Forum www.forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 610

PostWysłany: Sob Sie 19, 2017 16:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan bez grymasu na twarzy przyjęła wyrzuty Kurta. >

- Przykro mi, za to co się spotkało, zresztą nie tylko Ciebie, ale kiedy opuściłam miasto sytuacja nie przedstawiał się tak tragicznie jak się zakończyła. Sadziłam, że zależy nam wszystkim na tym aby nie wpakować się w większe bagno. Władze Curone nie dały mi wyboru o czym Cię poinformowałam. Chciałeś mieć kolejną jatkę? Nie po to przemierzyliśmy tyle drogi, żeby znów ściągać na siebie śmierć. Jestem wdzięczna wam wszystkim za pomoc, którą niejednokrotnie mi służyliście ale jeśli nie możecie zdzierżyć mej obecności, choć czasami była wam ona na rękę, nie zamierzam was nią dręczyć. Chciałam mieć pewność, że dotrzecie bezpieczni tam gdzie planujecie. Tutaj nasze drogi się rozchodzą. Mam nadzieje, że nie usłyszę nigdy wieści o tym, że nie będzie dla was już następnych dni. Gdybyście jednak kiedyś byli w potrzebie nie odmówię pomocy...

<Wojowniczka zabrała swój rynsztunek. Na uboczy przywdziała zbroję oprócz hełmu, po czym podeszła do Moryty>

- Pomódl się za nas ojcze- powiedziała do Ecoliono-Może nasze drogi jeszcze się skrzyżują.

<Po tych słowach wojowniczka udała się w dalszą drogę>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 102

PostWysłany: Sob Sie 19, 2017 23:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skinąłem tylko głową i odpowiedziałem dziewczynie. Z tego co zrozumiałem i usłyszałem, Tellan wyruszała w długą i niebezpieczną drogę - północ, jeśli to był jej cel to nie tylko modlitwa była to potrzebna.

-Dobrze moja córko pomodlę się, ale udzielę ci też błogosławieństwa czeka cię długa i niebezpieczna droga.

Skłoniłem się i zacząłem szeptać słowa modlitwy.

-Panie Losu, ty co ludzki los dzierżysz w swych rękach - naznacz nas byśmy dobrze swe życie wiedli. Panie śmierci miej tych co tobie służą w opiece a dusze co ku tobie zmierzają, bezpiecznie doprowadź do swego królestwa.
Chroń nas Panie Kruków przed ręką co zmarłych ożywia, nie szpony kruka bronią królestwa zmarłych a jego oko czuwa nad nim.

Następnie wyciągnąłem swą rękę i pobłogosławiłem Tellan tymi słowami.

-Miej Panie Kruków opiekę nad swą córką, niech los prowadzony twą ręką sprzyja jej. Niech droga którą podąża okaże się bezpieczna, broń ją Panie Kruków przed sługami złego. Prowadź ją Panie, a gdyby miała podążyć do twego królestwa niech twoja opieka i ochronna nad nią Panie Śmierci spoczywa
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3829
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Sie 24, 2017 16:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<OD MG>

<Tellan,Magnus,Ecoliono,Kurt>

<Jedząc posiłek debatowaliście nad dalszą podróżą. Kurt wolał ominąć Marienburg ale Magnus, Ecoliono i Tellan postanowili, że jednak udacie się do stolicy handlu. Większość zdecydowała. Chłopiec bardzo nieśmiało ale odpowiedział kapłanowi twierdząco. >
-Znam litery... a jedzenie jest bardzo smaczne. <Po czym chwycił się ubrania kapłana jeszcze mocniej>
-Skoro postanowione, to ruszamy do Marienburga. To dobre miejsce na odpoczynek, zarobienie jakichś pieniędzy, a przy okazji możemy wybrać gdzie i jak chcemy dalej podróżować. Poza tym znam bardzo dobrą karczmę gdzie będziemy mogli się zatrzymać. <Elise wstała i przeciągnęła się jak kotka.> -Zobaczysz Kurt, będzie wesoło.

<Jednak zaraz po tym Kurt zacietrzewił się srogo na Tellan. Wojowniczka zrozumiała punkt widzenia na jej osobę i już była gotowa odejść po modlitwie odmówionej nad nią przez Ecoliono lecz Elise przekonała Tellan aby dotrzeć razem do Marrienburga a potem rozstać się w spokoju. >
<Spakowaliście obozowisko, ogień przysypaliście piachem i ruszyliście na północ. Karoca trochę podskakiwała na wybojach aż po klepsydrze rzeczywiście wjechaliście na główny trakt. Równa i szeroka droga oznaczona była bielonymi kamieniami, a co kilka staj dało się natrafić na znaki wskazujące kierunek do Marienburga i Giseroux. Dzień mijał wolno a upał dawał się wszystkim we znaki. Pot zalewał wszystkich bez wyjątku chociaż najbardziej było widać to po mięsistym Kurcie. W ciągu dnia minęliście kilka patroli strażników dróg ale nie bardzo się wami interesowali. Dopiero wieczorem dotarliście pod mury Miasta Handlu i przy zachodniej bramie zatrzymała was straż. Żołnierze dokładnie was sprawdzili, zadawali mnóstwo pytań o karocę, o wasze pochodzenie i zamiary, cel podróży oraz miejsce gdzie się zatrzymacie. Wszystkich odpowiedzi udzieliła Elise, prezentując list od Madamme Regnault oraz opowiadając śpiewną balladę o grupie utalentowanych artystów, którzy na swej drodze spotkali ślepego kapłana z osieroconym dzieckiem i umierającego wojaka, który został napadnięty przez grupę bandytów i ledwo uszedł z życiem. Wyszedł z tego całkiem niezły występ co oszczędziło wszystkim kłopotów i kosztów związanych ze wstępem do miasta. Przekroczyliście bramy miasta i waszym oczom ukazały się niezliczone murowane budynki porozrzucane na licznych wysepkach w rozlewisku rzeki Reik, oświetlone i przyozdobione przeróżnymi, kolorowymi światłami, wstęgami, flagami i proporcami. Nawet wieczorem miasto Marienburg wygląda jak jeden wielki rynek, do tego jest hałaśliwe i ruchliwe. Dziesiątki marynarzy, kupców, pachołków, rzemieślników i rybaków, najemników i żołnierzy. Wszyscy nawet o późnej porze mają coś do załatwienia. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć piętrzą się murowane domy, świątynie i rezydencje. Kamienne mosty łączą wszystkie wyspy ze sobą dzieląc jednocześnie miasto na dystrykty. Przejeżdżając ulicami Marrienburga nie da się niezauważyć różnorodności ras,narodowości i klas. Mieszkają tutaj elfy, krasnoludy, halflingi, imperialiści, kislevisci, nordowie, tileańczycy, estalijczycy, arabowie, ludy dalekiego wschodu, bogaci, biedni, chyba każdy rodzaj człeka i nie czełka jaki można sobie wyobrazić. Budowle z kamienia choć osadzone na solidnych fundamentach wydają się wyrastać z wody. Miasto jest ogromne, kilka razy większe niż Altdorf i znacznie łatwiej się w nim zgubić. Straciliście rachubę ile mostów przekroczyliście zanim kareta zatrzymała się w miejscu wskazanym przez Elise. Ładna, czysta dzielnica, mniej zatłoczona niż te po drodze, przywitała was karczmą "Śpiewający Bażant".>
-To dobre miejsce na nocleg ale nie najtańsze i niestety nie mogę wam zapewnić darmowego noclegu. Jeśli chcecie szukać czegoś innego to się nie obrażę. Miasto jest wielkie, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja mam zamiar zatrzymać się tutaj...Tellan, nie jestem wojowniczką ale ułożę o tobie piosenkę. Może dzięki temu spotkasz kogoś pomocnego na swej drodze. W razie gdybyśmy miały się już nie spotkać, życzę tobie powodzenia i dziękuję, że z nami podróżowałaś aż do tej chwili.
<Elise ucałowała Tellan na do widzenia. Wszyscy po kolei wysiedliście z karety a bardka prawie że pobiegła do karczmy zostawiając was za sobą.>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 102

PostWysłany: Sro Wrz 06, 2017 23:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową na słowa Elisey, jednak nie miałem zamiaru zatrzymywać się w karczmie.

-Nie będę się zatrzymywał w karczmie, wraz z chłopcem udamy się do mych braci w wierze. Rycerza kruka powinni nas przyjąć na nocleg.

Pożegnałem się skinięciem głowy, po czym poprosiłem chłopca by mnie prowadził, a jeśli byś nie mogli odnaleźć drogi to zawsze można było się o nią zapytać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 610

PostWysłany: Pią Wrz 08, 2017 22:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- No nic my się zakwaterujemy w jakiejś karczmie. Na razie skromnie… Bardzo skromnie. – dodał smętnie. – Magnus Jak myślisz kiedy da się zrobić pierwszy występ?

Od dawna Kurt nie był w tak kiepskiej kondycji przede wszystkim finansowej bez kondycji by cokolwiek samemu zarobić.

„Może Ecolino w końcu jakąś nagrodę za oczyszczenie świątyni Curone sypnie.” Niemniej dopytać mu było głupio.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1122

PostWysłany: Nie Wrz 10, 2017 00:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pożegnałem serdecznie kapłana uściskiem i życząc powodzenia.
Na pytanie Kurta tylko wzruszyłem ramionami.

- Zobaczymy jak to wygląda w tym Śpiewającym Bażancie. Może potrzebują trupy... jeżeli tak to choćby i dzisiaj. Ale najpierw rozeznajmy się co i jak.

Wyglądało na to że Elise znała to miejsce. Jeżeli tak to była szansa, że uda im się załapać na zabawianie gości. A jeżeli nie? No cóż... Jak nie pokazy to efekty świetlne.
Ale to wszystko do ogarnięcia jak wejdziemy do środka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3829
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Wrz 24, 2017 22:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

(MG)

<Ecoliono>

<Pożegnałeś towarzyszy i razem z chłopcem ruszyłeś na poszukiwanie siedziby Morrytów. Musieliście pytać o drogę ponieważ nie sposób było odnaleźć kościoła Morra w tak wielkim, podzielonym na różne dzielnice mieście. Matieu prowadził Cię za rękę a ty nasłuchiwałeś gwaru miasta. Przechodziliście przez dzielnice gdzie mówiono jakimś daleko wschodnim, śpiewnym językiem a atmosfera była radosna. Następnie klimat zmienił się na bardzo poważny,otoczenie było raczej puste i wyczuwało się nastrój formalności. Znów zrobiło się głośniej a przestrzeń była raczej otwarta bo ciągle wiał wiatr o zapachu morza ale szliście cały czas prosto i pod górę, jakby w kółko a potem prosto, następnie jakby w kółko w dół. Kiedy wreszcie skręciliście w lewo i na kilka chwil budynki zasłoniły was od wiatru,wrzawa stała się jeszcze głośniejsza. Liczne przekleństwa i wyzwiska , o których znajomość nie mogłeś się nawet podejrzewać, świadczyły, że w tym miejscu przybywało bardzo dużo marynarzy. Zapach ryb i spoconych ludzi podpowiedział ci, że gdzieś w okolicy mijaliście jeden z głównych portów miasta. Kilka minut później ponownie owiewał was wiatr od morza. Skrzeczenie ptaków morskich roznosiło się echem zagłuszane tylko miarowym wybijaniem dzwonu. Podążaliście twardą brukowaną drogą na której pokrzykiwali strażnicy miejscy poganiając przechodniów do szybszego poruszania się. Ponownie skręciliście w lewo i usłyszałeś śpiewne, nerwowe słowa tileańczyków i estalijczyków kłócących się o coś zażarcie. Dalej po drodze cała masa pijanych bretończyków brudziła ulice nadmierną ilością wina, które wcześniej wypili. Wreszcie po co najmniej dwóch klepsydrach spaceru stanęliście przed, jak to opisał chłopiec, małym klasztorem przy dużym ogrodzonym murem polu zapełnionym grobami.
Wtedy też naszła cię wizja. Ujrzałeś kobietę,sądząc po ubraniu, lekkich obyczajów. Miała ciemne włosy sięgające do szyi, niebieskie oczy i szerokie usta. Była urodziwa ale zaniedbana a jej odzienie wytarte i ubrudzone. Uśmiechała się a potem zasnęła. Obudziła się z krzykiem i bardzo cierpiała, długo cierpiała aż odcięto jej głowę a resztę ciała wrzucono do podziemnej studni, która ją pożarła. Wizja skończyła się a ty usłyszałeś chłopca nawołującego cię.>

-Ecoliono, Ecoliono... Co teraz? Dlaczego stoimy? Czy zatrzymujemy się w tym ponurym miejscu?


<Kurt>

<Postanowiłeś nie spać w drogiej karczmie i udałeś się do dzielnicy południowego portu. Mieszkałeś kiedyś w Marrienburgu więc o tyle łatwiej wybrałeś miejsce na nocleg. Karczma "Pod Świńskim Ryjem" nie jest droga jak na miasto kupców ale też pozostawia wiele do życzenia. Większość jej klienteli to załogi statków, rozrabiaki i hulaki. Jednak są w Marrienburgu o wiele gorsze miejsca niż to. Wielka, murowana karczma przy głównej ulicy nabrzeży portowych, hałaśliwa, pełna życia i ludzi. Większość z nich cuchnie rybami, alkoholem i kiepskim tytoniem, do czego łatwo przywyknąć w tym mieście. Niezbyt ozdobne wnętrze mieści proste ławy ustawione raczej przypadkowo niż z zamysłem wokół szynkwasu, gdzie zamiast stanowiska barmana odbywają się walki kogutów. Tam też zgromadzona jest spora część klienteli. Reszta siedząca dalej nie wydaje się być zainteresowana ową rozrywką. Zwykli majtkowie, tragarze, marynarze w zniszczonych, poszarpanych ubraniach, przypadkowi pijaczkowie oraz dziwki, to ludzie, których widzi się na pierwszy rzut oka. Zagłębiając się bardziej w karczmę dostrzegasz kilku gwardzistów, raczej po służbie, oraz grupkę ludzi, która omawia jakieś plany i odgania każdego kto stoi zbyt blisko. Zajęliście we trójkę najbliższe wolne miejsce i od razu pojawiła się dziwka siadając ci na kolanach. Przeciętnej urody dziewczyna o przybrudzonych blond włosach i niebieskich oczach, w krótkiej obdartej sukience, oblizała palec i zaczęła wodzić nim po swoim ciele zupełnie ignorując Anike i Etelke.>

-Przystojniaku, wyglądasz jak byś potrzebował opieki. Wypoleruję twój maszt i od razu poczujesz się lepiej. To będzie coś czego nie zapomnisz...

<Anika fuknęła na kobietę oburzona grożąc jej pięścią.> -Spadaj dziewko albo wybiję ci kły. Jak będziesz potrzebna to cię zawołamy. Przydaj się i przynieś coś dobrego na strawę i napitek.
<Dziwka wstała spłoszona i czym prędzej oddaliła się. Etelka pokiwała głową i mruknęła cicho niczym kotka.> -Ona mi przypomniała, że ja też chcę...

<Dalsze słowa zagłuszył siwy dziad wykrzykując: -Chcecie posłuchać o straszliwym białym wielorybie, który połyka statki!!?- <Na co spora liczba bywalców odpowiedziała rykiem twierdząco. W tym momencie jakichś dwóch mężczyzn przepychało się obok was aby przejść po czym jeden padł na podłogę a drugi rozpłynął się w powietrzu. Dopiero po chwili zdałeś sobie sprawę, że właśnie byłeś świadkiem morderstwa ale kim był ten drugi, już nie pamiętasz. Martwy mężczyzna leżący na podłodze blisko was ma przy pasie dziwny, chyba srebrny miecz.>



<Tellan>

<Odłączyłaś się od towarzyszy i postanowiłaś jak najprędzej znaleźć statek płynący na północ. Pytając okolicznych przechodniów dowiedziałaś się gdzie szukać takich statków i udałaś się do dzielnicy portu południowego, gdzie dotarłaś po kilku godzinach błądzenia. Niestety jest już noc a wstęp na pokład okrętów jest niemożliwy. Kładki i pomosty są wciągnięte i trzeba poczekać do rana. Wstąpiłaś więc do najbliższej portowej karczmy o krótkiej nazwie "Wstąp". Żadne tam bogate czyste miejsce, ot wielki szynk. Dużo marynarzy,grupa obżerających się niziołków poprawiających atmosferę tego miejsca, szalony goły mężczyzna wykrzykujący coś o końcu świata, grupa typów spod ciemnej gwiazdy szukających łatwej ofiary,natrętny obwoźny handlarz rupieciami.Poza tym po podłodze biegają myszy i szczury. Usiadłaś na wolnym miejscu z dala od reszty i zamówiłaś jedzenie. Odłożyłaś broń aby ci nie ciążyła i poczekałaś aż posługaczka postawiła przed tobą misę parujących flaków i antałek śliwowicy. Wtedy pogrążyłaś się w myślach. Znowu jesteś sama. Bez matki, bez ojca, bez przyjaciół. Niby jesteś szlachcianką, rycerzem a jednak nie czujesz się poważana. Musisz liczyć na siebie. Twoja jedyna i największa miłość Iruyh jest gdzieś daleko na północy a ty czasu masz coraz mniej aby go odzyskać. A może gdybyś wróciła do Zweedorfu Harabina Elena von Spee pomoże ci? Ona wydaje się ciebie lubić, zawsze była przychylna tobie i Iruyhowi. Możesz też spróbować odnaleźć Niedźwiedzia i Błyska, dwóch kompanów Iruyha, którzy uratowali cię z łap kapitana Rodderica, zapewne są gdzieś w Nordlandzie. Mogłabyś też poszukać swoich przyjaciół banitów Bernarda, Bruno i Klary. Ewentualnie jest jeszcze ta grupa straszliwie silnych najemników, która uratowała wam tyłki kiedy wybuch magii wysłał was wszystkich w Osnowę. Wszystkie te osoby na pewno pomogą ci na tyle ile mogą. Pytanie tylko na ile chcesz ich narażać i jak długo to potrwa. Samotna walka zawsze jest trudna, czasem zbyt trudna. Z zamyślenia wyrwało cię szturchnięcie. Ktoś potrącił twoją misę z jedzeniem i wszystko się wylało na stół,i na podłogę. Męski głos wydarł się na ciebie.>

-Ty niezdaro!! Nawet siedzieć nie potrafisz prosto. Żądam satysfakcji!! Popatrz co narobiłaś głupia babo. Jestem wybitnym szermierzem z rodziny Minderbind!! Zliżesz to z moich butów to może nie każę cię wychłostać!!

<W uszach zadźwięczało Ci znane nazwisko. Podniosłaś wzrok na schludnie odzianego fircyka z rapierem przy pasie i stwierdziłaś, że jest bardzo podobny do kogoś kto kiedyś cię skrzywdził.>


<Rhunar>

<Po tym jak straciłeś w Couronne kontakt z Ingwarem, Kargunem, Astą i Ingrid, stwierdziłeś, że nie chcą być przez ciebie odnalezieni. Podejrzewałeś najgorsze,że mutacje nie ustąpiły. Kilka dni później dostałeś jednak list w którym Kargun napisał:>
Drogi Przyjacielu.
Nie musisz się o nic martwić o mnie i tych którymi się opiekuję. Jesteśmy cali i zdrowi. Jednocześnie nie możemy obciążać tak zacnego kowala run jak ty swoją obecnością. Niech wiedza o wydarzeniach po ucieczce z Salzenmund odejdzie w niepamięć jakby były tylko złym snem i nigdy się nie wydarzyły. Nakładam na ciebie w tym względzie przysięgę milczenia i wierzę w twoją roztropność. Jednocześnie stary krasnolud prosi cię, abyś jeśli znajdziesz jakiś sposób na pozbycie się pancerza Tarmacksonna bez zabijania Tellan, uczynił to. Przeklęta rzecz wyrządziła zbyt wiele szkód i zapewne wyrządzi jeszcze więcej. Jeśli kobieta rycerz jakimś cudem dotrze na pustkowia chaosu, ty jeden masz szansę ją powstrzymać aby nie powróciła jeszcze większym złem, na co przykładem jest to iż Osnowa nie wyrządziła ci jak dotąd żadnej szkody. To nie wina kobiety, że ulega pokusie wykorzystania pancerza aby ratować to co dla niej najważniejsze. Niemniej trzeba dopilnować by powstrzymać to szaleństwo. Jeśli będziesz kiedyś potrzebował mojej pomocy napisz do mnie a krasnoludzkie słowa na pewno do mnie trafią i przybędę. Zniszcz tę wiadomość po jej otrzymaniu. Chwała Krasnoludzkim Bogom!!!
<Spaliłeś list a prochy rozsypałeś. Chciałeś odnaleźć resztę tej dziwacznej zgrai, którą przez chwilę mogłeś nazwać swoją drużyną ale okazało się, że opuścili już Couronne. Pośpiesznie znalazłeś statek płynący do Marienburga pamiętając, że prawie na pewno owi ludzie będą musieli tamtędy przejeżdżać w kierunku Imperium, a nawet jeśli nie to w Marienburgu powinien być jakiś ślad po Jordim, Axerundzie i reszcie ocalałych z wyspy krasnoludów, którzy mogą ci w jakiś sposób pomóc. Zapłaciłeś grube sztuki złota za rejs na statku handlowym ale też byłeś traktowany po królewsku. Trzy obfite posiłki dziennie, nie musiałeś nic robić poza spaniem, medytacją i przechadzaniem się po pokładzie. Po sześciu dniach spokojnego rejsu dotarłeś do Marienburga i wysiadłeś w Południowym Porcie. Nigdy wcześniej nie byłeś w Marienburgu, nie licząc krótkiego postoju w drodze do Courrone ale wtedy nie schodziłeś na ląd. Miasto kupców, tak je też nazywają to setki domów, składów i warsztatów, świątynie i pałace, wszystko osadzone na wyspach w rozlewisku Reiku, połączone siecią murowanych mostów, podzielone na dystrykty, nie tylko ze względu na majętność ale też na pochodzenie i narodowość. Z tego co słyszałeś to w Marienburgu można znaleźć mieszkańców z każdego krańca świata. Południowy port to wielka podłużna połać terenu usiana dokami, magazynami i karczmami dla żeglarzy. Chociaż możesz zaryzykować stwierdzenie, że więcej tu statków niż budynków, a są to statki z prawdziwego zdarzenia, nie jakieś tam tratwy rzeczne tylko wielkie okręty handlowe a czasem i wojenne. Jak tylko postawiłeś stopę na lądzie zatrzymała cię straż miejska i zaczęła wypytywać. >

-Witajcie obywatelu. Skąd przybywacie, jaki jest wasz cel podróży, na jak długo zamierzacie zostać i co macie w worku??
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 610

PostWysłany: Nie Paź 01, 2017 21:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[i]...Tak....z pewnością Iruyh ma wielu kompanów na których mógł by liczyć. On nie jest taki jakim widzą go inni, Ci którzy go nie znają... Jego dawni kompani....Może u nich szukać pomocy...Tylko gdzie ich szukać???[/i]

<Mimo zgiełku panującego w szynku myśli Tellan nieustannie krążyły wokół planu ocalenia Iruyha. Tak był dopóty, dopóki w uszach nie rozbrzmiał jej znajomy głos. Wojowniczka powoli podniosła wzrok na mężczyznę stojącego obok niej. Jego postać niewątpliwie przypominała jej tego Miderbinda, która poznała wiele lat temu. Przez chwilę szukała u niego zewnętrznych oznak, które z całą pewnością potwierdziłyby, że to on. Te same oczy i usta, ten sam arogancki i pewny siebie wyraz twarzy, jak wtedy gdy oczerniał ją przed ojcem. Minderbind. Edgar Minderbind Czy to możliwe, że znów się spotkali? Czy los musiał by tak okrutny, żeby znów sprowadzić ich na tę samą drogę? Tellan powoli podniosła się zza stołu i spojrzała prosto w oczy mężczyzny.>

[i]- Witaj Edgarze... Znów się spotykamy...I kolejny raz żądasz ode mnie satysfakcji...Tak... wiem, że jesteś wybornym szermierzem, pozazdrościć talentu. Jeszcze bardziej wiem, jakim podłym człowiekiem jesteś. Hm...Chcesz satysfakcji? Może tym mi ją dasz nie krzywdząc już nikogo innego??? Powiedz więc gdzie i kiedy?[/i]

<Tellan chociaż na zewnątrz była niewzruszona niczym skała w środku drżała niczym łania w czasie zamieci. Spotkanie to wskrzesiło wspomnienia, do których nie chciała już nigdy wracać.>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1122

PostWysłany: Wto Paź 03, 2017 20:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przez chwilę patrzyłem na pachołków magistralnych jakbym nie rozumiał o co im chodzi. W końcu wzruszyłem ramionami.

- Przypłynąłem tamtą krypą z Couronne. Zmierzam tu, do Marienburga, szukając znajomych z gildii rzemieślniczej. Mam zamiar zostać krótko, jeżeli ich tu nie ma, jeżeli są to się zatrudnię u nich. A w worku mam narzędzia. Jestem kowalem. - odpowiedziałem zobojętniałym głosem.

Szczerze mówiąc misja, którą wyznaczył mi Kargun...
Racja była, że najprawdopodobniej byłem jedyną osobą, która mogła przekonać Tellan do zdjęcia pancerza. Byłem też najprawdopodobniej jedyną osobą, która mogła wpaść na pomysł jego unicestwienia.
Jednak jak sam Kargun zauważył kobieta była owładnięta wizją odbicia z Pustkowi swojego ukochanego mentora. Przerąbane. Już wystarczyło, że poleciał tam ten kutafon Leon.

Póki co plan był taki, aby zajść do jakiejś karczmy czy tawerny, aby popytać o dzielnicę krasnoludzką. Mając namiar należało się tam udać i... i przedstawić się. Zapytać czy nie widzieli parę miesięcy temu uchodźców z Wyspy Wiatru i Krwi.
Tak. To był plan.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 610

PostWysłany: Nie Paź 08, 2017 22:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt nim zdążył zareagować na zaczepki portowej prostytutki miał okazję zobaczyć jak jego dziewczyny zajęły się natarczywą dziewką. Mrukną z zadowoleniem uśmiechając się do dziewczyn z aprobatą.
„Bez niedomówień, bez komentarzy, bez głupich śmiechów”
Pojawienie się bajarza dopełniło dobrego nastroju. I nie to że dziad był wyjątkowo uzdolniony czy coś ale te wspomnienia…
I czar prysł. Znów Randal zakpił… Trup.
Rozejrzał się ukradkiem. Zero reakcji. Nim pomyślał zwrócił się do Etelki
- Dasz radę zaopiekować się jego sakiewką? Miecza nie ruszaj. Mogą go szukać sakiewki w takiej spelunie nie.
- Spróbuj ją jakoś zasłonić albo odwrócić uwagę najbliżej stojących.
Gdy dziewczyny się ruszyły dopadła go niewesoła myśl.
„Czyżbyś tak nisko upadł? Tak się kończy zadawanie ze szlachcianką i robota za dziękuję.”
Spojrzał na ciuch które miał na sobie. I wszelakie wyrzuty rozwiały się jak dym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 102

PostWysłany: Pią Paź 13, 2017 18:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wizja, kolejna wizja tym razem przepełniona strachem, bólem i śmiercią. Słysząc słowa chłopca westchnąłem cicho i odpowiedział mu.

-To tylko wizja, nie więcej nie musisz się lękać. Zaraz ruszymy dalej, daj mi chwilę od sapnąć i ruszymy dalej do klasztoru - tak to ten budynek który zapewne widzisz przed sobą. Nie trzeba bać się zmarłych chłopcze, nie są już nic nikomu zrobić. Ruszajmy zatem, powinniśmy w końcu spotkać któregoś z naszych braci w wierze.

Chwyciłem chłopca za rękę by dodać mu otuchy i ruszyłem przed siebie, nadal rozmyślając nad tym co ujrzałem w wizji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3829
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Paź 14, 2017 14:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Od MG>

<Tellan>

<Mężczyzna stanął jak wryty na twoje słowa. Przez chwilę jego pewność siebie zniknęła a na twarzy wymalował się strach zaskoczenia. Szukając w głowie obrazów Minderbind próbował cię rozpoznać. Ponownie na jego twarzy zarysowała się arogancja i wyższość gdy zdał sobie sprawę kim jesteś.>

-Tellan, Tellan Whitestone, puszczalska dziwka i banitka z miasteczka Stonestown. Nie wiem komu dawałaś dupy, że dostałaś taki drogi pancerz i dotarłaś tak daleko ale tutaj twoja droga się skończy. Za ubicie banity dostanę jeszcze nagrodę i nie będę musiał się nikomu tłumaczyć.

<Poczułaś ukłucie gniewu ale szybko go w sobie zdusiłaś. Wiedziałaś, że Edgar umyślnie chce wyprowadzić cię z równowagi. Widząc, że nie zamierzasz się na niego rzucić, sam błyskawicznie dobył rapiera i pchnął ostrzem w twoją twarz. Celował w oko, ale zareagowałaś na tyle szybko by zasłonić się ręką i ostrze zraniło lekko twój policzek a ty poczułaś irytujące pieczenie na skórze. Podstępny szczur chciał się ciebie pozbyć za jednym zamachem ale się nie udało. Oceniłaś szybko jego szanse. Edgar był pewny siebie, szybki i nawet zwinny ale w porównaniu z Tobą był słaby. Nie miał doświadczenia w bitwie, tego byłaś pewna, ktoś taki jak on nie ubrudził by się w bitewnym zgiełku. Poza tym nie trenował tak intensywnie jak ty, nie przeżył tego co ty, brakowało mu siły i wytrzymałości mimo iż był większy od ciebie. Wystarczyło przeciągnąć walkę trochę dłużej i przyzwyczajony do szybki zwycięstw meżczyzna straci oddech. Stałaś spokojnie rozważając jak rozwiązać tę sytuację. Jednak pomimo swojego opanowania wewnątrz ciebie aż wrzało. Tak długo czekałaś na tę okazję i teraz jest. Twój oprawca stoi przed tobą. Nienawiść, ból minionych dni po stracie rodziny, majątku, reputacji i cnoty, wszystko to chciało się teraz wylać na zewnątrz, Do tego wszystkiego zaraz po zadanej ci ranie w policzek, odezwał się w tobie demon zbroi. Czułaś jak rośnie w tobie ekscytacja na samą myśl, że rozsmarujesz zwłoki tej gnidy i każdego kto stanie tobie na drodze po ścianach karczmy. Odruchowo sięgnęłaś po hełm ale na razie się powstrzymywałaś. Tylko ile jeszcze obelg i zaczepek wytrzymasz zanim Bestia zawładnie tobą.>
<Demon chciał się wyrwać na zewnątrz, z każdą chwilą coraz bardziej. Wewnętrzny żal jaki Tellan żywiła do tego mężczyzny dawał bestii szansę na jej ponowne objawienie się. Kobieta starła krew ściekającą po policzku i kierując chłodne spojrzenie w stronę Minderbinda wskazała ruchem głowy na drzwi.>
- Na zewnątrz… –powiedziała donośnie- Walczmy na zewnątrz. No… chyba nie potrzebujesz wparcia kompanów przeciwko jednej puszczalskiej dziwce?
<Tellan przyglądała się bacznie mężczyźnie gotowa uniknąć kolejnego ciosu, który mężczyzna mógł by wymierzyć w jej stronę. >
-Pfff , Oczywiście, że nie potrzebuję pomocy. Miałaś szczęście, że się zasłoniłaś ale nie łudź się. Już nie żyjesz a nagrodę za ciebie odbiorę od razu... <Minderbind skierował się w kierunku wyjścia ,nie spuszczając z Ciebie wzroku. Gotów był zaatakować w każdej chwili. Kiedy wyszedł na zatłoczoną ulice ustawił się w pozycji bojowej.>
<Wojowniczka stanęła naprzeciw mężczyzny i tak jak przeciwnik chwyciła za broń przyjmując pozycję do walki. Utkwiła swe spojrzenie w postaci naprzeciw. Wiedziała, że jako szermierz Minderbind jest szybki i zręczny. Musi uważać, na jego zręczne dojścia i uniki. Ona natomiast miała przewagę w sile. Miecz, znacznie dłuższy był przedłużeniem jej ciała. Tego właśnie uczył ją Iruyh. Praca mieczem i ciałem. Chociaż nie idealna, robiła postępy dzięki naukom jakich jej udzielił. Musi to wykorzystać. Tak, jak to robiła do tej pory. Bestia musi dać jej czas. Zrobi to sama. Pokona go bez niej. > - Jestem gotowa. Możesz zrobić pierwszy krok do swej nagrody! - wykrzyczała w stronę mężczyzny.
<Zostawiłaś miecz Iruyha w karczmie, żeby cię nie spowalniał i chwyciłaś za bastarda, którego jak dotąd mało używałaś.>
-Haha, głupia, chcesz mnie trafić tym? Zabije cię zanim się ruszysz...
<Nie kończąc zdania Edgar wystrzelił do ciebie jak z procy wyprowadzając pierwszy cios. Celując w szyję pchnął mocno i szybko. Zapewne spodziewał się, że w tak grubej zbroi i z ciężkim mieczem będziesz wolna jak żółw ale się przeliczył. Szybko zeszłaś z lini ciosu i zamachnęłaś się bastardem, ostrze o kilka milimetrów minęło głowę parszywca, ponieważ ten dał radę uniknąć ataku w ostatniej chwili. Kolejne błyskawiczne pchnięcie na twarz i tym razem ledwo udało ci się nie otrzymać rany odsuwając głowę. Zatoczyłaś przed sobą półkole mieczem, lecz Minderbind przewidział twój ruch. Dałaś mu ułamek sekundy fałszywego bezpieczeństwa i podciągnęłaś gwałtownie ciężkie ostrze ku górze. Stal lekko drasnęła gardło uderzając potężnie od dołu w szczękę. Żuchwa Edgara pękła jak zapałka, a z okaleczonych ust posypały się zęby i wylała krew. Niejeden człek poddał by się lub salwował ucieczką jednak szlachcic natarł na ciebie jeszcze wścieklej wypluwając z trudem kilka słów: > -Okaleczyłaś mnie...suko!! < Z wielkim impetem Edgar pchnął w ciebie rapierem tym razem celując w brzuch. Nie chcą mimo wszystko ryzykować nowych ran i utraty kontroli nad sobą zrobiłaś lekkie zejście w bok, stanęłaś mężczyźnie na stopie i zaatakowałaś od prawej
uderzając mieczem w skroń. Edgar chciał odskoczyć ale nie mógł, ostrze twojego miecza roztrzaskało mu skroń, jego czaszka pękła i miałaś wątpliwą przyjemność oglądania wypływającego z niej mózgu. Edgar umarł zanim upadł na ziemię. Wtedy uzmysłowiłaś sobie, jak bardzo stałaś się silna. Kiedy widziałaś tego człowieka poprzednim razem, z łatwością pokonał by cię a teraz jego zwłoki leżą w błocie na ulicy i dokonałaś tego sama, bez niczyjej pomocy. Poszło zbyt gładko, pokonałaś go i lżej ci na sercu ale to w żaden sposób nie naprawi to krzywd jakie wyrządził ci ten padalec. Wróciłaś do karczmy po wielki miecz a ludzie, którzy przyglądali mu się z zaciekawieniem, w popłochu oddalili się.>


<Rhunar>

<Strażnicy przyjęli twoje słowa beznamiętnie, pobrali od ciebie dwie sztuki złota za wstęp do miasta i miałeś ich z głowy.Ulice nawet o tej porze są zatłoczone pracującymi robotnikami. Przepychając się główną drogą od razu udałeś się do pierwszej z brzegu tawerny o mało sympatycznej nazwie "Pod Zasuszoną Kuną". Jak się okazało ,rzeczywiście na ścianie zajazdu, tuż nad barem wisiał zasuszony, wyliniały zwierzak przypominający wypchaną kunę. Lokal pełen flisaków, marynarzy i miejscowych parobków nie napawał entuzjazmem. Już na wejściu mało co nie oblano cię piwem, naprawdę mało brakowało. Do tego jakaś ladacznica zaczęła się do ciebie kleić ale ją pogoniłeś robiąc srogą minę i zamaszyście poruszając dłonią jakbyś chciał wymierzyć komuś policzek. Dopchałeś się do baru i zagadnąłeś barmana w zaplamionym winami i sosem fartuchu. Pyzaty człek odparł.>

-Tak mamy tu dzielnice krasnoludów. Idź waść wzdłuż nabrzeża aż trafisz na brzydki krasnoludzki dom przypominający fortecę. Od tego miejsca zaczyna się dzielnica twoich ziomków...

<Nie zastanawiając się wiele, wyszedłeś na zewnątrz i podążyłeś za wskazówkami barmana. Na ulicy zebrała się grupka gapiów i strażników miejskich w czarnych czapkach. Z ciekawości zatrzymałeś się aby zerknąć o co chodzi.>

-Co się tu stało? Ludzie, mówcie, kto go zabił? <stanowczo zażądał odpowiedzi dowódca patrolu>
-To był pojedynek, sam widziałem z okna mojego sklepu po drugiej stronie ulicy... <gardłowo wypowiedział się łysawy sklepikarz>
-Tak ja też widziałem pojedynek... <mruknął młody marynarz> - było ciekawie ale szybko się skończyło.
-Nie interesuje mnie jak tylko kto do stu diabłów!! <Zaczerwienił się pękaty sierżant>
-To była kobieta w czarnej zbroi. Myślałem, co by to urodziwy chłopak był ale ten tu...<sklepikarz wskazał na zwłoki mężczyzny w średnim wieku, szklacheckich szmatkach i solidnie roztrzaskanym łbem>zawołał "suko" więc to musiała być kobieta.
-Tak kobieta w pancerzu, rach, ciach i go załatwiła. Rzucał się jak komar z tutejszych mokradeł a ona go w mordę a potem w łeb i już...a potem poszła sobie.
<Przez chwilę przeszło tobie przez myśl, że to robota Tellan ale rany wyglądały na zadane mieczem zwykłych rozmiarów więc to mogła być każda inna wojowniczka. Zresztą nieboszczyka nigdy wcześniej nie widziałeś. Ruszyłeś dalej wzdłuż nabrzeża omijając robotników i dokerów krzątających się między statkami a portem, podziwiając oświetlone w różnych kolorach miasto rozłożone na dziesiątkach wysp. Magazyny, spichlerze, składy kupieckie, wielkie koszary straży miejskie z więzieniem, jeszcze większy most obrotowy łączący dwie z największych wysp Marrienburga, a kawałek dalej mały, kanciaty fort krasnoludzki zbudowany w starym stylu ale bez murów i sasiadujący bezpośrednio z innymi kamiennymi domostwami. Marrienburg to dziwne miasto. Wygląda na to, że tutaj dzielnice różnych kultur i ras łączą się płynnie bez wewnętrzych murów, po prostu przechodzi się z jednej ulicy na drugą i już architektura oraz obywatele są zupełnie inni. Pomiędzy solidnymi krasnoludzkimi budynkami dostrzegłeś krasnoludy, strażników, rzemieślników, kupców, inżynierów. Każdy załatwia swoje sprawy stojąc, maszerując lub pracując. >


<Kurt>

<Dziewczynom nie trzeba było powtarzać. Etelka kucnęła przy zabitym i szybko obszukała jego kieszenie zgarniając zawartość pod ubranie. Anika nie musiała się za bardzo starać z odwracaniem uwagi bo bywalcy nie zauważyli zajścia. Dodatkowo raczej słabe oświetlenie, tego miejsca sprzyja nieprzewidzianym wypadkom. Ofiarą był mężczyzna w średnim wieku, raczej zadbany, ogolony, krótkie jasne włosy, bez widocznych znaków szczególnych poza tym srebrnym mieczem. Po chwili znów siedzieliście we troje przy ławie jak gdyby nigdy nic.>
-Trochę mi szkoda tego mężczyzny. Zostawimi go tak...
-...i wtedy zobaczyłem jego wielką rozdziawioną paszczę!! Wewnątrz wraki połamanych okrętów i rozkładające się ciała marynarzy!! <Wydarł się opowiadający bajki dziad.><Przechodzący obok marynarz potknął się o leżącego na podłodze i wylał na ciebie piwo. > -Co do stu diabłów? - <Orientując się, że przeszkodą na jego drodze było ciało zaczął wrzeszczeć na całe gardło.> -Trup!! Trup!! Zabili człowieka! Straż!! Wezwać straż!!

<Nie trzeba było czekać na poruszenie w szynku. Gwardziści, którzy byli po służbie, prędko przedarli się przez tłum do ciała. Gruby sierżant rozejrzał się sokolim wzrokiem po zebrany najbliżej. Na chwilę zatrzymał wzrok na was jakby chciał zadać nieme pytanie czy coś widzieliście.>
-Zamknąć się! Nie ma żadnego trupa!! Zapił się i tyle. Zajmiemy się nim i dopilnujemy żeby wytrzeźwiał w celi!!

<Sierżant skinął głową na swoich podkomendnych. Dwóch z nich wzięło nieboszczyka pod ramiona a pozostałych dwóch utorowało drogę, po czym cała grupa wyszła z karczmy. Goście wrócili do swoich zajęć i zabaw. Prostytutka, która cię zaczepiała przyniosła wam misę gulaszu, trzy łyżki i trzy kufelki piwa. Dziad podjął swoją opowieść w momencie , w którym mu przerwano.>

-Jak juz mówiłem...i wtedy zobaczyłem jego wielką rozdziawioną paszczę!! Wewnątrz wraki połamanych okrętów i rozkładające się ciała marynarzy!!


<Ecoliono>

<Chwyciłeś pewnie chłopca za rękę a ten poprowadził cię ku drzwiom klasztoru. Gdy stanąłeś na progu świat znów stał się jasny i widziałeś kontury wszystkiego w czerni i bieli. Tak się dzieje kiedy stajesz na prawdziwie uświęconej dla Morra ziemi. Klasztor jest naprawdę niewielki, zaledwie parterowy budynek z kilkoma ledwie izbami. Otworzono wam, przy wejściu powitał was krasnolud, kapłan Morra i Gazula imieniem Manaleli. Poprowadził was do głównej sali gdzie mogłeś razem z chłopcem poznać resztę mieszkańców klasztoru, starszą już kapłankę Morra, Diromo, elficką wieszczkę Fudyme, niziołkowego przewoźnika imieniem Nelozi, oraz niziołkowego zielarza imieniem Waneka. Zostaliście przyjęci z otwartymi ramionami i ugoszczeni skromnym posiłkiem z zupy jarzynowej i kilku pajdek chleba. W czasie posiłku wywiązała się rozmowa.>

-Miło was gościć bracie Ecoliono razem z twoim podopiecznym Matieu. Czemu jednak zawdzięczamy waszą wizytę. Mniemam, że przybywacie z daleka bo jesteście zdrożeni. -<Przemówiła najstarsza Diromo>

<Dzięki mocy Morra dostrzegasz rysy każdego z obecnych, niestety nie możesz dostrzec pełnego ich wyglądu, chyba, że byś ich obmacał dłońmi. Chłopiec w obecnym towarzystwie wydaje się być spokojny, zajada się zupą. Ty też bardzo zgłodniałeś od ostatniego posiłku.>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group