Forum www.forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 613

PostWysłany: Sro Kwi 04, 2018 01:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Posiadanie dziewczyn przy sobie zdecydowanie miało plusy. Spokój. Większość lokalnych naciągaczy odpuszczała albo na widok Kurta albo Aniki i Etelki. Leniwy potok myśli najemnika zakłócił drab albo zbyt głupi albo zbyt zdesperowany. Jedno i drugie dyskwalifikowało go z dalszej rozmowy.

- A czy wyglądam na takiego któremu coś braknie? – Obią ramionami dziewczyny i posłał mu najbardziej znudzone spojrzenie na jakie się zdobył.
Każdy „naganiacz bydła” powinien sypać odpowiedziami jak z rękawa więc gdy tylko zaczął otwierać gębę Kurt popchną Kąsacza nogą tak aby miecz z cichym brzękiem oparł się o stół.

To na szczęście starczyło za całość rozmowy bo rajfur oddalił się mamrocząc coś o usługach i przyszłości.

Gdy facet znikną mu z oczu Kurt się rozluźnił i ku własnemu zaskoczeniu poczuł się bardzo zmęczony. Przeliczył w myślach fundusze i wyszło mu że z tym co znalazł przy truposzu powinno starczyć na kilka dni średnio skromnego życia albo nawet na tydzień biedując, przy czym na to ostatnie nie miał najmniejszej ochoty.

- Dziewczyny mnie też się tu podoba ale poszukajmy czegoś nieco skromniejszego na tę noc i może następną. - Uprzedził pytanie - Do tamtej rudery nie wrócimy ale tu chwilowo jest za drogo.

Chwilę pogrzebał w pamięci przypominając sobie co ciekawsze miejsca z czasów pracy u kupca. W końcu zdecydował się na „Miedzianą chochlę”. Knajpę prowadził niziołek. Była za parę miedziaków więcej dało się znaleźć nad podziw czysty pokój i jedzenie więcej niż znośne. A to dzięki klienteli gdyż większość stanowili nieludzie. Kurt podejrzewał że lokalizacja i obskurne obejście miało zniechęcić większość ludzkich klientów co w większości się udawało. Stary Helingu gdy zobaczył Kurta z dziewczynami zaczął ględzić coś o późnej godzinie o zamtuzach niemniej opłacenie kolacji i kilku dni z awansem uspokoiło uprzedzenia i sumienie niziołka.

Porządna micha, porządnie przespana nic oraz miły poranek jaki zgotowały mu dziewczyny podziałało prawie tak dobrze jak błogosławieństwo Shallyi. Więc gdy zszedł z dziewczynami na śniadanie czuł się prawie jak nowy człowiek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 617

PostWysłany: Nie Kwi 08, 2018 15:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan stanęła przed potężnym, w porównaniu do okolicznych budynków, fortem przyglądając się uważnie witającym ją krasnoludom. >

- Szukam mojego towarzysza- Rhunara. Jest jednym z was. Był w towarzystwie Jordiego Strzelimłota, kiedy go niedawno widziałam. Mam pilną sprawę do obojga. Nie wiecie przypadkiem dokąd się udali?- wypowiedziała spokojnie zerkając to na jednego, to na drugiego z krasnoludów.

<Kobieta miała nadzieję, że nie opuścili jeszcze miasta. Sama nie była pewna ile czasu minęło od kiedy zabrali jej zbroję. Dręczyło ją dziwne przeczucie. Nie wiedziała sama czego się bardziej obawia. Tego, że zbroja może zawładnąć kimś innym, że może dostać się w niepowołane ręce, a może tego że zniszczą jej chociaż jeszcze nie tak dawno samo myślała o tym, że tak powinno się stać. Tellan nie była przekonana, które z rozwiązań było właściwe...>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1133

PostWysłany: Nie Kwi 08, 2018 15:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Axerund nie spuszczając cię z oka odpiął sobie skórzany pas i rzucił go w twoją stronę. > - Zdejmij swój lub użyj liny. Trzeba Jordiego związać. Ciebie też dopadnie to tylko kwestia czasu skoro go dotykałeś. Na szczęście to tylko zwykłe rękawice ale...Masz przy sobie inne przedmioty napełnione mocą. Na twoim miejscu bym ich nie używał i co najmniej oddał je do świątyni na oczyszczenie. To co tobie powiem nie może opuścić tych ścian, rozumiesz Rhunarze Ragnissonie?

Bez słowa protestu zdjąłem swój pas i skrępowałem Jordiego, aby po przebudzeniu nie mógł się ruszyć. Oddać magiczne przedmioty na oczyszczenie? To mą już mocniej wzruszyło - miałem zaufanie do run, które wiązały moc w moim orężu i amulecie...
Spojrzałem jeszcze na Jordiego. Na wszelki wypadek oderwałem kawałek materiału ze swojej koszuli i zatkałem mu uszy. Skinąłem głową Axerundowi.
- Rozumiem. - powiedziałem krótko.

-Dobrze. Długo by tłumaczyć skąd jak i dlaczego. Mam w posiadaniu pewne źródło wiedzy, którego mieć nie powinienem ale dzięki temu wiem co leży u naszych stóp. To nie jest pancerz, nie w takim rozumieniu jak każdy inny. Nawet użycie określenia Żywa Zbroja jest zbyt ubogie. To jest jednocześnie kawałek istoty i istota. Dzięki mocy magicznej i krasnoludzkiemu kunsztowi wygląda jak wygląda. Ale to nie Tarmackson stworzył to co lezy u naszych stóp, on to tylko uformował w swej niewiedzy i pysze. Nazwy tego ani nie chcę wymawiać ani nawet nie rozumiem. To co rozumiem to to, że dzięki Tarmacksonowi ta istota nauczyła się kopiować. Potrafi wniknąć w każdy przedmiot obdarzony mocą bez różnicy czy to runy, eliksiry, wysoka magia czy zwykłe kolegialne wiatry. Wprowadzilieście nas wszystkich w pułapkę. To chciało tutaj dotrzeć. Wyobraź sobie, że między tym czymś a całym magazynem magicznych przedmiotów stoją tylko te dwie krasnoludzkie figury za mną tworzące barierę przeciw mocy. Z tym musimy sobie jakoś poradzić ale teraz bardziej martwi mnie ta kobieta. Napisane jest, że jeśli noszący pancerz, nie odda go dobrowolnie lub zginie, ta rzecz jest nie do opanowania. Największe szaleństwo rośnie w poprzednich właścicielach kiedy nie mają tego czegoś. Innymi słowy albo oddamy to tak, żeby jej nie zdenerwować albo musimy ją zabić. Jeśli nie ma przy sobie żadnych przedmiotów z mocą to powinno być wykonalne ale jeśli ma...lepiej żeby nie miała. Powiedz, że to zwykły rycerz Rhunarze...

Przyłożyłem dłoń do twarzy i nacisnąłem palcami na nasadę nosa w geście konsternacji.
- W takich chwilach chciałbym aby Bogowie Przodkowie rozstąpili ziemię, abym mógł cisnąć w czeluść wszystkie problemy w jakie się ładuję. Nawet sam bym skoczył, jeżeli by to coś pomogło. - wymamrotałem - Ta kobieta ma przy sobie miecz dwuręczny, taki wielki, cholernie nieporęczny, z runą niezniszczalności... bez pancerza raczej będzie miała problem machać tym kawałem żelastwa.
Odetchnąłem przez moment.
- Próbowałem ją przekonać, żeby oddała pancerz po dobroci. Nawet zaproponowałem, że sfinansuję jej tą wyprawę na Północ i dam zapasy. Była gotowa To oddać. Ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. Ta istota jej groziła, że zabije ją i jej nienarodzone dziecko. Dlatego zdecydowałem się na drastyczne środki. Może zdołałbym ją przekonać teraz, kiedy nie ma tego na sobie.
Dopiero mnie po chwili oświeciło. To był bardzo straszny przebłysk... bo zdałem sobie sprawę.
- Niech to szlag wszystko jasny trafi. Jeżeli ten pancerz jest istotą to można spróbować go zniszczyć w konwencjonalny sposób. Ale miecz... miecz ma runę niezniszczalności! Jeżeli istota zdołała go zainfekować...
Potrząsnąłem głową.
- Dobra nie ma czasu na użalanie się. To był jedyny pancerz tej dziewczyny. Czasu nie minęło wiele. Albo ją przekonam, albo będę musiał ją zabić. A pancerz... Cholera. Rozbić młotem wodnym albo do skrzyni i sru na dno oceanu, niech ciśnienie i korozja zeżrą skurwysyna.

<Kiedy wspomniałeś Axerundowi o mieczu z runą niezniszczalności krasnolud zasępił się.> - Coż jeśli jesteś pewien, że ją przekonasz to spróbuj ale jeśli nie to powiedz i zastawimy na nią jakąś pułapkę póki czas. Co do zniszczenia przedmiotu, można to zrobić jeśli istota się nie rozmnożyła i cała jej energia jest skupiona w jednym jednak potrzeba do tego dużej magii. I nie zgodze się aby to po prostu gdzieś porzucić. Coś wymyśle, potrzebuję tylko trochę czasu..

- Tak. Pozostawienie to zbyt duże ryzyko. W razie czego... jeżeli ta kobieta jest w mieście to zapewne reszta jej drużyny też. Pośród nich był jeden czarodziej - taki młody wesołek idealista. Nie bojący się ryzyka. Nie bał się władować w czar niszczący tyle mocy, aby zamienić golema w kupę żużlu. Lub spróbuję się jakoś skontaktować z Melissą... Pułapkę tak czy tak trzeba zastawić. Nie jestem w stanie powiedzieć czy dostatecznie zdołam na nią wpłynąć.

-W porządku. Zakładam, że ona znajdzie nas niebawem. Wiem już co zrobię jeśli chodzi o pułapkę Zbroja zostaje tutaj tak jak leży. Zamykam sklep a ty ruszaj przekonać dziewczynę. W razie czego uciekaj tutaj a ja postaram się ją zatrzymać nim tutaj dotrze. Jordiego ukryję aż wszystko się uspokoi. I jeszcze jedno, nie trać czujności. To coś wie o tobie i nie odpuści.

Skinąłem głową.
- Aye. Powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Czy jest coś na co mogę zwrócić uwagę, aby rozpoznać czy istota przeniknęła do tego miecza?

-Ja zakładam, że tak zrobiła, przynajmniej ja na jej miejscu mając taką możliwość tak bym zrobił. Wypatruj u kobiety wszelkich nienormalnych zachowań a także zmian w aurze jej i oręża.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 110

PostWysłany: Pon Kwi 09, 2018 03:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spojrzałam na kapłan przerażony i odpowiedziałem drżącym głosem, wciąż mając prze oczami przerażający widok rzezi miasta.

-Nie, bracie miałem kolejną wizje - tym razem jeszcze gorszą od poprzedniej. Bestia, a raczej demon zniszczył całe miasto, wszędzie był ogień, krew i martwe ciała mieszkańców. Widział oczy bestii ciemności przepełnione rządzą krwi i mordy, ona też mnie widziała - próbowałem uciec.
Nasz Pan Morr próbuję nasz przestrzec, mrok i skryte w nim zło nadciąga - musimy być gotowi.

Obróciłem się w stronę rycerza kruka i powiedziałem.

-Jestem gotów, ruszajmy nie ma co zwlekać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3838
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Kwi 23, 2018 15:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Od MG>


<Rhunar>

<Zamieniłeś z Axerundem jeszcze kilka zdań i zostawiłeś go ze związanym Jordim i porozrzucanym na podłodze pancerzem.Nurtowało cię wiele pytań ale miałeś nadzieję, że płatnerz nie dotknie zbroi a cała sprawa szybko się rozwiąże. Opuściłeś sklep Axerunda z zamiarem odnalezienia Tellan ale to ona znalazła ciebie i to trochę zbyt szybko. Ledwo uszedłeś ze sto kroków a kobieta wypadła na ciebie z bocznej uliczki z krzykiem i mieczem gotowym do walki.>

-Zatrzymaj się krasnoludzki złodzieju i oddaj mój pancerz!!

<Nie musiałeś się zbytnio wysilać aby zauważyć, że jest wściekła. Pytanie tylko czy to były jej normalne emocje czy już nie? Od razu wasza dwójka
wzbudziła duże zainteresowanie. Wykrzykiwać na głos w krasnoludzkiej dzielnicy, że krasnoludzki kowal run jest złodziejem nie mogło przejść
niezauważone. Mieszkańcy pobliskich domów, różnych profesji i wieku wylegli na ulice aby zobaczyć co to za dziwy się dzieją. Szybko poskładałeś fakty i uświadomiłeś sobie, że wszystko zmierza ku najgorszemu scenariuszowi. Nawet bez pancerza Tellan w przypływie agresji zdawała się móc operować "kawałem żelastwa" bardzo płynnie.>



<Tellan>

<Klasnoludy mierzy Cię wzrokiem jakby oceniając ile z tego co mówisz może być prawdą bo dlaczego niby krasnoludzki kowal run jakim był Rhunar miałby być towarzyszem takiej "obszarpanej łobuzicy" jak ty? Czekałaś na odpowiedź i rósł w tobie gniew. Byłaś uprzejma najbardziej jak tylko mogłaś a te dwa brodacze kpiły z ciebie gapiąc się w ciszy. Już zaczęła cię świerzbić ręką kiedy ten stojący po prawej od drzwi odezwał się od niemrawo.>

-Twój towarzysz Rhunar razem z Jordim Strzelimłotem udali się gdzieś tam <krasnolud wskazał ręką kierunek w głąb dzielnicy> ale gdzie dokładnie tego nie wiem. Musisz sama szukać dalej.Bywaj...

<Niezadowolona z odpowiedzi odeszłaś, wiedziałaś podświadomie ,że to co powiedział straznik to prawda. Z każdym kolejnym krokiem robiłaś się coraz
bardziej nerwowa, wiedziałaś że zbliżasz się do swojej zbroi, części ciebie którą tobie podstępnie odebrano. Parszywe krasnoludy nie miały odwagi nawet o nią zawalczyć. Szłaś coraz dalej i dalej, aż gdzieś między domami dostrzegłaś poruszająca się znana sylwetkę kowala run. Przyśpieszyłaś kroku aby zajść mu drogę. Pospiesznie opracowałaś najkrótszą trasę i zaszłaś krasnoluda z lewej. Dobyłaś wielkiego miecza i we wściekłości, która jeszcze w tobie wzrosła ponieważ krasnolud nie ma przy sobie pancerza, krzyknęłaś bez namysłu.>

-Zatrzymaj się krasnoludzki złodzieju i oddaj mój pancerz!!



<Ecoliono>

<Manaleli poklepał cię po ramieniu.>

-Spokojnie bracie Ecoliono. Nie wszystkie sny i wizję się sprawdzają. Chodźmy wytropić tego złodzieja kobiecych dusz, którego widziałeś, a może w między czasie zapobiegniemy i zniszczeniu miasta. <Krasnoludzki kapłan zarechotał rubasznie jakbyście szli na jakiś bal gdzie dają dużo darmowego jadła i napitku.>

<Obróciłeś się w stronę rycerza Morra, którego przyprowadzono. Młoda twarz Cedrica w niczym nie przypominała budzącego grozę rycerza, mimo to chyba mężczyzna chyba był starszy od ciebie. Czarna zbroja z wytłoczonym na napierśniku krukiem nie pozostawiała wątpliwości co do przynależności zakonnej rycerza.>

-Prowadź więc ojcze Ecoliono, pochwyćmy tego zbrodniarza czym prędzej...

<Kobiety i niziołki zostały w klasztorze a Ty razem z Cedrikiem i Manalelim wyruszyliście na poszukiwania domu i mężczyzny z twoich snów. Z początku
szło łatwo. Sprawnie przeszliście przez dzielnice bretonczyków a potem ulice tileańsko-estalijskie. Wtedy musiałeś się skupić, jakiś głos ciągnął cię na
północ. Weszliście do dzielnicy krasnoludów i poruszaliście się bardzo wolno. Czasem wydawało ci się, że prowadzi was kruk a czasem twoja intuicja. W
pewnym momencie trafiliście na jakieś zamieszanie na ulicy coś się działo i wtedy znów przyszła do ciebie wizja zniszczonego i płonącego miasta.>



<Kurt>

<Rzeczywiście spokojna noc i miły poranek kiedy ma cię kto przytulić i wymasować działają cuda. Nadal jednak minie jeszcze trochę czasu zanim będziesz w pełni zdrów. Usadowiłeś się przy stole z dziewczynami i czekaliście na śniadanie. Niziołek posługacz w przybrudzonym siwym fartuchu postawił na stole przed wami ciemne piwo korzenne i smażone kiełbaski z chlebem. Trochę od niechcenia burknął. >

-Tamten ma podobno dla was pracę...

<Niziołek skinał głową na wielkiego mieszczanin o długich siwych włosach i raczej dość młodej twarzy. Siedzi sam przy stoliku i coś popija. Kojarzysz,
że widziałeś go wczoraj w nocy w karczmie Śpiewający Bażant. Człowiek wygląda przeciętnie chociaż masz wrażenie jakby było w nim coś nienaturalnego, na pewno ma jakieś złoto. Niespodziewanie drzwi do karczmy otworzyły się i jakiś krasnolud krzyknął: > Szybko!, bedom siem bić.. <Okrzyk zadziałał tylko na krasnoludy, które czym prędzej opuściły karczmę i wybiegły na ulicę. Reszta klientów a szczególnie niziołki pozostały na całą sytuację niewzruszone bo
jak można przerywać sobie poranny posiłek czymkolwiek?>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group