Forum www.forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 626

PostWysłany: Czw Wrz 13, 2018 21:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wojowniczka próbowała zebrać do kupy informacje o zbroi, którymi uraczyli ją Rhunar oraz Axerund. Ich wiedza na temat artefaktu była dla niej jak niekompletna układanka. Co było prawdą, a co tylko ich przypuszczeniem, niewłaściwym spostrzeżeniem? Porównując informacje z wiedzą, którą przekazał jej Iruyh oraz doświadczeniami z ostatnich miesięcy mogła wysunąć pewne wnioski. W głowie zaświtała jej pewna myśl...

"- Kradzież. Tak. Wcale nie musisz płynąć na północ! - rzekł uderzając pięścią w otwartą dłoń - Wiem jak możesz uratować swojego męża. Pomówimy o tym jak skończymy z tą sprawą. " przywołana do rzeczywistości słowami krasnoluda spojrzała z ukosa próbując domyślić się co krasnolud wykoncypował w swojej głowie.

- Chętnie posłucham co przyszło Ci do głowy o ile będzie jeszcze okazja do rozmowy. Co więc chcecie dalej zrobić? Czekamy na informacje od Magów a dalej co?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3848
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Paź 11, 2018 19:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

<Puściłes Etelke i Anike na miasto a sam poszedłeś szukać "starych znajomych". W Południowym porcie udało ci się odnaleźć Jurgena, rajfura, którego nie widziałeś już z rok a może i dwa. Tak wiele się działo od waszego ostatniego spotkania, że straciłeś rachubę czasu. Z początku Jurgen Cię nie poznał. Przyglądał ci się przez chwilę jak nowemu klientowi szacując czy warto cię zaczepić w końcu jednak coś cię zdradziło i podszedł do ciebie.>

-Kurt... ale wyrosłeś..hehe... można cię teraz z wołem pomylić...<rajfur zaśmiał się rubasznie>.. tylko jakoś marnie wyglądasz, jakbyś rzeźnikowi z pod topora uciekł w ostatniej chwili, nawet blizny ci zostawił... Co cię sprowadza do Marrienburga? Szukasz pracy a może przyszedłeś do mnie bo wiesz, że wiem gdzie są najgorętsze dziewczyny? Wiesz, że nadal cię szukają za ubicie tego szlachcica? Alfonso Lalibre chyba się nazywał...

<Ecoliono>

<Mimo hałasu jaki panował wokół udało ci się skupić na przerażającej wizji mordu. Drzwi do domu.. były drewniane, nie rzucające się w oczy ale klamka, była bardzo stara, solidna jakby znacznie starsza niż drzwi i cały budynek. Do tego kiedy oprawca wychodził z domu widać było na przeciwko żaglowiec trójmasztowy. Kadłub miał orzechowy z niebieskimi zdobieniami a na głównym maszcie tańczył srebrny niedźwiedź na wzburzonych falach błękitnego płótna. Jeżeli ten okręt nadal cumuje w tym samym miejscu to jest zaledwie kilka domów, które są w jego pobliżu...Może to wam jakoś ułatwi pracę. Szkoda, że Pan Śmierci nie prowadzi cię jak po nitce w labiryncie, ale wtedy i twoje zasługi były by mniejsze.>

<Tellan,Rhunar>

-Spotkamy się na rynku. Powodzenia.

<Manaleli skłonił się wam pospiesznie i wyszedł. Axerund spojrzał na was oboje a potem utkwił wzrok w Rhunarze.>

-Znowu kradzież?? Nie poznaję Cię Rhunarze. Co za brudny plan narodził się w twojej głowie. Chcesz oszukać Mroczne Potęgi?

<Kowal run jakby był myślami gdzie indziej. Wsunął dłoń pod swój pancerz i bursztynowe światło bijące spod odzienia rozświetliło lekko izbę w której staliście. W komnacie pojawiła się świetlista, półprzezroczysta postać elfki, którą wszyscy tu obecni poznali w różnym czasie i okolicznościach. Melisa, bo tak brzmiało elfie imię w języku ludzi, rozejrzała się bacznie po komnacie a potem z wrodzonym spokojem i dobrocią odezwała się do kowala run.>

-Witaj miły mój. Czy stało się coś złego, że mnie wzywasz??


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1144

PostWysłany: Nie Paź 14, 2018 23:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aż Rhunara zatkało na widok Melisy. Krasnolud zapamiętał jej twarz bardzo dokładnie, lecz w porównaniu z widokiem na żywo, nawet widmowym... to było coś innego. Serce zabiło szybciej, a potem sumienie zaczęło palić kowala niemiłosiernie.
Widok elfki spowodował gonitwę myśli odnośnie wszystkiego co doprowadziło do tej sytuacji. Po chwili w końcu się odezwał.

- Meliso... - znów trochę go przytkało - Tak, wydarzyło się i szykujemy się, aby coś z tym zrobić. Jesteśmy w Marienburgu. Zbroja Tarmackssona wpadła w ręce wiedźmy, tej samej, która stoi za rewoltą w północnych prowincjach Imperium i szaleństwem księcia Lucasa. Jesteśmy pewni, że zakuje w ten pancerz Jordiego Strzelimłota i zostawi na rynku, aby w szale pomordował ludzi. Poprosiliśmy miejscowych kapłanów Morra i Gazula o wsparcie, ale nie wiemy czy to wystarczy aby zapanować nad sytuacją... nie mówiąc już o skontrowaniu działań wiedźmy gdyby się wmieszała.

Nie wiedział o co konkretnie mógłby poprosić Melisę i co byłaby w stanie dla nich uczynić. Doszedł jednak w końcu do pytania, które było chyba najważniejsze.

- Wiesz może czy jest jakiś sposób na uratowanie Jordiego od śmierci? Na zneutralizowanie tego pancerza bez zabijania tego kto go nosi?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 617

PostWysłany: Sro Paź 24, 2018 13:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<KURT>
- Hehehe. Dobre i powiem że jak wołu mnie potraktowano - potarł sękatą łapą bliznę na szyi. - Jak bym miał wybór to bym się tu nie pokazał jeszcze jakoś czas. Tyle że jak dochodziłem do siebie to mnie tu przywlekli.
Wzruszył ramionami w geście pogodzenia się z losem.
- Menda - spluną na dźwięk imienia - musiał jednak być komuś drogi skoro nadal szukają. Nadzieja w tym że skoro ty mnie ledwo poznałeś to "łopskim" tym bardziej w oko nie wpadnę. No na wspominki jeszcze przyjdzie czas tymczasem dobrze mnie znasz. Bo nie przylazłem gadać o dupie Maryni - zaśmiał się równie rubasznie jak Jurgen wcześniej. - Mam mam nadzieję małą robótkę.


<MG>
<Jurgen spojrzał na ciebie trochę
z ukosa. > - U mnie szukasz roboty? Czy na mieście? Jeśli u mnie to musisz umieć dobrze zadowalać klientów. Ale chyba nie takiej pracy szukasz co? Z twoim wyglądem musiał byś być bogiem łóżka... <Jurgen wybuchł gromkim śmiechem i uścisnął twoją dłoń.> - Co konkretnie Cię interesuje? Nadal zajmujesz się ochroną obcych zadków?


<KURT>
- Jeszcze pamiętam co nie co I jak to moja babka mówiła Facet musi być tylko niewiele piękniejszy od demona byle był facet. - Wyszczerzył zęby. - No ale nie, nie widzę się w rozrywce. Po ostatnim nadstawianiem karku za kogoś nadal blizna swędzi więc wolał bym nieco spokojniejszą robotę. Dostałem zlecenie odzyskać jakąś błyskotkę od Skoona. Takie roboty zwykle są śliskie i próbuje rozeznać na ile śliskie. Wypadłem nieco z obiegu i kompletnie nie kojarzę "dziada". Jak za dzień czy dwa nic nie wymyślę poszukam jakiejś karawany i się zabiorę stąd na kolejny rok. Po co kusić Randala.

<MG>
<Jurgen zamyslił się na chwilę.>
- Więc szukasz Skoona? Każdy w miejescowy powie Ci idź na mokradła za miastem a Skoon i jego banda sami cię znajdą. Jeśli nie chcesz się do niego przyłączyć a raczej nie bo szuka go cały Marrienburg, to radził bym ci to odpuścić. Całej gwardii miasta nie udało się drania złapać. Siedzi gdzieś i czai się na zabłąkanych podróżnych albo na tyle nieostorżnych aby podróżować nocą od strony żabojadów. Co mogę więcej powiedzieć. To sprytny łotr i tyle. Ja bym dał spokój ale ty zawsze byłes ten żądny przygód. Zrobisz jak uważasz.


<KURT>
- No nie dodałeś mi otuchy. Spodziewałem się śliskiej roboty. No mam jeszcze jeden namiar do podpytania. Jak nie złapie jakiejś "zachaczki" to se daruje. Siedzenie na dupie nie napełni kieski zwłaszcza jak nie wolno wychylać łba ponad szereg a mój wystaje jak tylko się wyprostuje plecy. - Zarechotał gardłowo -
- A może się spróbujemy jak kiedyś?
<Położył łokieć na blacie i pomachał dłonią.>

<MG>
<Jurgen pokiwał głową. >- Może nie wyglądasz najlepiej ale łape masz dwa razy grubszą niż jak cię ostatni raz widziałem. Wstydu chcesz mi narobić w okolicy.? Chyba że się podłożysz. Jeśli naprawdę zalezy ci na tej błyskotce to musisz mieć dobrego złodzieja. Może takiemu się uda. Ale siłą nie dasz rady. co to za druga sprawa? <Jurgen przywołał oberzyste i kazał przynieść dla was po kufelku.>(*)


<KURT>
- No co ty. Żaden z ciebie ułomek. Dam ci fory. Zamknę oczy. - Uśmiechną się krzywo - A co mi tam, ale nie myśl że pójdzie ci łatwo. - [I]Nim zwiałem łaził za mną taki młody doliniarz. Może coś podpowie o ile zaszedł gdzieś wyżej w towarzystwie. - Uśmiechną się krzywo.
- A jak z tym nic się nie uda. Wpadnę się pożegnać. Jak byś do tego czasu słyszał że się jakaś fajna robota wyjazdowa kroi to będę ci winien przysługę.

<MG>
<Oberżysta przyniósł wam napitek i odszedł>
- Jak bedę coś wiedział to powiem. A teraz napijmy się. Z rozrywek siłowych przeszedłem bardziej na umysłowe, czasem trochę ćwiczę ale umiem rozpoznać kiedy nie zaczynać. Sam przyjechałeś? Chyba nie skoro ktoś cię tu sprowadził..a może uciekłeś?


<KURT>
<W każdym razie nie łatwo dziś o pracę w Marienburgu jesli nie jesteś w gildii. Nawet tragarze lepiej żeby byli zrzeszeni. Od czasu zamieszania w Imperium wszystkiego teraz bardziej pilnują.>
- Między nami fachowcami... To wolał bym sam. - Uśmiechną się jakby zakłopotany. - Poprawka. Samodzielnie. Mam na przyuczeniu dwie panienki raczej w twoim typie. Reszta... niech pozostanie resztą. Ani ja ich nie szukam ani oni mnie i dali Bogi tak jest zdrowiej dla mnie. No skoro dla fachmanów ciężkie czasy... to faktycznie kiepsko.
- A może zagramy po staremu? Jak za dawnych czasów? Nagonimy nieco napaleńców zrobimy małe zakłady ustalimy wyniki... - uśmiechną się miną satrego wyjadacza
- No a jako "miejscowy" powinieneś wyłapać kapusiów coby nie zwaliły mnie się na łep miejscowe władze

<MG>
<Jurgen wziął kufelek i przechylił cały. Machnął na karczmarza i zrobiło się jakby więcej miejsca wkoło was.>
-Jak wyglądasz z sumieniem? Po zastanowieniu mogę ci nagaić pewną robotę ale będziesz musiał się ubrudzić. No i jak się zdecydujesz nie będzie już można się wymigać.


<KURT>
<Kurt nadal uśmiechnięty.>
- Stan sumienia zależy od różnicy w wadze między moją sakiewką a tą którą mam dostać.
- Jak powiesz o co chodzi to Ci powiem czy jestem zainteresowany. A miganiem się od roboty to mnie nie obrażał. - ostatnie zdanie tonem przyjacielskiej uszczypliwości.*

<MG>
<Jurgen rozajrzał się i konspiracyjnym tonem ale z uśmiechem rzekł.> - To nie ja zlecam tę robotę ale wiem że jest. Chodzi o wyrywanie chwastów. Rozumiesz?? <Rajfur mrugnął do ciebie porozumiewawczo.> Pokaże ci do kogo masz iść. Jesteś spoza miasta więc dostaniesz tę robotę na pewno tylko jak już tam pójdziesz to musisz się zgodzić i robotę wykonać. Mówisz, że się dowiedziałeś ode mnie i tyle. Zgadzasz się, słuchasz, robisz i płacą ci. Koniec. Żadnego targowania, dopytywania, strzępienia języka. To jak? (*)


<KURT>
<Kurt sykną lekko się krzywiąc.>
- Ogrodnictwo. - i zamilkł na chwile. - Nie mam dobrych doświadczeń z tym miastem. Nie wiesz czy dają wyjazd poza ogródek? Po ostatnim wyrywaniu chwastów musiałem szukać co rychlejszego rejsu.
Wiesz chociaż ile?


<MG>
<Jurgen zaśmiał się jak z dobrego dowcipu. >
- O ile wiem to tamta sprawa to zrobiłeś nie do końca umyślnie. No chyba, że planowałeś iż taki będzie wynik od samego poczatku.
Wynagrodzenie będzie takie, że będziesz mógł wyjechać bardzo daleko a może jeszcze dalej. Spytałeś to powiedziałem. Zawsze możesz jeszcze zapytać czy przyjmą cię do gildii tragarzy za kilka miedziaków i michę dziennie...
<Jurgen spojrzał na karczmarza a ten dał mu jakiś znak. >
-Zaraz musze się zbierać więc odpowiedz mi teraz czy cię to interesuje czy nie?


<KURT>
- Zawsze w gorącej wodzie kąpany. Nie zrozum mnie źle. Mam niejako nóż na gardle. hehe... ale to to chyba widać.
<Znów pomasował bliznę. "żeby takiej roboty się chwytać" >
- I jestem ci wdzięczny za cynk. Wolał bym jednak mieć czas do wieczora. Bo mam jeszcze coś do zrobienia.

<MG>
-Nie wiem w tym momencie gdzie jest złodziejaszek. Mogę popytać ale nie dzisiaj. Jeśli się zdecydujesz to weź to.
<Jurgen położył nieznaną ci srebrną monete na stole.>
- Dasz to karczmarzowi w gospodzie Rekin i powiesz że dowiedziałes się ode mnie o pracy. Czy dotrzesz tam o północy nie ma znaczenia. Byle dziś. Jak nie to zapomnij o tej rozmowie a monete zostaw. Trzymaj się Kurt. Musze zając się interesami, sam rozumiesz.
<Jurgen wstał, uścisnął twoją dłoń i wyszedł pospiesznie.>


<KURT>
Kurt zgarną monetę ze stołu. "Między swoimi. Znów między swoimi" Mimo że z reguły nie zbaczał z drogi złotego środka trochę się pobrudzić trochę się wybielić to jednak na swoich można liczyć bardziej niż na - tfu - szlachetnie urodzonych. .
Schował monetę dokładnie w zanadrze i poszedł się poszwendać po mieście. Może trafi na młodego zwłaszcza że pamiętał jeszcze gdzie młokos bywał. Sprawdził gdzie jest ta karczma Rekin. Swoją drogą nazwa mu się spodobała. No i chciał uprzedzić dziewczyny że będzie nowa robota.

<MG>
<Kurt ruszył na miasto i zrobił małe zakupy. Odszukał karczmę o której wspomniał Jurgen. Okazało się, że jest ona na samym końcu Południowego Portu. Nie wchodząc na razie do środka, Kurt ruszył na poszukiwania znanego złodziejaszka>
<Włócząc się po mieście Kurt szukał znajomka w co bardziej złodziejskich zakątkach ale mimo długich poszukiwań nie udało się odnaleźć Filipo więc wojak wrócił do Miedzianej Chochli. Anika i Etelka już czekały tam na Kurta z niecierpliwością.>


<KURT>
- Co tam dziewczyny? Jak wyprawa na misto? Pamietacie że Elise zgodziła się uczyć was?
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 116

PostWysłany: Sro Paź 31, 2018 22:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zamyśliłem się, najłatwiej będzie znaleźć sam okręt - był on na tyle charakterystyczny że z pewności ktoś z tutejszy mieszkańców powinien go rozpoznać. Zwróciłem się do młodego rycerza kruka.

- Musimy Bracie odszukać okręt na którym powiewa flaga - figura niedźwiedzia wpisana w błękit, być może jest to bandera jakiejś tutejszej gildii lub kampanii handlowej. Ktoś z tutejszych powinien wiedzieć co to za okręt i gdzie cumuję.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3848
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Lis 01, 2018 19:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan,Rhunar>

<Projekcja Melisy jakby się rozglądała po izbie w której się znajdowaliście ty, Tellan i Axerund. Elfka zatrzymała spojrzenie na Tellan.>

-Tylko właściciel artefaktu może spróbować tego dokonać odbierając to co jego. Tellan musi rozkazać wrócić pancerzowi do siebie. Niestety nie wiem jak to ma wyglądać w praktyce. Powodzenie takiego przedsięwzięcia będzie tym większe im odległość między właścicielem artefaktu a artefaktem będzie mniejsza.
Innymi słowy Tellan ma największa szansę uratowania Jordiego stając z nim twarzą w twarz. Niewiele pomogłam, mam jednak nadzieję, że te informacje
jakoś wam się przydadzą. Gdybyś był w śmiertelnym niebezpieczeństwie mogę przybyć sama najwcześniej jutro rano. Jeśli potrzebowałbyś nas wszystkich sądzę, że przekonam V abyśmy dotarli do ciebie w ciągu dwóch dni...Moc kryształu na ten moment się wyczerpuje...Jeśli chcesz mi coś powiedzieć Rhunarze to prędko...


<Kurt>


<Anika i Etelka zadowolone, z uśmiechem na twarzach powitały cię buziakami. >
-Tak, tak pamiętamy Kurcie ale chyba nie chcesz się nas pozbyć na cały dzień? <Etelka udała, że się obraża.>

-Mamy dobre wieści...<Anika była bardziej poważna, jak zawsze.>...do jednego z handlarzy brudnym rzeczami zgłosił się ktoś, kto chce sprzedać przedmiot łudząco podobny do tego jaki pokazał nam ten nieznajomy na rysunku. Jutro ma dojść do wymiany, w jednej z tutejszych szynków. Musiałyśmy użyć swoich talentów aby sie tego dowiedzieć ale udało się. Przedmiot na pewno jest w mieście. <Oznajmiła z radością Anika.>

-Tak, podejrzewamy że zguba jest już w rękach kogoś z miejscowej gildii złodziei. Przynajmniej tak opisał tę osobę lichwiarz z długim jezykiem... Więc może zamiast tańca i śpiewu najpierw przygoda? <Etelka zdaje się być bardzo podekscytowana całą sprawą z napadem i kradzieżą.> Załatwmy sprawy szybko i bawmy się ile sił... Już prawie wyzdrowiałeś prawda Kurt? <Pytanie dziewczyny wydało ci się bardzo dwuznaczne.>


<Ecoliono>

-Niedźwiedź na błękitnym tle powiadacie? To nie będzie problem. Zaiste okręty z tą banderą należą do tutejszego kupca, bardzo wpływowego obywatela miasta i cumują tylko w jednej przystani. Poprowadzę nas ojcze Ecoliono a potem wy poprowadzicie mnie.

<Cedrik położył twoją dłoń na swoim ramieniu i ruszyliście nabrzeżem. Wszędobylski skrzekot mew i odór ryb rozpraszał twoją uwagę ale trzymałeś się mocno rycerza Morra kiedy przechodziliście przez zatłoczony port. Opisałeś słudze bożemu dokładnie okręt którego szukacie i udało się go odnaleźć w niecałą klepsydrę. Kiedy tak staliście przed żaglowcem poczułeś w okolicy odór śmierci. Nie taki zwykły zapach jakiego może doświadczyć każdy lecz wyraźny ślad umierania. Miejsca gdzie z życiem żegna się więcej niż jedna istota w krótkim czasie roztaczają swoistą aurę. Tak samo jak cmentarze i świątynie czy pobojowiska, miejca składania ofiar, to wszystko dla ciebie od razu odróżnia się od otoczenia. Twój zwykły wzrok nie działa ale dzięki temu łatwiej zauważasz takie miejsca. Wiedziony intuicją podszedłeś do drzwi budynku i wymacałeś klamkę. W kształcie i dotyku zdaję się być taka jak w twoim śnie. Jesteś pewien, że to tutaj dochodzi do mordów...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 626

PostWysłany: Nie Lis 04, 2018 17:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan wpatrywała się w postać, która przed momentem objawiła się w pomieszczeniu. Melisa. Elfia uzdrowicielka. Tellan przypomniała sobie jakim ciepłem obdarowała ją w pałacu hrabiny i ile jej zawdzięcza. Sama jej obecność, nawet nie namacalna sprawiła, że fala ciepła przeszła przez jej ciało. Nie tylko ona zdawała się być pod wrażeniem pojawienia się Melisy. W jeszcze większą konsternację wprawił ją sposób w jaki elfka zwracała się do Rhunara. Chyba nigdy wcześniej nie słyszała tak uprzejmej wymiany myśli pomiędzy przedstawicielami tych dwóch ras. Sam Rhunar wydawał się być poruszony pojawieniem się uzdrowicielki. Kiedy uzdrowicielka skończyła przemawiać wojowniczka wtrąciła się>

- Pani Melisa ma rację...myślałam o tym od chwili kiedy powiedziałeś Rhunarze, że Jordi założył zbroję. Muszę zbliżyć się do zbroi najbliżej jak to możliwe. Muszę to zrobić sposobem...Nie możemy atakować zbroi bo zabije wszystkich dookoła i Jordiego. Pozwólcie mi zbliżyć się do niej. Bez magii czy innych sztuczek. Muszę znaleźć się na tyle blisko niej aby wyczuła mą obecność.- Tellan spojrzała najpierw na Rhunara, a następnie przeniosła wzrok na uzdrowicielkę

Jeżeli cząstka Iruha jest częścią mnie to jest szansa, że zbroja nie pochłonie mnie...wysłucha...ale jeśli jest inaczej...
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1144

PostWysłany: Pią Lis 09, 2018 21:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Trzeba było szybko myśleć.
- Postaramy się załatwić ten obecny kryzys sami. Prosiłbym ciebie Melisso jednak o spotkanie w ciągu najbliższych dni. Chodzi o Tellan i jej męża. Mam pomysł jak go uwolnić z łap demonów, ale potrzebuję porozmawiać z kimś dużo lepiej zaznajomionym z magią niż ja, czy ludzcy czarodzieje. - rzekł Rhunar, a po sekundzie dodał - I jeszcze jedno… tęsknię za tobą.*


-Jeszcze jedno…-Tellan zwróciła się w stronę elfiej uzdrowicielki - Chciałabym wiedzieć, czy jest chociażby cień szansy na wydostanie Iruyha z otchłani, do której pociągnął go za sobą demon. Czy jest szansa, że uda mi się go stamtąd wydostać. Użył zbroi o ten jeden raz za dużo…tak jak mówiłaś…wszystko się spełniło…Czy mogę go jeszcze przywrócić do tego świata całego i bez obłędu???- oczy wojowniczki zaszkliły się a słowa ledwo przeszły jej przez gardło. Nie była pewna czy Melisa będzie wstanie jej cokolwiek powiedzieć, ale skoro wtedy jej pomogła...

<Na słowa Rhunara oblicze Melisy jakby się zarumieniło a ona sama uśmiechała się. > -Ja też pragnę cię zobaczyć Rhunarze… - Tellan, miłość ma wielką moc… <W tym momencie projekcja elfki zaczęła falować i się rozmywać. udało wam się jeszcze usłyszeć : “do zobaczenia” zanim magiczne widmo rozmyło się kompletnie. Axerund spoglądał na was ze zdziwieniem a potem zerkał jeszcze po izbie czy aby elfka nie ukryła się w jakimś kącie.> - Ale dziwy. Słyszałem o podobnych rzeczach od mojej ukochanej żony ale pierwszy raz widziałem mówiącego ducha… Co teraz mości państwo?? *

Rhunar tęsknie spoglądał jeszcze przez moment na miejsce gdzie stała jego ukochana. Nabrał w końcu powietrza.

- Teraz pójdziemy na rynek. Ale jak teraz rozmówiłem się z Melisą… Mój plan odbicia Iryuha to po prostu wykradnięcie go. Tellan, nie możesz wyruszyć na Północ. Demony wiedziały, że ludzie odwrócą się od ciebie przez ten pancerz, uważając cię za chodzącą bombę. Przygotowanie takiej wyprawy pochłonęłoby wiele lat, środków i zasobów… i potrzebni byliby ludzie. Sama idąc tam tylko oddasz się do dyspozycji Mrocznych Potęg. Pustkowia cię zmienią. Ale… - tu Rhunar zacisnął lewą dłoń, a prawą wykonał gest jakby wymijał nią pięść - Co jeżeli po prostu wskoczyć do otchłani, porwać twojego męża i wyskoczyć z powrotem? Tylko do tego potrzeba prawdziwych mistrzów magii, przebiegłości i odwagi. Co do pancerza, pomijając jego naturę i to czy zniszczyć czy nie… najważniejsze aby nie był w łapach wiedźmy, Chaosu czy kogokolwiek o niecnych zamiarach.

Widać było że rozmowa z elfką jakoś złagodziła Rhunara… i napełniła krasnoluda większym optymizmem.

- Teraz pójdziemy na rynek i odzyskamy pancerz. *

<Wojowniczka spojrzała na krasnoluda zaskoczona jego nagłą chęcią niesienia pomocy. Jeszcze kilka chwil temu ścierał się z nią w bojowym uścisku na śmierć i życie, a teraz jakby wyciągał do niej pomocną dłoń. Wizja krasnoluda na wydostanie Iruyha była czymś co wcześniej pojawiło się w głowie Tellan , tylko jego była bardziej szczegółowa…sensowna.>

Chodźmy więc. Myślę, że powinniśmy odciągnąć zbroję, Jordiego, z dala od innych. Jeśli nie uda mi się nakłonić zbroi do “współpracy” wszyscy dookoła mogą zginąć. Chyba, że magowie są w stanie otoczyć nas barierą, która nikogo nie wypuści ani nie wpuści do środka. Jordi to jedno, a co z wiedźmą? Jeżeli tym sposobem próbuje odciągnąć uwagę od innego podstępu…? *

- Racja. Walka z terenie z postronnymi może spowodować wiele śmierci, na co pewnie wiedźma liczy. Na podstęp w podstępie nic nie możemy poradzić. Nie rozdwoimy się. Możemy mieć tylko oczy szeroko otwarte i nadzieję, że ktoś inny zdoła to przejrzeć i udaremnić.*


Czy magowie wiedzą dokąd mają się udać? Obawiam się jak zbroja, jej bestia, może źle zareagować. Do tej pory nikt poza mną jej nie używał. Nie wiem czy Jordi nie wpłynie w jakiś sposób na jej postrzeganie mnie...W końcu nie ja jestem jej właścicielem...Jednak zrobię wszystko aby wyciągnąć Jordiego całego…

Dziękuję. - odpowiedział Rhunar na te ostatnie słowa, po czym dodał - Gazulita wie, więc wsparcie też będzie wiedzieć.*

<Zanim opuściliscie sklep Axerunda, ten dał coś Rhunarowi mówiąc.>

-Weź to przyjacielu. To się może wam przydać. Jeśli się zniszczy nie będę zły. A jeśli wrócicie cali i zdrowi, na co liczę, to oddasz mi to a ja dam ci coś innego jeśli zechcesz. Powodzenia.

<Zostawiliście krasnoludzkiego zbrojmistrza i ruszyliście na główny rynek Marrienburga. Dzień zdawał się być zwyczajny, zatłoczone ulice miasta-portu nie różniły się zbytnio od tych w Altdorfie , Nuln czy innym wielkim mieście kiedy dopisywała pogoda. No może jedynie tym, że tutaj więcej było handlarzy. Rhunar rozwinął płócienne zawiniątko i waszym oczom ukazały się binokle. Rzecz raczej rzadko spotykana ale oboje widzieliście już skrybów czy innych uczonych używających takich instrumentów aby poprawić swój wzrok. Tylko czy Rhunar miał kłopoty ze wzrokiem? Rhunar przyjrzał im się intensywnie próbując wypatrzeć czy nie ma w nich jakiś ukrytych śladów mocy lub runicznych znaków. Zawsze go ciekawiło skąd Axerund brał te wszystkie magiczne przedmioty nie będąc kowalem run, lecz jakoś nie miał okazji zapytać czy to z handlu, czy też jego żona była czarodziejką.
Dosłownie przedzieraliście się przez most nad kanałem dzielącym Południowy Port i Dystrykt Pałacowy. Widok z góry był naprawdę interesujący, można było oglądać cały Marreinburg i jego przyległości. Dlatego też wielu mieszkańców i podróżnych zatrzymywało się na moście a straż miejska musiała udrażniać most aby ktokolwiek mógł go pokonać. W czasie przepychania się w tłumie Rhunar obserwował podarek od zbrojmistrza. Od razu było widać, że nie zostały stworzone przez krasnoluda. Delikatny i drobny przedmiot emanował elfią magią. Co dokładnie robił tego kowal run jeszcze nie wiedział ale na pewno nie miotał zaklęć ani promieni śmierci. Tellan szła przodem torując drogę rannemu krasnoludowi, dzięki czemu tempo wędrówki było większe niż ślimacze. Po długim i męczącym spacerze na drugą stronę rzeki weszliście do Dystryktu Pałacowego. Tutaj można było poruszać się normalnie. Wozy i inne wolne pojazdy miały oddzielne drogi a do części dzielnicy wogóle nie wpuszczano pospólstwa przechodzącego tylko do innych dzielnic. Szybko przedostaliście się do Dzielnicy Handlowej i tam waszym oczom ukazał się chyba największy rynek na świecie. Na ogromnym placu ludzie kłębili się niczym mrówki między straganami, obładowanymi towarem wozami, dwukółkami i dziesiątkami innych rodzajów punktów handlowych. W centrum wielkiego placu górował budynek Izby handlowej, piętrowy, murowany gmach zdawał się być kiedyś wielkim magazynem przerobionym na wytworną siedzibę Gildii Handlu. Przed budynkiem stoi fontanna w której bawią się liczne dzieci a nieopodal wielki słup ogłoszeniowy cały pokryty obszarpanymi, zapisanymi skrawkami pergaminu. Zaraz obok słupa przy którym kręcą się ciekawscy udało wam się dostrzec Jordiego Strzelimłota. Rzeczywiście jak podejrzewał Rhunar, krasnoludzki inżynier przyodziany jest w pancerz skradziony Tellan. Nie widać nigdzie ani czarownicy ani nikogo znajomego. Sam krasnolud stoi i czeka jakby na kogoś lub na coś. >*
Rhunar miał podejrzenia co też okulary mogły robić. Może nawet przyjdzie je sprawdzić szybciej niż mógł przypuszczać. Na razie tylko ostrożnie powstrzymał dłonią Tellan, póki jeszcze Jordi ich nie dostrzegł.
- Czarownica parę razy już pokazała, że potrafi kontrolować innych. Sprawdzę czy nie oplata go jakiś złowrogi urok. - mruknął Runiarz i znów wytężył swoje zmysły.*

<Kolejny raz kowal run miał rację. Skupiając się na osobie krasnoludzkiego inżyniera Rhunar wyczuł, że spowija go jakieś skomplikowane zaklęcie ale niestety co to było dokładnie tego mistrz run nie wiedział. Korzystając jednak z prezentu od Axerunda runiarz przyjrzał się Jordiemu i pobliskiemu otoczeniu. To co zobaczył było co najmniej niepokojące. Tuż obok Jordiego stała jakaś postać. Sądząc z postury był to mężczyzna w czarnym płytowym pancerzu i rogatym hełmie przypominającym głowę byka. Mężczyzna był dwa razy wyższy od krasnoluda co już świadczyło o jego nienormalności. Patrząc dalej runiarz dostrzegł trzy golemy, identyczne jak te które zaatakowały na przyjęciu u hrabiny Eleny. Jeden czekał przy wejściu do budynku gildii, drugi zdawał się bawić z dziećmi przy fontannie, a trzeci pilnował słupa ogłoszeniowego. Nigdzie jednak nie można było dostrzec czarownicy. Rhunar zerknął jeszcze na Tellan,kobieta zdawała się być jak najbardziej normalna jednak na jej twarzy runiarz dostrzegł szerokie pęknięcie jak na uderzonym lustrze. Ponad to miecz Tellan parował od jakiejś dziwnej mocy tworząc wokół siebie obłok z którego dziesiątki oczu gapiło się na Rhunara potępieńczo. Krasnolud wrócił wzrokiem do Jordiego i wtedy mężczyzna stojący przy porwanym krasnoludzie bezczelnie pomachał runiarzowi.>

- Trzy golemy, takie jak u Hrabiny. Jeden koło wejścia do gildii, jeden przy fontannie, jeden przy słupie ogłoszeń. I jakiś przerośnięty drab w płycie z hełmem w kształcie głowy byka stoi przy Jordim. On wcale nie musi robić masakry… okryte iluzją sługi czarownicy zrobią to za niego. - rzekł krasnolud - Niedobrze. Drab nas chyba dostrzegł.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1516

PostWysłany: Nie Lis 11, 2018 18:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Armie chaosu, orków, demony, Książę Lukas, Stara jędza, Groźne Kapłanki podziemnego miasta, Szary Prorok… Wyliczyłam w głowie biorąc głęboki wdech i pukając do drzwi domu rodzinnego. A to reakcji rodziców boję się najbardziej. Widać prawdą jest, że dzieckiem pozostaje się na całe życie. -Wypuściłam powoli powietrze przywołując w sobie całą odwagę oraz pewność siebie. Napięta niczym struna wypowiedziałam formalne słowa, które zaskoczyły mnie samą. Otrząśnij się! To Twoja rodzina. Przekroczyłam próg rezydencji. Już pierwsze spojrzenie na matkę mną wstrząsnęło, a jej pełna miłości reakcja aż wprawiła w osłupienie. Czułam się odległa i obca w jej obecności. Nie zmieniło się nic. Jakbym nigdy nie opuściła tego miejsca. Ostatnie dziesięć lat zmieniło we mnie wszystko, a tu wręcz przeciwnie. Przyglądając się matce udzielałam skąpych informacji na temat mojej podróży.
Jak na to zareagujesz? W końcu zapytasz.. I co ja mam Ci właściwie odpowiedzieć? Muszę wziąć się w garść. W końcu po to tu jestem. Zapytałam o Jilię mając cień nadziei, że może jednak też została uwolniona, lecz w innym miejscu i udało jej się dotrzeć do Marienburga. Jednak odpowiedź ich nie potwierdziła.
Czy wyczuwa w moim zachowaniu oraz głosie napięcie? Czy jedynie zrzuci to na karb dorastania? O czym myślisz?
Kolejne pytania powodowały tylko chęć ucieczki, jak małej dziewczynki, która musi kłamać, a nie najlepiej jej to wychodzi. Wręcz wykrztusiłam z siebie prawdę o Baltherionie w oczekiwaniu na najgorsze i marzyłam by być daleko stąd. Nim zreflektowałam się co właściwie mówię było już za późno.
Po co ją zaprosiłam właśnie teraz? Oby nie robił właśnie czego skrajnie głupiego.. Oby nie palnął czegoś jeszcze głupszego?! O co będzie go wypytywać? Przecież, nawet nie będę miała szansy go uprzedzić co ma mówić a czego nie? Głupia, głupia…
Panikowałam w środku, gdy matka przebierała się by udać się ze mną na spotkanie Beltheriona. Czekanie było nieznośne, a czas, jakby złośliwie, ciągnął się niemiłosiernie. Na sztywnych nogach poszłam za nią do powozu jeszcze bardziej pognębiona dojmującą obcością. Usiadłam przy oknie i podpierając brodę na dłoni spoglądałam na miasto zmartwiona własnymi pomysłami i zmartwieniami.
Skoro Jilii nie ma tutaj to musimy jak najszybciej ruszać na północ. Muszę porozmawiać z Hrabiną. To co trzyma nad zamkowym szpitalem to nie moja sprawa, ale dziewczyny nie pozwolę wykorzystywać do rozgrywek o władzę. Życie jakie zna nie może być ograniczone do zamkniętego, ciemnego lochu.
Wzdrygnęłam się na wspomnienie miejsca, w którym poznałam Jilię. Właśnie miałam coś powiedzieć matce by przerwać ciszę, gdy dostrzegłam ich. Wyprostowałam się gwałtownie, skupiając się na tej dwójce, która mignęła mi na ulicy.>

-A niech mnie… <Mruknęłam z niedowierzaniem. Zastukałam woźnicy mówiąc głośno w eltharinie.> Zatrzymaj natychmiast powóz! Zaraz wracam Matko. Bądź łaskawa poczekać.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3848
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lis 11, 2018 23:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

<To co powiedział Rhunar, nie miało dla Tellan pokrycia w tym co ona sama widziała. Kobieta nie mogła dostrzec ani golemów ani żadnego mężczyzny obok Jordiego. Na rynku poza krasnoludem byli przeciętni ludzie, nic nadzwyczajnego. Nagle Jordi ruszył jak nakręcony, chwycił za topór który miał przy sobie i zdzielił nim przechodzącego obok człowieka przez szyję. Uderzenie było mocne i precyzyjne. Głowa ofiary odpadła i potoczyła się po kamiennym placu a strumień krwi długo jeszcze tryskał z rozszarpanej szyi nawet po tym jak ciało upadło. Jordi ruszył w stronę następnego człeka a harmider rynku zagłuszył wysoki krzyk jakiejś kobiety za którym poszły inne krzyki. >

-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! ...
-Krasnolud zamordował człowieka! ...
-Morderca! ...

<Następne co widziałaś to jak trójka niziołków dołączyła się do szerzenia rzezi. Jeden stojący przy wejściu do budynku Gildii Handlu dwoma młotkami pobił na śmierć strażników strzegących wejścia. Kolejny rzucił się na dzieci bawiące się w fontannie i żywcem rozszarpywał je zębami jakby były jakąś kiełbasą. Ostatni wyciągnął długie noże i bez opamiętania zadźgał grupę osób stojących przy słupie ogłoszeniowym.

-Ratunku! Niziołki zabójcy <Wykrzyczał ktoś z tłumów>

<Powietrze blisko ciebie dziwnie zawirowało i wydawało ci się, że coś przed Tobą mignęło niesamowicie szybko. Po tym dostrzegłaś kapłana Gazula, który stanął tuz za wami i zaczął się żarliwie modlić.>


<Rhunar>

<Kiedy Rhunar oznajmił Tellan swoje rewelacje, dostrzegł jak podejrzany wielkolud klepie Jordiego po plecach i zamyka mu przyłbicę hełmu. Jordi ruszył jak nakręcony, chwycił za topór który miał przy sobie i zdzielił nim przechodzącego obok człowieka przez szyję. Uderzenie było mocne i precyzyjne. Głowa ofiary odpadła i potoczyła się po kamiennym placu a strumień krwi długo jeszcze tryskał z rozszarpanej szyi nawet po tym jak ciało upadło. Jordi ruszył w stronę następnego człeka a harmider rynku zagłuszył wysoki krzyk jakiejś kobiety za którym poszły inne krzyki. >

-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! ...
-Krasnolud zamordował człowieka! ...
-Morderca! ...

<Jak na zawołanie golemy czarownicy wzięły się za swoją część pracy. Ten stojący przy siedzibie Gildii Handlu dwoma zamaszystymi ciosami wbił
stojących obok strażników w ziemię robiąc z nich krwawą miazgę. Golem przy fontannie pochwycił kilkoro dzieci i poprostu zgniótł je na papkę w swoich tytanicznych łapach. Trzeci z kolei rozdeptał wszystkich ludzi stojących przy słupie ogłoszeniowym.>
-Ratunku! Niziołki zabójcy <Wykrzyczał ktoś z tłumów>

< Wielkolud z byczym hełmem znikł na chwilę a potem nagle się pojawił tuż przed wami zatrzymany jednak przez niewidzialną barierę. Kilka razy potężnie uderzył okutymi w stal pięściami w barierę tak że powietrze odczuwalnie zadrżało. Wtedy zdałeś sobie sprawę, że za wami stoi Manaleli i jakby się w skupieniu modli.>

-A więc zabawa się zaczyna na całego co?? <Warknął wielkolud.>




<Elbereth>

<Woźnica zatrzymał powóz tak jak sobie tego życzyłaś. Twoja matka skinęła głową a ty wysiadłaś i ruszyłaś w stronę znajomych kamratów. Zdziwiłaś się trochę widząc Tellan bez zbroi a Rhunara w dziwnych binoklach. Nagle na rynku pełnym ludzi powstało jakieś zamieszanie i krzyki.>

-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! ...
-Krasnolud zamordował człowieka! ...
-Morderca! ...

<Chwilę potem ktoś inny krzyknął> -Ratunku! Niziołki zabójcy.
<Ludzie zaczęli się tłoczyć jeszcze bardziej i uciekać z miejsca gdzie działo się coś złego. Poczułaś nagły przejmujący ból w ręce na której miałaś założony
karwasz. Znaki na nim na chwilę zabłysły a potem zgasły. Już prawie dotarłaś do Tellan i Rhunara ale dziki tłum ludzi spychał cię siłą na powrót w stronę powozu. Dopiero teraz dostrzegłaś, że przy budynku Gildii Handlu jakiś krasnolud w zbroi Tellan i trójka krwiożerczych niziołków rozpętała rzeź... >



_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1516

PostWysłany: Pon Lis 12, 2018 01:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wyskoczyłam z wozu i zrobiłam kilka susów w ich stronę uradowana tym niespodziewanym widokiem.

Nie ma przypadków.. Nigdy ich nie ma..

I dopiero wtedy zorientowałam się, iż Tellan nie ma na sobie zbroi..Zatrzymałam się nagle ledwie parę metrów od powozu, a uśmiech spełz z mojej twarzy.

Zaczęło się… najgorsze..

Zacisnęłam usta. Już miałam puścić się biegiem w ich stronę, gdy przedramię przeszył ból. Krzyknęłam cicho pośród tego chaosu i spojrzałam na karwasz. Serce zabiło za szybko i za mocno. Fala gniewu ścisnęła moją pierś niczym lodowata obręcz. Uniosłam rękę spoglądając na uśpione runy.

Ciebie też miło spotkać. Rozłąka dłużyła mi się niemiłosiernie. Na takie zabawy w moim mieście nie pozwolę Staruszko…

Siła tłumu przeważyła, a moje osłupienie pozwoliło by porwał mnie na powrót ku rodzicielce. Spoglądając w kierunku zamieszek przygryzłam dolną wargę. Pulsujące przedramię nie pomaga.

[i]Przenikasz na wskroś. Rusz się.. Nie możesz tu tkwić jak kołek. “Rusz dupę El..”- Tak by powiedział Ingwar i z krzykiem rzucił się w wir.
Odwróciłam się do mamy.>

- Matko, teraz mnie słuchaj i nie dyskutuj. Jedź natychmiast do karczmy Skórzany Rzemień. Jest niedaleko. Znajdź tam Beltheriona. Powinien czekać na mnie na sali lub w naszym pokoju. Powiedz mu kim jesteś i, że pomagam Tellan i Rhunarowi na rynku. Północ zawitała to Marienburga. Zrozumie. Tellan, Rhunar.

<Spojrzałam głęboko w jej oczy.>Taka bezbronna i niewinna.

- Jedź i nie oglądaj się za siebie.

<Zrobiłam krok w tył i rzuciłam woźnicy.>

-Zabierz swoją panią do Skórzanego Rzemienia! W te pędy!

<Z furią spojrzałam na mężczyznę i odwróciłam się błyskawicznie spoglądając w uciekający, przerażony tłum.>

- Tak się nie przeciśniemy...

<Dłoń zacisnęła się na chłodnym drewnie, gdy zaczęłam szeptać pierwsze z zaklęć. Wiatr delikatnie zaczął wirować u mych stóp unosząc lekko poły ciężkiego, zimowego płaszcza. Wniosłam się ponad tłum prędko ruszając w kierunku rynku.
Z ciężkim uderzeniem obcasów o bruk wylądowałam między Tellan, a Rhunarem. Spojrzałam w kierunku owych napastników.>

-Stara Jędza, Wietrznica jest w mieście. To jej sprawka.

<Odezwałam się rzeczowo, po czym dodałam z lekkim uśmiechem na ustach.>
- Którego upiec w pierwszej kolejności?
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1144

PostWysłany: Pon Lis 12, 2018 01:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niech to wszystko cholera pochłonie, pomyślał Rhunar patrząc na jatkę która się odbyła, apotem na olbrzyma, który pojawił się przed nim.

Moment. Oni go nie widzą, tak jak on wcześniej nie widział bez tych okularów.

Jednak nie była to jedyna osoba, która wkroczyła niespodziewanie na pole bitwy.

Manaleli chyba wiedział co się dzieje, ale Elbereth i Tellan najwyraźniej nie. Nie było co rozstrząsać skąd i jak.

- Metr przede mną! - zawołał - Basior zakuty w zbroję! Skrywa go czar! Elbereth zajmij się nim!

Sam dobył przeklętego młota. Niewiele będzie mógł zdziałać, ale może przynajmniej zdoła rozproszyć uwagę wielkoluda tak aby Tellan zarąbała go tym cholernym kawałkiem metalu.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1516

PostWysłany: Pon Lis 12, 2018 03:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie widzę... Muszę go widzieć Rhunarze. Odepchnę go.

<Z iskrą w oczach wznoszę dłonie ku niebu wdychając wilgotne powietrze. Skupiam swój wzrok koncentrując się na wypowiadanych cicho słowach.>

Gdzie jesteście.. tanie sztuczki z areny. Wtedy też widzieliśmy to co chciała pokazać...Stara lisica.

- W miejscach zakrytych i na załomach skał. Przybądź do mnie. Nagle, znienacka i z całą dziką, zawziętą potęgą. Targaj. Uderz w twarz i w piersi, rzucaj. Niech ulegną Twemu naporowi. Wietrze przybywaj.

<Wzięłam głęboki wdech skupiając zwykły zefirek w szeroki podmuch wiatru, jak w portach Couronne powalając oddział straży. Wiatr powinien choć na moment odepchnąć zagrożenie. Dać mi chwilę na przejrzenie tego co niewidzialne, a im na atak.>

No pokaż się brzydalu... Jej sztuczki to nic nowego... przejrzyj na oczy... Metr przed Rhunarem.

_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3848
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Lis 12, 2018 14:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Tellan, Rhunar>

<Elfia czarodziejka dosłownie spadła z nieba. Krasnolud i wojowniczka nie wiedzieli dokładnie skąd i dlaczego ale teraz to nie miało znaczenia. Elfka od razu wzięła się do pracy, skupiając wkoło siebie żywioł powietrza cisnęła nim przed siebie zerwał się prawdziwy huragan wzbijający w powietrze tumany kurzu, porywający stragany i znajdujące się w pobliżu towary. Na szczęście w pobliżu nie było już żywych ludzi. W obłokach kurzawy wszyscy troje dostrzegliście , że przed wami rzeczywiście znajduje się jakaś wysoka postać z rogami jak u byka. Wielkolud cofał się powoli pod naporem huraganu gdzie siła wiatru porywała w powietrze martwe ciała zamordowanych na placu ludzi.>

-Wieje jak w domu. Zaraz coś na was poradzę...<Mruknęła postać głosem głębokim jak ze studni po czym dała się ponieść powiewowi wiatru i zniknęła za budynkiem Gildii Handlu.>

<Tellan przypomniała sobie, że już walczyła z tym bydlakiem a było to w lesie kiedy bestia całkowicie przejęła nad nią kontrolę i o mało nie zabiła krasnoludów a potem stała się ta dziwna rzecz ze światłem które wszystkich połknęło. zarówno Elbereth jak i Rhunar poczuli, że do rynku zbliżają się jakieś źródła magii. Od północy na rynek wmaszerował kilkunastoosobowy odział marienburskiej straży miejskiej. Oszalały Jordii skierował się prosto na nich oddalając od was. Wszystkie krwiożercze niziołki przestały pastwić się nad uciekającymi ludźmi i jednocześnie ruszyły na was z trzech stron. Za budynkiem Gildii Handlu namacalnie dało się odczuć używanie magii, nawet Tellan to poczuła. >

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 626

PostWysłany: Pon Lis 12, 2018 21:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Dotarcie na rynek nie zajęło im długo. Tellan ukradkiem spojrzała na pakunek, który Rhunar otrzymał od Azerunda. Przedmiot, który krasnolud otrzymał zdziwił chyba tak samo wojowniczkę jak i Rhunara. Nie miała pojęcia w jaki sposób te przedziwne okulary miały przydać się Rhunarowi w najbliższym czasie, ale nie mieli za wiele czasu aby się nad tym zastanawiać.
Przeciskając się pomiędzy przechodniami zastanawiała się co zastaną na rynku. Gdy dotarli na miejsce ich oczom ukazał się wielki płac przepełniony mieszkańcami, podróżnymi i handlarzami. Wojowniczka próbowała wypatrzeć Jordiego pośród tłumów i dość szybko dostrzegła jego postać nieopodal słupa ogłoszeniowego. >

- Nie ma spuszczonej przyłbicy- powiedziała do Rhunara, który chwile wcześniej założył dziwne binokle i patrzył w tym samym kierunku- Jest nadzieja, że uda nam się podejść do niego bliżej i wyswobodzić spod wpływu zbroi. Nie widzę też nikogo podejrzanego…ani wiedźmy…dziwne…Pewnie czeka na dogodny moment…

<Tellan jeszcze raz rozejrzała się po okolicy i ponad otaczającymi plac budynkami. Kiedy Rhunar począł opisywać co dostrzegł na placu zdziwiona próbowała wyszukać tam na dole postaci, które opisywał krasnolud. Mrużąc oczy nadal nie dostrzegała nikogo ani niczego o czym mówił towarzysz. Samo wspomnienie Rhunara o istocie z rogami byka przyprawiło Tellan o zimny dreszcz. Nie był to ktoś o kim wojowniczka chciałaby chociaż usłyszeć , a na pewno już nie ktoś z kim Tellan chciała się ponownie spotkać. >

- Nic więcej nie widzę…Tylko Jordiego…To na pewno jest jakiś podstęp…
Nagłe poruszenie na placu ponownie zwróciło uwagę Tellan i Rhunara. To Jordi. Krasnolud właśnie skrócił o głowę przypadkowego przechodnia i nie zamierzał na tym poprzestać.

- Straciliśmy swoją szansę- powiedziała Tellan- Twój kompan jest już pod wpływem zbroi- Tellan zamierzała ruszyć do przodu aby zbiec na plac, na którym prócz Jordiego niziołki poczęły atakować przechodniów. Nagły błysk tuż przed jej twarzą spowodował, że wojowniczka cofnęła się wpadając nieomal na stojącego za nią kapłana Gazula.

- Co się dzieje???- zaskoczona spojrzała na Rhunara- Co widzisz???- Tellan wyciągnęła miecz i stanęła przy Rhunarze. Chwilę później tuż obok nich pojawiła się Elbereth. Czy też skrywała ją jakaś iluzja? Nie było czasu aby się nad tym zastanawiać, nie było czasu aby posłać jej powitalny uśmiech. -Witaj El...-powitała krótko dawną towarzyszkę. Tellan wiedziała, że dopóki ściana iluzji nie zostanie zdjęta walka z bykogłowym będzie jak walka z wiatrem. Ale moc Elbereth już poczęła przetaczać się przez rynek ukazując postać wojownika z rogami.

- Uderzają w kilku miejscach… Zajmijmy się Jordim, a Elbereth niech spróbuj osłaniać nas przed bykogłowym…- spojrzała w strone Rhunara ściskającego młot w dłoniach- Do walki z bykogłowym będę potrzebowała zbroi. Jeżeli moge mieć jakąs nadzieje, to tylko w zbroi. Chyba, że macie inny plan?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 7 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group