Forum www.forum.drachenfels.pl
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 41, 42, 43
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 97

PostWysłany: Pon Kwi 17, 2017 14:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wyraźnie dało się dostrzec i wyczuć aurę śmierci w karczmie, zresztą metaliczny zapach krwi też był bardzo wyraźny. Walka, ktoś najwyraźniej musiał zaatakować Kurta i jego towarzyszy z zaskoczenia. Jedyne co było nie zrozumiałe to to że ktoś zabrał ciało Kurta, być może choć nikłe był to nadzieje że najemnik żył. Zwróciłem się do czarodzieja.

[i]-Magnusie trzeba będzie ich pochować i modlitwę zmówić nad ich duszami, jesli pozwolisz zajmę się tym. Należało by znaleźć ciało mości Kurta, nie godzi się by ciało towarzysza bez pochówku zostawiać. [/i]
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3821
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Kwi 18, 2017 19:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Od MG

<Magnus, Ecoliono>

<Czarodziej był tłumił wściekłość, kapłan Morra emanował smutkiem a Elise była zszokowana na widok ciał ludzi, którzy przebyli z nimi tak długą drogę.>

-Ilu jeszcze?!! Ilu jeszcze naszych przyjaciół zginie? <Bardka popłakała się i wyszła z piwnicy schodami na górę.>

<Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał karczmarz.> - Przykro mi. A co do wcześniejszego, tu jest adres. <Mężczyzna włożył Magnusowi w rękę kawałek pergaminu.> - Szukajcie tam.

<Szybko Magnus wraz z Ecoliono podzielili się obowiązkami umawiając się, że czarodziej odzyska ciało Kurta a kapłan zajmie się pochówkiem zamordowanych i spotkają się razem w świątyni Morra. Do tego czasu Elise miała wrócić do posiadłości Lady Regnault i czekać na Magnusa i Ecoliono. Trójka bohaterów rozstała się w smutku i niepewności.>


<Ecoliono>

<Kiedy zostałeś sam, "przejrzałeś" ciała odmawiając nad nimi krótką modlitwę do Pana Śmierci. Widziałeś jak niespokojne duchy krążą w pobliżu. Trzeba było to naprawić. Samemu zajęcie się sześcioma umrzykami zabrało by Ci zbyt wiele czasu więc wyszedłeś ostrożnie z piwnicy i słysząc karczmarza poprosiłeś go by przysłał do ciebie strażników miejskich co ten uczynił bez wahania. Rozmówiłeś się z żołnierzami i już po kilku minutach na twoje usługi była czwórka tragarzy i dwukółka do przewozu zmarłych.>

-Dobrze, że Wielebny jest w mieście. Po tej jatce w świątyni Morra tylko wy możecie w pełni odprawiać na tamten świat z łaską Pana Śmierci. <Rzekł do ciebie sierżant straży miejskiej.>

-Odprowadzimy was na cmentarz, tak dla bezpieczeństwa. Kilku moich ludzi odprowadza też waszą przyjaciółkę bardke do Lady Regnault. Będziecie bezpieczni ojcze.

<Tak w towarzystwie patrolu straży i kilku tragarzy dotarłeś na cmentarz przylegający do świątyni Morra cały czas pilnowanej przez żołnierzy Lady. Wskazałeś miejsce a ludzie przydzieleni ci do pomocy zabrali się za kopanie mogił. Ty w tym czasie udałeś się po płótna pogrzebowe. Gdy już wszystko było gotowe złożyliście ciała w ziemi i zakopaliście je. Ludzie pożegnali cię z pokora i odeszli, strażnicy również. > -Teraz już nic tu po nas. Z Bogiem Ojcze.


<Magnus>

<Wziąłeś notatkę od Karczmarza. Na pergaminie niezgrabnym pismem zapisany został adres. Sprawa była prosta. Ty miałeś odzyskać ciało Kurta a Ecoliono i Elize mieli grzecznie czekać aż ty rozprawisz się z rzezimieszkami, które ośmieliły się na takie bezeceństwa. Potem spotkacie się w Świątyni Morra i uradzicie co dalej. Swoją drogą ciekawe gdzie jest Tellan. Kiedy wychodziliście na występy wczoraj wieczorem ona jeszcze była w karczmie, a brak poważnych zniszczeń sugeruje, że wyszła z karczmy zanim ta rzeź się zaczęła. Wypytałeś karczmarza jak dotrzeć do owego miejsca po czym wyruszyłeś samotnie przez miasto starając nie rzucać się w oczy. Ledwo jednak wyszedłeś na ulicę a już miałeś ogon. Ktoś śledził Cię i dopiero kiedy w ciasnej uliczce odegnałeś od siebie światło, natręt się odczepił. Miasto zdawało się spokojne jakby nic się specjalnie nie stało. Przemykając brudnymi i ciasnymi uliczkami dzielnicy biedoty mijałeś wszelkiego rodzaju żebraków i męty społeczne. Kilka osób nawet zareagowało kiedy obok nich przeszedłeś ale nikt za tobą nie ruszył. Na jednej z szerszych ulic znalazłeś to czego szukałeś. Miejsce opatrzone szyldem: "Merci pharmacie coeur" Piętrowy budynek wydawał się jedynym w okolicy całkowicie z kamienia. Na parterze musiał mieścić się jakiegoś rodzaju sklep bo ludzie wchodzili i wychodzili. Zerknąłeś do środka przez drzwi gdy jeden z "klientów" wychodził. Za ladą jakaś ciemnowłosa kobieta sprzedawała po niskich cenach zioła. Stanąłeś przy oknie od ulicy i zaglądałeś przez szparę do środka. Kobiety nigdy wcześniej nie widziałeś, wygląda na tutejszą ale bardzo zadbaną, urodą prawie dorównuje Elise. Dziwne jest to, że mimo podłej dzielnicy nikt ze sklepu nie kradnie. Nawet gołym okiem widać, że ci którzy nie kupują, unikają tego miejsca. Na piętrze zapewne jest izba mieszkalna ale zaplecze wydaje się spore patrząc na budynek z zewnątrz. Dyskretnie udałeś się na tyły w poszukiwaniu jakiś śladów. W miękkim błocie uliczki dostrzegłeś ślady kół, zauważyłeś też, że ubrudziłeś sobie buty. Z tyłu domu znajdowały się tylko jedne drzwi i żadnych okien. Rozejrzałeś się i pociągnąłeś ostrożnie za klamkę, otwarte. Drewniane schody wiodące w dół. Dziesięć strasznie skrzypiących stopni doprowadziło cię do solidnych okutych drzwi z jakimś bretońskim napisem: la mort est seulement le début. Wahałeś się chwilę ale wszedłeś. Ciemne kamienne schody wiodły w dół do piwnicy a drzwi zatrzasnęły się wolno za tobą. Piwnica cała znajdowała się pod ziemią, wyłożona kostką podłoga była nierówna i jakby mokra. Zaledwie kilka pochodni oświetlało ciemne pomieszczenie, które kryło w sobie wiele zakamarków. W powietrzu unosiły się zapachy spalenizny, zgnilizny, śmierci i związków chemicznych. Sam siebie ledwo dostrzegałeś więc ktoś inny raczej cię nie widział, a jednak usłyszałeś z głębi pomieszczenia głos, męski, rzeczowy raczej nieprzyjemny. Co ciekawe przemówił w języku uczonych, jakby nie do końca pewien czy zrozumiesz inny.>

-Witaj magistrze. Zakładam, że nie znasz mowy bretonów dlatego tu zaglądasz, jeśli tak odejdź. Nie jesteśmy umówieni,a intruzów traktuję jednakowo, nigdy nie wychodzą.

<Z mroku wyłonił się mężczyzna średniego wzrostu,raczej przeciętnej postury ale ubrany na cebulkę. Wierzchnie odzienie stanowi jasny, poplamiony brunatnymi plamami fartuch. Człowiek ma kaptur na głowie i porusza się praktycznie bezszelestnie. Ręce ma założone za plecami odsłaniając swoją pierś.>


<Kurt>

<Doktor nie wyszedł z pomieszczenia. Krzątał się nieopodal przestawiając naczynia, w końcu coś wypił. Bardziej to słyszałeś niż widziałeś.>

-Uważaj młodzieńcze jak do mnie mówisz. Nie jestem ani twoim przyjacielem ani sługą. <Obruszył się doktor ale zdawało ci się, że bardzo lubi zaczepki.>

<Pomieszczenie, które oglądał Kurt było może wielkości dwa na cztery metry. Nie miało okien, tylko jedne drzwi. Poza stołem na którym leżał w centralnej części Kurt można było dostrzec regały i szafki zastawione glinianymi słoikami i różnego rodzaju naczyniami ze szkła. Każdy pojemnik opisany jest nieznanym dla Kurta pismem. Na metalowy blacie po lewej stał dziwnie powyginany stojak na którym powieszono podgrzewane płomieniem szklane naczynia połączone rurkami. Półkolisty kształt dachu sprawiał wrażenie jakby się siedziało w wozie.>

-Ruszać możesz się cały czas, nikt ci nie zabrania. Będziesz grzeczny to ktoś po ciebie przyjdzie, ja z tobą na razie skończyłem. O może właśnie to oni... <Doktor jakby wytężył słuch.> A jednak nie. Mam nieproszonych gości. Zaczekaj tutaj i nic nie dotykaj jeśli chcesz żyć. Do rada prosto z serca, hehe.

<Doktor zostawił cię wychodząc. Zanim zamknął drzwi zauważyłeś, że na zewnątrz jest ciemno, znacznie chłodniej i wilgotno.>


<Tellan>

<Mężczyzna w wilczej skórze spoglądał na ciebie obojętnie.>

-Raczej skąd ty się tutaj wzięłaś pani rycerz. Rycerz bez konia, poza miastem, czający się w krzakach jak bandyta. To dopiero jest dziwne. Zwykli rycerze, nawet prości wojacy czekają na przyjaciół w karczmach, parkach, na rynku w ostateczności przy bramie. Chyba, że twoi przyjaciele to jacyś bandyci, opryszki lub rzezimieszki. Z punktu widzenia każdego, kto zauważy cię w tych lichych krzakach wyglądasz jak ktoś kto planuje napad. Ktoś cię ściga? Wyglądasz jakby to ciebie trzeba było się bać a nie na odwrót. Skąd się wziąłem? Z tam tąd.. <Mężczyzna pokazał na kierunek przeciwny do miasta.> -Nie masz złota? Mogę ci pożyczyć. Byłem tylko ciekaw co taka ładna, uzbrojona kobieta w pełnej zbroi robi poza miastem nieudolnie chowając się w krzakach. W dzień widać cię jak na dłoni. Kogo się boisz? Gdzie moje wychowanie, jestem Wolf, tropiciel.

<Człowiek usiadł sobie nieopodal na piachu i wpatruje się w miasto.>

-Widzisz tam, ktoś cię obserwuje. I nawet ktoś cię szuka.

<Wolf wskazał na miasto. Rzeczywiście przed bramą ktoś się kręcił. W pewnym momencie ta osoba cię wypatrzyła i pogalopowała w waszą stronę unosząc za sobą tuman kurzu. Poczułaś niepokój. Czyżby to kolejna pułapka na Ciebie? W miarę jak jeździec się zbliżał rozpoznałaś sylwetkę, ubiór a potem twarz. To Elise przypędziła do ciebie jak na złamanie karku. Tylko skąd ma konia? Bardka zatrzymała gwałtownie zwierzę i poddenerwowana wykrzyczała.>

-Tellan, to straszne. Kurt i jego kompania nie żyją a teraz Magnus poszedł ich pomścić. Widziałam to w jego oczach. Co ja zrobię, jeśli go zabiją, przecież on jest połamany. Ecoliono grzebie zmarłych, tylko ty mi pozostałaś. Mamy mało czasu, może właśnie teraz Magnusa mordują jak to zrobili z całą resztą...

<Widać i słychać, że kobieta jest nie tylko zdenerwowana ale i zdesperowana.>
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 606

PostWysłany: Czw Kwi 27, 2017 18:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan zmarszczyła brwi na słowa mężczyzny. Poniekąd miał rację, wiedziała to. Nie powinna była zostawiać ich tam samych, z drugiej strony nie chciała prowokować władz miasta i narażać przez to innych. Kamuflaż żaden, nie chciała po prostu wprost rzucać się w oczy>
[i]
- Nie jestem tu ze strach jak ci się wydaje i potrafię się obronić jak zdążyłeś zauważyć... Taki mam plan by siedzieć tu i wyczekiwać towarzyszy. Z dala od miasta wyrządzę mniej szkód niż w jego murach. Nawet jeśli po mnie przyjdą ci co szukają...[/i]- wojowniczka zamilkła w pół zdania- ...za to ty jesteś nazbyt przyjazny w stosunku do obcych... Nie jesteś z tych co powinni się bać, Wolfie??

<Kobieta przyglądała się przez moment mężczyźnie, kiedy ten wskazał zmierzającą ku nim postać Elisę. Kiedy dziewczyna zatrzymała się Tellan od razu wyczytała w jej spojrzeniu strach i obawę. >

- Jak to nie żyją???Kurt? Koko i Morte?- wojowniczka powtórzyła zaskoczona wieściami- Co tam się wydarzyło??? Gdzie dokładnie jest Magnus? Zaprowadź mnie!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 604

PostWysłany: Wto Maj 02, 2017 00:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt uśmiechnął się pod nosem.
- No tak tak, najpierw człowieka ożywią a potem nie ma komu nawet kubka wody podać. – westchną teatralnie - Dobrze matula mówiła „łożyń się synek, dziatków napłodz bo na starość to łobcy nawet wody ni poda ” Oj głupi byłem głupi i nic innego tylko „To je pan Kurt a to je pani Kurtowa” - ciągną z wesołością w głosie i od razu dodał tonem jakby narratora w tanim przedstawieniu – i tu powonieniem pomacać się po moim Kąsaczu, gdybym go miał.

- A kto… - nie zdążył się dopytać bo medyk dodał że idą nieproszeni goście.

- Jak bym miał tu swój żelastwo sam bym ich pogonił. – na myśl o walce zapomniał że jeszcze niedawno prawie odcięto mu głowę, lecz zamiast zerwać się posłania tylko jękną ze zdziwienia bo na gadaniu się skończyło - Tymczasem ja tu sobie spokojnie poleżę poleżę – dodał jak by z urazą.
Nie znosił pierwszych dni kuracji. Gdy głowa już była sprawna a ciało ledwo się poruszało. Gdy trzeba było powoli skupić się na każdym członku i uważać żeby nie przetrenować. Lądował u doktorów, cyrulików, uzdrowicieli czy szarlatanów dość często by się nauczyć co nieco o powrocie do zdrowia. Wiedział że niektórych rzeczy nie da się przyśpieszyć albo inaczej, że zwyczajnie wymagają czasu. Nie ważne jak bardzo by mu to przeszkadzało i jedyne co mógł, to nie przeszkadzać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1115

PostWysłany: Sro Maj 10, 2017 16:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie jestem intruzem, po prostu nie lubię zaburzać miru domowego... a twoja asystentka, mości doktorze, jest bardzo zajęta, więc nie miałem jak się umówić. Ale ale... to wy uczony panie umówiłeś się ze mną... w tak iście impertynencki sposób podbierając zwłoki człowieka, którego... wynająłem!
- Każdy kto nie jest umówiony jest intruzem ! - Przerwał ci oburzony człowiek. - Podbierajac zwłoki? - Mężczyzna zrobił zdziwiona minę. - Widać jednak że pomyliłeś domy magistrze. Może czasem zajmuje się umrzykami ale oni sami do mnie przychodzą albo ich przynoszą. Wolę żywych. Jak na przykład ty. Ostatnia szansa na opuszczenie mego domu...
- W porządku, w porządku. Błagam o wybaczenie za to pomówienie, bom wielce wburzon. Skorzystam z tejże szansy, nie chcąc się narażać na wasz gniew gospodarzu... - rzekłem trzymając ręce na widoku i cofając się powoli - Jak rozumiem nie poratujesz zbłąkanego magistra radą gdzie ma szukać tych co ten niecny postępek uczynili?
-Nie znam ciebie ani twego sługi. Nie wiem Jak wygląda. Zakładam ,że umrzyka zabrali porywcze zwłok. Czasem kupuję ciała od różnych ludzi na potrzeby nauki ale dzisiaj nic, chyba że to Jakaś stara sprawa. Rady dają ludzie obeznani w swej materii. Jeśli powiesz mi coś o ty umrzyku i gdzie się zatrzymasz to mogę go dla ciebie odnaleźć. Nie za darmo oczywiście. Mój czas Jest cenny tak Jak życie... Szczegóły omów z moją asystentką... <Mężczyzna rozpogodził się i obserwuje cię bardzo analitycznie sądząc po błysku oczu pod kapturem.>
- To człowiek poznaczony wieloma bliznami, szczególnie na dłoniach i rękach. Twarz też ma dość szpetną o krótkiej brązowej brodzie i fryzurze. Wysoki, ale mi sięga do brody. Dobrze zbudowany, trudnił się wojaczką. Zginął dziś rano. Poderżnięto mu gardło, ponoć zrobił to człowiek znający się na swoim fachu.
<Mężczyzna chyba się zastanawiał bo trwał chwile w bez ruchu. >
- Wiem gdzie on Jest. Tylko czego ty od niego chcesz? Nawet po śmierci nie dasz mu spokoju? A może chcesz się upewnić, że nie zmarł?
- Bardzo by mnie ucieszyło gdyby żył. A jeżeli nie żyje... cóż... chciałbym, aby miał spokojną drogę do Ogrodów Morra.
Coż, ten człowiek umarł... ale żyje. <mężczyzna zdjął kaptur pokazując twarz przecieta na skos wielką paskudna blizną jak po drucie kolczastym. Zielone oczy świecą dumnie> - To pierwszy w pełni przywrócony do życia. <człowiek z zainteresowaniem obserwuje twoją reakcje. W dłoni trzyma jakąś sakiewke która budzi twój niepokój. > -Gada ale na razie tyle.
- znaczy... Zabili go... Ale uciekł!
<Uczony uśmiechnął się w duchu>
- To było trochę inaczej... Zabili go, ale dwie śliczne dziewczyny przyniosły do mnie jego ciało. Od dłuższego czasu badam metody pokonania wiecznego snu i wreszcie udało mi się całkowicie. Jednak to bardzo kosztowna zabawa. Wracając do sedna. Nie uciekł. Ledwo może glowa ruszać ale żyje, myśli, gada , moze kiedyś będzie chodził.
- hmmm. A jak pan sobie poradził z zanikiem energii życiowej i niedotlenieniem mózgu?
<Mężczyzna zmarszczyl brwi.> -To tajemnica. Za tę wiedzę wielu by zabiło... Teraz nie mogę już Cię wypuścić. Jeśli to zrobię ten chlopak zginie zaraz po wyjściu stąd...
Jak tajemnica to tajemnica. Ale to nie zrobi żadnej różnicy. Ponoć zamordował go jakiś majcher półświadka. Obojętnie czy pozostanę tutaj czy wyjdę stąd, mój towarzysz gdy zostanie dostrzeżony zostanie ubity. Ba. Może to zrobić sam ten zabójca, aby nie stracić swojej reputacji. Jedynym wyjściem jest, abyśmy wraz z moim towarzyszem uszli z miasta. Pozostawienie go w piwnicy z ograniczoną ilością bodźców będzie działać ograniczająco na proces samoleczenia ciała.
<Doktor zastanowił się szybko.> -Mogę go wywieść z miasta. ale to dopiero w nocy. Hmm właściwie to mogę go odwieść do wyjścia z miasta a dalej musicie radzić sobie sami. Mówiąc wyjścia mam na myśli cmentarz ponieważ w nocy bramy miasta są zamknięte. Może być?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Czw Maj 11, 2017 00:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spoglądam ukradkiem na tatuaż mężczyzny, sprawdzając czy jest to raczej fanaberia właściciela, czy przedstawia coś konkretnego. Patrzę, to na bok, to przed siebie i przyglądam się okolicy. Nie spodziewam się by mój towarzysz podróży znał imperialny, a nawet jeśli, to niezbyt mam ochotę na rozmowy. Poatym moją głowę zaprzątają ważniejsze sprawy, niż rozmowa z najemnikiem.
[i]"Trzeba jakoś, powrócić do imperium, ale co dalej? Raport niby został wysłany, ale nie mam pewności czy doszedł. Sigmar jeden wie, kto teraz góruje nawet na świeczniku w Altdorfie… Jak wygląda sytuacja na północy? Co się stało z siostrą Lucasa? Jak rozwiązać sprawę z księciem? Z tego co mówiła Elbereth, to nie on jest temu wszystkiemu winien, Magnus zresztą mówił coś podobnego. Co w ogóle stało się z Tassenikiem? Jeżeli wyruszył niewiele wcześniej tam gdzie my, to czy nie powinniśmy go spotkać w świątyni?"[/i]
Poprawiam, się w koźle i staram rozsiąść odrobinę wygodniej.
[i]"Elfka wspominała, że nim wyruszyliśmy, udało jej się jeszcze czegoś dowiedzieć odnośnie hrabiny. Jak na złość musiała się ulotnić i tyle z informacji na ten temat... Trzeba spróbować, ją namierzyć i porozmawiać na ten temat. Może wraca na północ, by pomóc Lucasowi?"[/i]
Westchnąłem ciężko i mówię do siebie pod nosem.>
-Może trafię na nią po drodze jeśli wraca.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Odźwierny
Odźwierny


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 97

PostWysłany: Czw Maj 11, 2017 21:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podziękowałam strażnikom skinięciem głowy.
[i]
- Dziękuję i niech dobrzy bogowie mają was w opiece.[/i]

Postanowiłem udać się do klasztornej kaplicy, modlitwa przy ołtarzu powinna pomóc duszą zmarłych - miałem nadzieję że strażnicy nie będą o to źli. Rozkazy rozkazami, prawo prawem - jak mawiali mędrcy
Potem będzie trzeba poczekać na Magnusa przed bramą klasztoru. Za jakiś czas powinien się zjawić, a jeśli nie to zamierzałem poszukać Magnusa - miałem dziwne przeświadczenie że mógł wpaść w jakieś tarapaty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.forum.drachenfels.pl Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 41, 42, 43
Strona 43 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group