej walce.
- Dobrze. Widzieli艣cie. Mia艂em przewag臋 zasi臋gu wi臋c Greg spr贸bowa艂 skr贸ci膰 dystans.
Po drugiej walce.
- Uu… to musia艂o bole膰. Szar偶a jest dobra. Zw艂aszcza jak mamy przewag臋 wielko艣ci albo pewno艣ci siebie. Problem zaczyna si臋 gdy cel zejdzie z drogi. Ods艂aniasz plecy i inne cz臋艣ci cia艂a.
Pr贸bowa艂 by膰 rzeczowy. Jak baka艂arz mi臋dzy 偶akami. Albo jak star kap艂an Vereny kt贸ry uczy艂 jego i m艂ode panienki u kupca dawno temu.

Ostatnim elementem na dzisiaj by艂 standard ka偶dej formacji: musztra i marsz w formacji.
- Jak nas widz膮 tak nas pisz膮. Musimy nie tylko walczy膰 jak fachowcy ale te偶 si臋 prezentowa膰. – Rzuci艂 na zach臋t臋 gdy co poniekt贸rzy zacz臋li marudzi膰.
- Naprz贸d marsz! Lewa, Lewa, Raz dwa trzy Lewa. – Mam nadziej臋 偶e w tydzie艅 dadz膮 w szyku i r贸wnym krokiem przej艣膰 do 艣wi膮tyni na poranne mod艂y. Fajnie b臋dzie ogl膮da膰 miny tubylc贸w jak wmaszeruj膮 paradnym krokiem. Wtedy mo偶e i uda si臋 wycisn膮膰 z tych kamiennych mur贸w mo偶e co艣 grosza albo kusze. Na razie sam by nie da艂 za t膮 zbieranin臋 z艂amanego miedziaka.

Na koniec skierowa艂 ustawionych w tr贸jki ludzi w kierunku Pantofelka. Tam rozkaza艂 im z艂o偶y膰 bro艅. Raz, nie om贸wi艂 jeszcze sprawy poruszania si臋 z broni膮 po twierdzy z templariuszami. Dwa, nie mia艂 zamiary zbroi膰 obcych. Trzy, nie uzgodni艂 z zakonnikami prawa w艂asno艣ci do broni: po偶yczka, darowizna, czy mo偶e sprzeda偶? No i mia艂 jeszcze w zanadrzu jeden pomys艂 motywacyjny a w tym celu musia艂 mie膰 nadz贸r nad wydawan膮 broni膮.
W porze obiadu rozpu艣ci艂 ludzi do dom贸w.

- Jutro rano klepsydr臋 po porannych mod艂ach spotykamy si臋 Tu pod Pantofelkiem gdzie pobierzecie bro艅. Kto ma jak膮艣 spraw臋 czekam przez klepsydr臋. Rozej艣膰 si臋.

Przez wskazany czas kr臋ci艂 si臋 wok贸艂 karczmy, dogl膮da艂 wozu i jego zabezpieczenia. Potem rozsiad艂 przed budynkiem pogryzaj膮c jedzeniem podebranym dziewczynom. Gdy up艂yn臋艂a klepsydra ruszy艂 do dzielnicy kupc贸w za艂atwia膰 kolejne sprawy.

Planowa艂 dla nich niespodziank臋, pierwsze zadanie motywacyjne. Ka偶dego dnia dla trzech ostatnich rekrut贸w planowa艂 wydawa膰 drewniane kopie. Dlatego pierwsze kroki skierowa艂 do stolarza.

- Witam. Mam zam贸wienie tak na jutro rano, najdalej po porannych mod艂ach pod Ta艅cz膮cego pantofelka. Trzy drewniane miecze pe艂nowymiarowe. Nie musz膮 by膰 specjalnie udane kopie.

„Tych trzech ostatnich pewnie si臋 zdziwi ale mam nadziej臋 偶e zrozumiej膮. 呕e zach臋ci to ich do karno艣ci, punktualno艣ci. Ciekawe czy jak za艂api膮 system
wpadn膮 na pomys艂 aby przyj艣膰 wszyscy razem. Czas poka偶e.”


Tymczasem mia艂 jeszcze sporo roboty. Musia艂 pom贸c dziewczynom z karczm膮 a nie chcia艂 zaniedba膰 膰wicze艅 z dziewczynami. Ta艅ca dla niego i fechtunku dla nich. Nie my艣la艂 偶e taka g艂upia rzecz jak wygibasy do rytmu mog膮 by膰 przydatne niemniej gdy si臋 skupi艂 na cz贸艂 偶e jego cia艂o zaczyna si臋 inaczej porusza膰, 偶e nabra艂o wi臋kszej… gi臋tko艣ci. No i oczywi艣cie dziewczyny… Poza tym 偶e ich widok mu si臋 nie nudzi艂 teraz jak pod murami sta艂a armia musia艂 mie膰 pewno艣膰 偶e sobie poradz膮. Nikt nie musia艂 mu powtarza膰 jak wa偶ne s膮 regularne 膰wiczenia. Tylko dzi臋ki 偶elaznej kondycji zdo艂a艂 do偶y膰 do teraz. Pragn膮 przekaza膰 chocia偶 cz膮stk臋 tego dziewczyn膮 maj膮c nadziej臋 偶e w przysz艂o艣ci je to ocali. Ech… jeden dzie艅 to za ma艂o na szcz臋艣cie wszyscy robili post臋py.

- Wiem 偶e b臋d臋 mia艂 teraz z tymi 偶贸艂todziobami sporo roboty ale nie mo偶emy zapomnie膰 o waszej nauce. Musimy ustali膰 kiedy my si臋 razem troch臋 poruszamy. Na przyk艂ad po zamkni臋ciu Pantofelka. B臋d臋 mia艂 dla was ma艂膮 rob贸tk臋. Potrzebuj臋 30 opasek niebieskich 10 kr贸tkich, 10 d艂u偶szych i 10 jeszcze d艂u偶szych. Takie 偶eby zawi膮za膰 na ramieniu. Jedne b臋d膮 wi膮za膰 na jeden w臋ze艂, drugie na dwa oraz trzecie na trzy. Taka namiastka munduru dla naszych rekrut贸w niewiele ale to powinno zacz膮膰 budowa膰 w nich przynale偶no艣膰. No i jeszcze oznaczenie dla mnie i dla moich adiutantek i moich dziesi臋tnik贸w. To mo偶e na razie zaczeka膰 ale tez musimy pomy艣le膰. Mo偶e sam r臋kaw. Tylko jak to przywi膮za膰 偶eby nie spada艂o? To mo偶e zaczeka膰. Najwa偶niejsze te opaski. Za艂atwicie mi to 艣liczno艣ci moje?
_________________
Przyjaciel czy wr贸g? --> Kurt, cz艂owiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵
Lokim
Chor膮偶y
Chor膮偶y


Do潮czy: 21 Sty 2012
Posty: 709
Sk眃: Warszawa

PostWys砤ny: Czw Cze 24, 2021 17:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Informacje zdobyte od przypadkowego cz艂owieka nie daj膮 mi zbyt wiele nowej wiedzy, cho膰 wzbudzaj膮 dodatkowe w膮tpliwo艣ci. "Hm... Chodzi za nim krok w krok jak pies i si臋 nie odzywa? No to chyba jednak nie magiczka. Na tyle na ile znam kobiety paraj膮ce si臋 tym zawodem. No bo El nie wytrzyma艂a by bez s艂owa nawet p贸艂 klepsydry, nawet jakby za ka偶d膮 takow膮 p艂acili jej z艂ot膮 koron臋. Nie ma szans." Do g艂owy przychodz膮 mi teraz wyobra偶enia tego, jak Elbereth zareagowa艂aby na te s艂owa, zar贸wno w wersji gdy ma dobry humor, jak i gdy tego humoru zupe艂nie nie ma. No ta druga opcja ko艅czy si臋 spopieleniem mojego biednego cia艂a, ale c贸偶, taka ju偶 jest elfka. Szybko jednak wracam do my艣li o zadaniu. "No ale skoro nie magiczka to kto? Mo偶e chaosytka, hm...? Nie spostrzeg艂em 偶adnych znamion, ale nie widzia艂em ca艂ego jej cia艂a, a skoro tym miastem rz膮dzi jedna taka, to mo偶e jest ich i wi臋cej. Kurcze musz臋 my艣le膰 szerzej... W sumie warto by si臋 tym ca艂ym miastem i tym kupcem, jak i jego 艣wit膮, bardziej zainteresowa膰, ale nie mam na to czasu. W艣cibstwo i ciekawo艣膰 nie mog膮 odsuwa膰 mych dzia艂a艅 od g艂贸wnego celu. Mam zbyt wielu wrog贸w. Ja i moi przyjaciele. I zbyt pot臋偶nych, by zajmowa膰 si臋 t膮 mie艣cin膮. Ale jak zabijemy Wietrznic臋 to na pewno tu wr贸c臋." Na t臋 my艣l na mej twarzy pojawia si臋 krzywy u艣miech po艂膮czony z wewn臋trznym uczuciem satysfakcji, jednak szybko przygasa, gdy przypominam sobie jak nierealnie i nieosi膮galnie to brzmi. "A co do moich wrog贸w, to mo偶e tamta dw贸jka to nie ludzie grubasa, a przedstawiciele Feriel? Ech... Wszystko jest mo偶liwe.">

<Po wej艣ciu do karczmy szybko sobie zdaj臋 spraw臋, 偶e tu nie pasuj臋. Szybko wzrokiem badam wn臋trze, by ostatecznie opu艣ci膰 lokal, udaj膮c, jakby by艂o tu dla mnie za ciasno. Postanawiam ostro偶nie przej艣膰 si臋 po terenie, badaj膮c okolice gospody. Obchodz臋 budynek spokojnie dooko艂a, przygl膮daj膮c si臋 temu jak wygl膮da tylne wyj艣cie z budynku i znajduj膮cy si臋 tam teren. Nast臋pnie przechadzam si臋 uliczkami w okolicach wej艣cia g艂贸wnego, wyszukuj膮c miejsca, gdzie m贸g艂bym si臋 ewentualnie zaczai膰 w ukryciu na wieprza i ustrzeli膰 go stamt膮d, nie zdradzaj膮c swojej osoby. A wi臋c takowego, gdzie nikt mnie by nie zauwa偶y艂 jak si臋 czaj臋 i kt贸re da艂o by mi szans臋 na oddanie jednego celnego strza艂u w wychodz膮cego z karczmy kupca, szybk膮 ucieczk臋, jak i skrycie si臋 potem przed po艣cigiem gdzie艣 w pobli偶u.>

<"Na pewno tam troch臋 posiedzi. Tacy ludzie w takich miejscach zazwyczaj nie pa艂aszuj膮 wszystkiego szybko, a sp臋dzaj膮 czas na delektowaniu si臋 posi艂kiem i pogaw臋dkach. Wi臋c mam troch臋 czasu na rozejrzenie si臋 w okolicy. Mo偶e znajd臋 jakie艣 miejsce, kt贸re oka偶e si臋 dogodne do ustrzelenie go w t臋 jego spasion膮 g艂ow臋 i za艂atwienie tego wszystkiego w chwil臋. No bo wyj艣膰 b臋dzie musia艂. To nie lokal, gdzie mo偶na si臋 zatrzyma膰 na noc. W sumie m贸g艂bym zapr贸szy膰 ogie艅 na tylnych drzwiach budynku, by sprowokowa膰 go do szybszego wyj艣cia, ale jak wszyscy zaczn膮 ucieka膰 w panice, to szanse na ustrzelenie go b臋d膮 du偶o mniejsze, ni偶 jak b臋dzie wychodzi膰 na偶arty i rozlu藕niony. Ech... 呕ebym wiedzia艂 jak szybko dzia艂a ta przekl臋ta wyka艂aczka, to m贸g艂bym zrobi膰 z niej u偶ytek. Umie艣ci膰 j膮 w wychodku, tak by ka偶dy siadaj膮cy delikatnie przebija艂 sobie sk贸r臋 na ty艂ku i po sprawie. Grubas po posi艂ku na pewno skorzysta z ust臋pu. No przy okazji zgin臋艂o by par臋 innych os贸b, ale trudno. I tak wszyscy kiedy艣 umrzemy. No ale nie wiem jak szybki efekt to daje. No musz臋 to sprawdzi膰 w ko艅cu jako艣. Hm.... No ale c贸偶. Jak nie znajd臋 dogodnego miejsca na strza艂, to b臋dzie trzeba sprokurowa膰 jakie艣 zamieszanie. Najlepiej takie by wmiesza膰 w to jego ochroniarza. Mo偶e przysi膮艣膰 si臋 do szynkwasu i zagada膰 jakiego艣 ochroniarza. Porozmawia膰 chwil臋, a potem uda膰, 偶e s艂ysz臋, 偶e obra偶a niewybrednymi s艂owami Dorga i skomentowa膰 to na g艂os, tak by sprowokowa膰 szpetnego ryja do dzia艂ania. Mo偶e to spowoduje rozr贸b臋 z ochroniarzem wieprza w pierwszej linii. Przez chwil臋 mia艂 bym go z g艂owy, a i zamieszanie jakie by to wywo艂a艂o, da艂o by mi szanse na jakie艣 dzia艂anie wobec grubasa. Jaki艣 cios sztyletem od ty艂u z zaskoczenia, czy c贸艣. Ech... No jak nie b臋dzie szans na znalezienie miejsca na pewny i bezpieczny strza艂, to trzeba b臋dzie tak zrobi膰.">
_________________
Przyjaciel czy wr贸g?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Do潮czy: 31 Paz 2010
Posty: 1239

PostWys砤ny: Sob Cze 26, 2021 20:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Dzi臋kuj臋.

Sk艂oni艂em lekko g艂ow臋 bibliotekarzowi.

Opuszczaj膮c przybytek wiedzy czu艂em jeszcze ogrom wiedzy, czy te偶 raczej sztucznych wspomnie艅, kt贸re wrzuci艂 mi w g艂ow臋 bibliotekarz.

Jego zwi膮zek z tym miejscem by艂 niezwykle fascynuj膮cy. W og贸le Twierdza na Upad艂ych Wzg贸rzach zdawa艂a si臋 skrywa膰 pot臋偶ne pok艂ady tajemnic.

Zastanawia艂em si臋 te偶 nad s艂owami jakie powiedzia艂 Nieumar艂y... i doszed艂em do wniosku 偶e wyprawa do Altdorfu b臋dzie doskona艂膮 okazj膮 do zadania Wied藕mie ciosu... ale musia艂em to skonsultowa膰 z Melis膮.

Gdyby wyrwa膰 z 艂ap demon贸w dusze, kt贸re po艣wi臋ci艂a Wied藕ma 偶eby zyska膰 pot臋g臋.
Musia艂aby namordowa膰 wi臋cej ludzi, ale tymczasowo p贸ki by zn贸w tego nie zrobi艂a... by艂aby os艂abiona.

Przed wyruszeniem w drog臋 musia艂em jednak wykorzysta膰 nowonabyt膮 wiedz臋. Z odnowion膮 moc膮 run na murach Twierdza powinna by膰 w stanie si臋 obroni膰 przed armi膮 艣miertelnik贸w dop贸ki nie nast膮pi艂y by szturmy na mury, ale najpewniej templariusze zdo艂aliby sobie z tym poradzi膰.
Odnawiaj膮c runy da艂bym 艣wiadectwo 偶e nie rzuca艂em s艂贸w na wiatr o pomocy Morrytom.

Ponadto potrzebowa艂em te偶 om贸wi膰 z Melis膮 jak mamy si臋 przygotowa膰 na nadchodz膮c膮 wypraw臋. Gdyby艣my zdo艂ali odnale藕膰 jej towarzyszy odzyskaliby艣my pot臋偶nych sprzymierze艅c贸w.

Serce zabi艂o z niepokojem.

Czy Melisa do艂膮czy艂aby zn贸w do swojej dru偶yny?

Musia艂em j膮 odnale藕膰 i om贸wi膰 przygotowania.

O Bogowie Przodkowie. Pomimo 偶e bibliotekarz udzieli艂 mi tylko paru wskaz贸wek poczu艂em naprawd臋 偶e jestem bli偶ej odpowiedzi na nurtuj膮ce mnie pytania. Co wi臋cej... mia艂em cele i wiedzia艂em do czego mam d膮偶y膰.

Zaszed艂em jeszcze na moment do 艣wi膮tyni by si臋 pomodli膰 do Morra i Gazula w podzi臋ce.
_________________
Przyjaciel czy wr贸g? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Do潮czy: 18 Sty 2005
Posty: 3943
Sk眃: Brama wymiar贸w p贸艂nocnego bieguna:)

PostWys砤ny: Sro Lip 14, 2021 21:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ecoliono>

<Odprawi艂e艣 poranne mod艂y po czym uda艂e艣 si臋 艣niada膰. Po posi艂ku zasn膮艂e艣 w swojej celi a ch艂opiec pilnowa艂 aby ci nie przeszkadzano. Gdy si臋 obudzi艂e艣 po艣wi臋ci艂e艣 wi臋kszo艣膰 dnia na nauki dla ch艂opca. Jego przysz艂o艣膰 nie by艂a jeszcze przes膮dzona ale wiedza, kt贸r膮 mog艂e艣 mu przekaza膰 na pewno mu si臋 przyda pr臋dzej czy p贸藕niej. Znalezienie mistrza run nastr臋czy艂o ci pewnych trudno艣ci jako 偶e dzisiejszego dnia zdawa艂 si臋 sporo przemieszcza膰. Uda艂o ci si臋 go wypatrze膰 pod koniec dnia gdy sam uda艂 si臋 na mod艂y do 艣wi膮tyni.>


<Kurt>

<Poczeka艂e艣 a偶 ludzie si臋 zeszli po czym przywita艂e艣 ich, przedstawi艂e艣 si臋 i podzieli艂e艣 na trzy grupy co by 艂atwiej nimi kierowa膰. Przeprowadzi艂e艣 im test z wozami, kt贸ry poszed艂 ca艂kiem g艂adko. Szybko wy艂oni艂e艣 trzech interesuj膮cych ci臋 ludzi jako swoich zast臋pc贸w. Nast臋pnie przyszed艂 czas na rozdzielenie ekwipunku. Przygl膮da艂e艣 si臋 d艂u偶sz膮 chwil臋 tarczom, mieczom i toporom. Nic specjalnego ale jednak wszystko dobrej jako艣ci, ca艂kiem spory maj膮tek. Ludzie pobrali bro艅 i zacz膮艂e艣 ich 膰wiczy膰. W tym momencie dostrzeg艂e艣 ju偶, i偶 niekt贸rzy maj膮 pewne do艣wiadczenie z broni膮, zdradza艂a ich p艂ynno艣膰 ruch贸w. Nast臋pnie przeprowadzi艂e艣 kilka pojedynk贸w z zadowoleniem wygrywaj膮c wszystkie. Marszowym krokiem pogna艂e艣 ludzi przed karczm臋 a gdy oddali bro艅 pu艣ci艂e艣 ich do dom贸w. Uda艂e艣 si臋 do stolarza, niestety musia艂e艣 i艣膰 a偶 do krasnolud贸w. Ten na us艂ugach zakonu by艂 dla ciebie nieosi膮galny. Zam贸wi艂e艣 na rano trzy drewniane miecze po czym ruszy艂e艣 dalej.Reszta dnia min臋艂a pracowicie, ruch w karczmie by艂 ca艂kiem spory. Nadszed艂 wreszcie czas na 膰wiczenia z dziewcz臋tami. Pora by艂a raczej p贸藕na a mimo to Anika i Etelka da艂y ci niez艂y wycisk z tymi ta艅cami. Zdawa艂y si臋 przyzwyczaja膰 do broni i poruszanie si臋 z ni膮 by艂o do nich coraz wi臋ksz膮 zabaw膮. Na koniec dnia poprosi艂e艣 dziewczyny o opaski.>

-To nie b臋dzie problem. <Odpar艂a Etelka> Potnie si臋 jakie艣 prze艣cierad艂o na kawa艂ki i b臋dziesz mia艂 swoje opaski Kurt. Tylko nie my艣l, 偶e to b臋dzie za darmo.

<Obie dziewczyny zacz臋艂y si臋 z tob膮 si艂owa膰 pr贸buj膮c ci臋 przewr贸ci膰. By艂e艣 jednak w pe艂ni si艂 wi臋c nic z tego nie wysz艂o. W podzi臋kowaniu dosta艂e艣 kilka kopniak贸w i marudzenie, 偶e nie umiesz si臋 bawi膰.>


<Klaus>

<Opu艣ci艂e艣 pospiesznie karczm臋 i zacz膮艂e艣 robi膰 rozeznanie w okolicy. Aby dotrze膰 to wej艣cia na ty艂ach musia艂e艣 obej艣膰 kilka budynk贸w po艂o偶onych w tym samych szeregu co karczma. Przeszed艂e艣 si臋 uliczkami w okolicy i nie napawa艂o to optymizmem. Je艣li chcia艂e艣 go ustrzeli膰 kiedy b臋dzie wychodzi艂 z karczmy to b臋dziesz musia艂 to zrobi膰 z dachu albo samej karczmy albo budynk贸w po drugiej stronie ulicy. Wsz臋dzie indziej b臋dziesz widoczny dla wszystkich jak na d艂oni. Aby wspi膮膰 si臋 na dach potrzebna b臋dzie lina z hakiem. Mo偶esz spr贸bowa膰 w艂ama膰 si臋 do kt贸rego艣 z dom贸w ale mo偶esz si臋 natkn膮膰 na kogo艣 w 艣rodku. Samo wspinanie si臋 na dach te偶 b臋dzie podejrzane o ile nie zapadnie zmrok i znikniesz ludziom z oczu. Wywo艂anie zamieszania w karczmie zdaj臋 si臋 艂atwiejsze ale zapewne ucieczka b臋dzie trudniejsza.>


<Rhunar>

<Opu艣ci艂e艣 bibliotek臋 z nat艂okiem my艣li. Na szcz臋艣cie uda艂o ci si臋 spotka膰 Melis臋 jeszcze w klasztorze. Elfka rzuci艂a ci si臋 w ramiona u艣miechni臋ta.>

-Przekaza艂am Morryt膮 ca艂膮 wiedz臋 na temat Wied藕my jak膮 posiada艂am ja i Elbereth. Mistrz Zakonny skonsultuj臋 to z bibliotekarzem. Do tego czasu jestem wolna. Dowiedzia艂e艣 si臋 czego艣 ciekawego kochany? Chcesz ruszy膰 razem ze mn膮 do Altdorfu? Pomo偶esz mi odnale藕膰 towarzyszy? To cudownie. <Odpar艂a ca艂a rozpromieniona>
-Tylko, to b臋dzie bardzo niebezpieczna wyprawa. Mo偶e uda艂o by si臋 zabra膰 kogo艣 jeszcze? Sama zastanawia艂am si臋 aby tam wyruszy膰 jednak w pojedynk臋 uwa偶am to za zbyt niebezpieczne. Z tego co powiedzia艂a Elbereth, wsz臋dzie tam pa艂臋taj膮 si臋 istoty demoniczne. Je艣li naprawd臋 chcemy si臋 tam uda膰 musimy zdoby膰 najlepszy mo偶liwy ekwipunek, prowiant i plan samego miasta. Potraktujmy to jako wypraw臋 w wysokie g贸ry gdzie na ka偶dym kroku mog膮 czyha膰 zielonosk贸rzy. Porozmawiam z Axerundem i jego 偶on膮. Albo lepiej ty porozmawiaj z Axerundem, a ja z jego 偶on膮.


_________________
Jestem mieczem i zbroj膮. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekle艅stwo Wzg贸rz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email
Lokim
Chor膮偶y
Chor膮偶y


Do潮czy: 21 Sty 2012
Posty: 709
Sk眃: Warszawa

PostWys砤ny: Sro Lip 21, 2021 20:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Obch贸d wok贸艂 karczmy, jak w jej okolicach, nie nastraja mnie pozytywnie. "Zbyt du偶o niewiadomych, za ma艂o pewnik贸w, a ryzyko, 偶e kto艣 mnie przy tym nakryje ogromne. A i pewno艣ci co do wykonania zadania nie ma. Pozostaje wi臋c rozwi膮zanie bardziej ryzykowne, bardziej niebezpieczne, ale nie ma co siedzie膰 na dupie i czeka膰 na cud. Trzeba dzia艂a膰, bo czas si臋 ko艅czy. Raz si臋 偶yje.">

<Wracam do karczmy i staram si臋 wypatrze膰 przy szynkwasie takie miejsce, bym mia艂 towarzysza do rozmowy w postaci jakiego艣 ochroniarza, czy innego 'ni偶szego' stanu osobnika. Kupuj臋 sobie piwo i zaczynam pogaw臋dk臋. Je艣li z tym nie wychodzi, to przysiadam si臋 do innego podobnego. Chc臋 nawi膮za膰 kontakt, pogada膰 o bzdetach, jak facet z facetem, 偶o艂nierz z 偶o艂nierzem, najemnik z najemnikiem. Po偶artowa膰, po艣mia膰 si臋, pozachwyca膰 historiami rozm贸wcy. Gdy te relacje s膮 ju偶 dobre, a rozmowa p艂ynna, to rzucam okiem na ochroniarza wieprza, czy nie jest zaj臋ty zbytnio czym艣, jak i czy na sali nie jest za g艂o艣no, bo chc臋 by to co powiem by艂o przez niego s艂yszane. Je艣li te warunki s膮 spe艂nione odchylam si臋 lekko od rozm贸wcy i g艂o艣no, jak i wyra藕nie, wypowiadam s艂owa, kt贸re brzmi膮, jakby by艂y odpowiedzi膮 na to, co w艂a艣nie do mnie powiedzia艂.>

- To m贸wisz, 偶e ten Dorg to skurwysyn z ma艂ym siurkiem, a jego matka sp艂odzi艂a go z koz艂em? No wiesz, nie znam cz艂owieka, ale jakby艣 powiedzia艂 co艣 takiego o mnie, to bym Ci urwa艂 jaja. Wi臋c licz si臋 ze s艂owami.

<Po czym spogl膮dam na rozm贸wc臋 z za偶enowaniem, ale potem jakby nigdy nic wracam do s艂uchania go. Na jego ewentualne przekonywania, 偶e przecie偶 nic takiego nie powiedzia艂, reaguj臋 zdziwieniem, jakby w艂a艣nie pr贸bowa艂 si臋 wykr臋ci膰 z tego, co w艂a艣nie powiedzia艂. Mam nadziej臋 sprowokowa膰 Dorga do reakcji, podej艣cia, wywo艂ania zamieszania, mo偶e awantury, czy bijatyki. Sam nie mam zamiaru w niej bra膰 udzia艂u, wi臋c jak tylko zacznie si臋 do czego艣 takiego zbiera膰, to odchodz臋 z tego miejsca, jak ten najbardziej niewinny, co przecie偶 nic nie zrobi艂. Je艣li to si臋 powiedzie, to staram si臋 w tym zamieszaniu dosta膰 w okolice mego celu i gdy b臋dzie dogodny moment zad藕ga膰 go od ty艂u, a sztylet podrzuci膰 komu艣 do torby, kieszeni, a jak tego nie b臋dzie mo偶na zrobi膰, to gdzie艣 na pod艂og臋 karczmy. A nast臋pnie staram si臋 opu艣ci膰 cichaczem budynek, jak osoba nie chc膮ca bra膰 udzia艂u w awanturze. "Na pewno nie mog臋 da膰 si臋 z艂apa膰 z zakrwawionym narz臋dziem zbrodni. A ryzyko, 偶e przyb臋dzie w ko艅cu stra偶 jest do艣膰 spora. A wtedy mo偶e by膰 ci臋偶ko opu艣ci膰 lokal, gdy na ziemi wykrwawia艂 si臋 b臋dzie bogaty kupiec.">
_________________
Przyjaciel czy wr贸g?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵 Wy秎ij email
Orthan
Skrzyd艂owy
Skrzyd艂owy


Do潮czy: 17 Lip 2014
Posty: 185

PostWys砤ny: Czw Lip 22, 2021 23:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dopiero pod koniec dnia uda艂o mi si臋 odnale藕膰 Mistrza Rhunara w 艢wi膮tyni Morra, zatem najpierw postanowi艂em si臋 pomodli膰 a p贸藕niej porozmawia膰 z krasnoludem.
Zreszt膮 jedyne co chcia艂em wiedzie膰 to czy uda艂o mu si臋 odszuka膰 to czego szuka艂 oraz zwr贸ci膰 mu medalion kt贸ry wr臋czy艂 mi jeszcze w Marinburgu.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wr贸g
Powr髏 do g髍y
Zobacz profil autora Wy秎ij prywatn wiadomo舵
Wy秝ietl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum forum.drachenfels.pl Strona Glowna -> Przyjaciel czy Wr贸g? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Id do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie mo縠sz pisa nowych temat體
Nie mo縠sz odpowiada w tematach
Nie mo縠sz zmienia swoich post體
Nie mo縠sz usuwa swoich post體
Nie mo縠sz g硂sowa w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group